wyjątkowego i wspaniałego. […] Albert Einstein kiedyś powiedział, że nie ma rzeczy niemożliwych, czasem tylko ich osiągnięcie zajmuje trochę więcej czasu. My mamy ten czas i wykorzystajmy go najlepiej, jak się da”.
Drugi prelegent, Dr Marcin Owsiński z Muzeum Stutthof, jest specjalistą w zakresie języka i kultury niemieckiej, socjologiem i pedagogiem. Przedstawił on trzy projekty zrealizowane przez Muzeum dla osób z łagodnym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności poznawczej oraz nieprzystosowanych społecznie. Dla niego misją miejsc pamięci nie jest przekazywanie historii, dat i liczb: najbardziej liczą się pojęcia empatii i refleksji. „Jako pracownicy miejsca pamięci, w jaki sposób tłumaczymy, że historia nie jest tym, co najważniejsze? Czemu odwiedzający mieliby zapamiętywać daty i liczby, skoro są one poza ich możliwościami poznawczymi? Dość ciężko mówić o różnych zjawiskach w tysiącach – dlaczego mają zapamiętywać te konkretne dane? Czy będzie to miało wpływ na ich życie? Niekoniecznie. […] Czasy się zmieniają i musimy zmodyfikować naszą definicję podejścia do edukacji. Nasza misja opiera się na empatii, współczuciu oraz pewnych pozytywnych skojarzeniach i przykładach”. Dla mówcy praca jako edukator osób o specjalnych potrzebach jest bardzo istotna ogólnie w kontekście wychowania. Próbuje on zmieniać i w pozytywny sposób wpływać na życie tych, z którymi pracuje, a w zamian uczy się od nich wielu rzeczy. Muzeum realizuje projekty we współpracy ze szkołami specjalnymi, a celem projektów jest „pomóc ludziom, by uwierzyli w siebie, ponieważ często są oni traktowani w gorszy sposób, w tym z perspektywy całego kraju; chowają się w kącie, są odsuwani na margines”. Te osoby to bardzo zaskakujący młodzi ludzie, którzy po prostu potrzebują odwagi, a projekt organizowany w Muzeum Stutthof pozwala im ją odnaleźć.
Drugi program zaprezentowany przez prelegenta adresowany jest specjalnie do młodzieży przebywającej w zakładach poprawczych. „Co możesz zrobić z chłopakami, którzy mają już na koncie pierwsze przestępstwo w swoim życiu? Czeka ich więzienie, ciążą nad nimi już pierwsze wyroki, a społeczeństwo też ich już skazało. Co można z nimi robić? Uwrażliwiać. Przygotowywać wizyty studyjne i współpracować”. W ramach pobytu młodzież ta wykonuje pracę fizyczną oraz umysłową i wchodzi w interakcje nie tylko z samym Muzeum, ale również z jego otoczeniem. Edukatorzy muzealni nie uczą ich żadnych dat, liczb ani suchych faktów, ale podkreślają wagę empatii na drodze ciągłego dialogu, by odkryć, że inni też są ludźmi. „Wielu z nich pochodzi z niepełnych rodzin i nie ma dokąd wrócić. Często odbywają się spotkania z byłym więźniem obozu Stutthof, jest on dziadkiem dla całej grupy. To pewnego rodzaju punkt wyjścia, by uwierzyć, że możemy stać się lepsi”.
Trzeci z realizowanych programów nosi tytuł „Żywa Pamięć”. Składają się na niego wizyty w więzieniach, podczas których prowadzone są rozmowy z przestępcami, którzy niejednokrotnie dopuścili się poważniejszych przestępstw. „O czym mogę im mówić? […] Mówię im o dobru i złu. Nie da się oszukać samego siebie, czy jestem dobry, czy zły. Obserwujemy to w ludzkim życiu, nic nie zmienia się raz na zawsze. Zawsze jest wybór, tak samo, jak w obozie. Można było się sprzeciwiać, chcieć pozostać sobą, zachować godność, ale za to otrzymywało się karę”. Osoby te powinny zrozumieć i zapamiętać, że mają wybór. „Są to po prostu zwykli ludzie, a więc dobro i zło są dla nich kluczem do zrozumienia problemu”.
Dr Marcin Owsiński ma nadzieję, że projekty te zmuszą młodych ludzi do myślenia, do refleksji i będą źródłem sensu. Czasem Muzeum nie wie, co dzieje się z uczestnikami programów po ich zakończeniu. Ale czasem otrzymują nagrodę na przykład w postaci wiadomości, jak ta poniżej. Jest to fragment e-mail wysłanego przez pewną dziewczynę z ośrodka wychowawczego dla młodzieży dwa lata po tym, jak wzięła udział w programie adresowanym do młodzieży z ośrodka szkolno-wychowawczego: „po raz pierwszy byłam w tak pięknym a zarazem przygnębiającym (z powodu smutnych incydentów, jakie tam zachodziły) miejscu. Chciałabym również osobiście bardzo podziękować za zaprezentowanie (jeżeli można to tak ująć) historii oraz uczuć ludzi, którzy przeżywali w tym miejscu piekło.