Słuchowiska Listy do aktora | Page 11

ON: Dlaczego? ONA: Po prostu. Lubię cię słuchać. Lubię brzmienie twojego głosu… ON: Jednak aktorzy do czegoś się przydają. ONA: Aktorzy, aktorzy…, chyba nie znam innej grupy, która ma tak bardzo sklejoną swoją indywidualną, osobistą tożsamość z wykonywanym zawodem. Nie wiem ile razy poznawałam aktora, który przedstawiając się najpierw mówił: „jestem aktorem”, a dopiero potem jak się nazywa. Jakby to miało w moich oczach określać jego wartość jako człowieka… Po prostu przeczytaj… On chwilę patrzy na nią, po czym bierze list i czyta. ON: Szanowny Panie Piotrze, proszę mi wybaczyć, że zajmuję Panu czas, ale mam wewnętrzne przekonanie, że tematy, które chcę poruszyć – tylko Pan może zrozumieć należycie. Ilu jest ludzi, którzy zastanawiali się, kim jest, czy raczej jaki jest Don Juan? Pan musiał się jednak zżyć, zestroić i co chyba najtrudniejsze zrozumieć. Powinnam go nienawidzić. Całą sobą powinnam się od kogoś takiego odciąć, obrazić. Nie szkodzi, że to postać, ale niesie ze sobą jak najbardziej realne treści. Nie sadzę, by to była rzeczywistość, w którą powinnam się zagłębiać. A jednak. Jakoś tak Pan to wymyślił, zagrał, że zamiast uciekać – grzebię w tym, rozważam. Najbardziej jestem zaskoczona, że mu współczuję. To szuja i szczeżuja, a ja mu współczuję! I nawet go rozumiem. Mój mąż jest porządnym, dobrym i odpowiedzialnym człowiekiem, wraca do domu, opowiada o sobie, nawet czasem pamięta, że naczynia ze zmywarki chowa się do szafek, żeby potem było na czym jeść. Można powiedzieć bliski ideału i zaangażowany w rodzinę. Wiem zatem jak to jest kiedy masz obok siebie przeciwieństwo Don Juana. Mimo to pociąga mnie ta łobuzerka. To kalectwo życia bez przywiązań, bez zobowiązań, gdzie piękno i ulotność są jedyną religią. To trochę jak u Pilcha, że pisarz musi się zachwycić, docenić piękno i oddać słowami. U Don Juana to docenienie odbywało się w miłosnym spełnieniu. Nawet, jeśli to płytkie, to przyzna Pan, że coś w tym jest… Dziękuję bardzo za ten wieczór i za dorzucenie paru gałązek do mojego ognia. Dzięki temu spektaklowi coś się nowego we mnie pojawiło, wiele myśli przepłynęło. To ożywcze i potrzebne. Dziękuję raz jeszcze. Pozdrawiam, Aneta. ONA: Merytoryczny list… Nie kusiło cię, żeby jednak odpisać? ON: Ależ oczywiście, że kusiło. Za każdym razem, gdy dostawałem niegłupi list miałem ochotę odpisać. Założyłem sobie jednak, że nie będę wchodził w tego typu relacje z widzami. Widz jest widzem, a nie moim osobistym znajomym. 11