Moda, a raczej sztuka
W tym filmie kostiumy mówią więcej niż dialogi. Na początku widzimy Priscillę w pastelach, niemal bez makijażu. Z czasem, pod dyktando Elvisa, zmienia się w „ żywą lalkę”:
Elvis kontrolował każdy szczegół jej wyglądu – od koloru włosów( musiały być kruczoczarne) po zakaz noszenia brązowych ubrań, bo „ przypominały mu o armii”.
Im wyższa była fryzura Priscilli i im mocniejsza kreska na oku, tym bardziej stawała się ona częścią marki „ Elvis”, tracąc własną tożsamość.
Kostiumy w Priscilli to nie tylko estetyczny popis( część z nich przygotował sam dom mody Chanel), ale przede wszystkim opowieść o utracie wolności. Sofia Coppola pokazuje, jak Elvis stopniowo staje się stylistą swojej partnerki, narzucając jej konkretne kolory i fasony. Priscilla musiała zrezygnować z brązów czy wzorzystych materiałów, bo Król ich nie znosił. Najbardziej uderzająca jest jej fizyczna transformacja: od naturalnej nastolatki w pastelowych sukienkach, po „ żywą lalkę” z kruczoczarnym kokiem i ciężkim makijażem. Każda warstwa lakieru do włosów i każda idealnie skrojona sukienka oddalały ją od tego, kim naprawdę była, budując wizerunek idealnej ozdoby do posiadłości Graceland. Dopiero w finale filmu, gdy bohaterka wybiera prosty, skromny strój, widzimy, że w końcu odzyskuje prawo do decydowania o sobie.