NOMEN OMEN Październik 2020 | страница 18

Que reste-t-il de nos amours?

Marzyciele to bardzo osobliwy film, zresztą nie ma co się dziwić, głównym tego sprawcą jest sam Bernardo Bertolucci. Ciężko wyobrazić sobie kogoś lepszego w roli twórcy niepowtarzalnego kli-matu Francji lat 60. Nie mamy tu do czynienia ze zwyczajnym, rzetelnym odwzorowaniem książki Gilberta Adaira, (który również jest autorem sce-nariusza) a raczej z kinem uczuć i emocji. Nazwałabym je kinem trwania, dzięki któremu możemy zatrzymać na chwilę czas.

Theo i Isabelle francuscy, młodzi kinomani poznają amerykańskiego studenta - Matthew, podzielającego ich zainteresowania. Bliźniaki ry-zykują i zapraszają go do za mieszkania razem z nimi podczas nieobecności rodzi-ców. Wspólne spędzanie czasu umożliwia im rozpoczęcie z pozoru niewinnej gry, która jednak stopniowo zaczyna przekraczać granice moralne.

Film składa się ze zwyczajnych scen egzysto-wania nastolatków. Tak na-prawdę żadna z nich nie odgrywa istotnej, czy prze-łomowej roli w historii bohaterów, mimo to ich niepowtarzalna atmosfera uświadamia nam, że właściwie każda może być uznana za kultową. Każdą minutę seansu szczelnie wypełnia obecność sztuki i piękna we wszystkich możliwych formach. Odgry-wanie fragmentów starych filmów, francuska muzyka, a nawet posągowa uroda bohaterów, która może być porównywana do rzeźb anty-cznych tworzą niesamowitą aurę artystyczną, która nie opuszcza nas do końca seansu. Wszechobecne emanowanie seksualnością też wyjątkowo dobrze wpisuje się w ogólny wydźwięk filmu. Niektórzy mogą uważać te fragmenty epatujące nagością za zbyt odważne, jednak moim zda-niem wszystko mieści się w granicach dobrego smaku, a jeżeli je przekracza to tylko celowo.

Akcja w głównej mierze jest osadzona w jednej przestrzeni, czyli w domu głównych bohaterów. Niezwykła intym-ność przedstawionego miejsca oraz szczegółowość jego ukazania, pozwala nam jako widzom, przenieść się do mieszkania razem z młodymi, równocześnie przenosząc się w klimat tamtych lat.

Jak już wcześniej wspomniałam, wspólna egzy-stencja nastolatków z czasem zaczyna przekraczać pewne bariery moralne. Jest to w dużej mierze związane z kazirodczą relacją Theo i Isabelle. Ta dwójka nie zna żadnych granic, już od początku możemy wnioskować, że zapraszają do siebie Matthew na zasadzie pewnego rodzaju ekspery-mentu. W pełni się przed nim otwierając, równocześnie się nim bawią.