Dlatego grupa nie była w stanie zrozumieć ani zaprezentować wrzucania powietrza do pomieszczenia po to, by zabijać ofiary. Nie wiedzieli, o co chodziło”. Te przykłady i wyjaśnienia umożliwiły uczestnikom lepsze zrozumienie oraz przyjrzenie się sposobom myślenia oraz komunikacji osób niesłyszących. Zapytani o najtrudniejsze wspomnienie ze zwiedzania Muzeum z przewodnikiem uczniowie przytaczali z reguły „cele stojące”. Nie dlatego, że więźniowie nie mogli usiąść, jak można by było się spodziewać, ale dlatego, że będąc na ich miejscu, pozbawieni możliwości widzenia nie byliby w stanie z nikim się skomunikować. Nie mogliby powiedzieć, że są głodni, że się boją itp. W trakcie wizyty najbardziej poruszyło ich to, że „z powodu swojej niepełnosprawności nie mieliby żadnej szansy przetrwać w obozie, byliby zesłani wprost na śmierć”. Pytali Piotra: „Dlaczego? Dlaczego? Przecież jesteśmy zdrowi, oczywiście, że jesteśmy, mamy tylko problem ze słuchem, jesteśmy tylko niesłyszący, to niemożliwe!” Następnie grupa stwierdziła, że muszą zrobić wszystko, co w ich mocy, by pozostać zapamiętanymi i że mają silną motywację, by zostawić po sobie ślad ku pamięci. Na koniec grupa podkreśliła istotne kwestie, jakie należy zrozumieć w kontekście wizyty osób niesłyszących i słabosłyszących. Po pierwsze najważniejszą osobą jest tłumacz, a nie przewodnik. Grupa nie będzie zwracała uwagi na przewodnika. Po drugie, należy zwrócić uwagę na czynniki, które mogą utrudniać oglądanie różnych obiektów. Tłumacz musi na przykład upewnić się, że słońce nie oślepia grupy oraz że każdy może jego/ją zobaczyć. „Jeśli tłumacz odwróci się do nich plecami, trudno będzie grupie go „słuchać”. Piotr Kondratowicz z wielką pasją przedstawił grupie satysfakcję, jaką czerpie z codziennej pracy z młodzieżą niesłyszącą i słabosłyszącą. Są to utalentowani młodzi ludzie, świetni specjaliści, którzy po prostu funkcjonują trochę inaczej, niż my. „Po dwóch dniach w Muzeum moi uczniowie urośli w moich oczach do rangi bohaterów, ponieważ bardzo w tym czasie wydorośleli. Zmienili się w dorosłych mężczyzn pracujących na rzecz przyszłych pokoleń. […] Z wielką przyjemnością pracuję z osobami niesłyszącymi i słabosłyszącymi i dzięki nim naprawdę przyjmuję inną perspektywę patrzenia na świat. Zauważam, że istnieje coś jeszcze poza światem werbalnym, że na rzeczywistość składają się różnego rodzaju odmienności, różne zapachy i emocje, a wszystko to razem daje coś wyjątkowego i wspaniałego. […] Albert Einstein kiedyś powiedział, że nie ma rzeczy niemożliwych, czasem tylko ich osiągnięcie zajmuje trochę więcej czasu. My mamy ten czas i wykorzystajmy go najlepiej, jak się da”.