Nomen Omen Marzec 2023 nomen_marzec2023 | Page 18

Spędzone zostały one we względnie sielankowej atmosferze , która jednak wraz z upływem czasu przykrywana była przez niepokój i podniecenie z tytułu zbliżającego się czasu wyprawy . Rad byłem , że tym razem mogę być integralną częścią zespołu poszukiwawczego . Melissa moja zdawała się wykazywać jednak znaczne zaniepokojenie . Zdaniem jej skupienie moje na sprawach tak legendarnych , nie wpływało dobrze na istnieje doczesne , skutkując zaniedbywaniem siebie i obowiązków związanych zarówno z byciem mężem , jak i lekarzem oraz weterynarzem . Ciężko było nie przyznać jej w tym racji , zgadza się , jakobym miał błądzić od wieczora do wieczora , czekając jedynie , aż mógł będę się skupić na przygotowaniach do wielkiej wyprawy , mimo tego roztargnienia jednak wydawało mi się , że w pracach swoich jestem całkowicie sumienny , nie pozostawiając ich nie wykończonych w stopniu perfekcji . Musiałem wtedy złożyć moje przeprosiny , z obietnicą zabrania się za swoje sprawy z wielokrotnie zwiększoną energią , jak tylko nastanie świt po nocnej eskapadzie , tak , zdecydowanie bardzo tym żyłem , może nawet za bardzo . Gdy dnia trzydziestego lipca , światło słoneczne zaczęło spływać po czerwonym dachu posiadłości państwa Achnichtów , a w górę wznosiła się nikła , ledwo widoczna sylwetka Księżyca , byłem gotów . Trapiło mnie wieczora tego wiele myśli , znów zacząłem odczuwać wyrzuty sumienia , związane z łatwością , z jaką podjąłem decyzję o bezrefleksyjnej i bezwarunkowej pomocy dla duetu młodej gwardii . Ciężko mi do tego się przed sobą przyznać , ale niejako obawiałem się sukcesu całej wyprawy , znając wszystkie obrzydlistwa i ohydy wylewające się z pióra starego Abdula Alhazreda . Występowanie naszego miejsca w paskudnym Necronomiconie wszakże nie mogło być pozytywną rekomendacją udania się tam . Trzeba było jednak przezwyciężyć swoją wrażliwość i obawy , w czym pomogła mi szklanka alkoholu , udałem się do posiadłości Sherów , jako to właśnie tam znajdował się budynek najbliżej granicy z nieprzeniknioną czernią zawiłych ścieżek . Niewielka szopa , pomimo ścisku panującego w środku , idealnie nadająca się na bazę wypadową , z czego bez chwili wahania skorzystaliśmy . Łączność między naszymi urządzeniami w szybkim tempie została uzyskana , wymieniliśmy z chłopakami uściski dłoni , serdecznie życząc im powodzenia i pozostania pod boską opieką w bezpieczeństwie . Trzask drzwi sprawił , że plecy moje przeszedł kolejny zimny dreszcz , a z twarzy mojego kompana również wyczytać mogłem pewne obawy . Niepewny wzrok patrzący przez niewielkie okienko , wprost na niebo i burza posiwiałych włosów , wraz z nieprzystrzyżonym zarostem , obrazował mi człowieka , w którego duszy siedzi znaczna ilość niepokoju . Wymieniliśmy znaczące spojrzenia , nie zdążyliśmy jednak powiedzieć do siebie ani słowa , gdyż odbiornik zachrobotał , a po chwili zaczął z niego dobiegać rozdygotany głos .
- Słychać mnie ? - był to Rudolf . Usłyszawszy od nas odpowiedź twierdzącą kontynuował . - Droga wygląda kompletnie inaczej , ten las chce nas wywieść na manowce ! Rozumiem już co szalony arab miał na myśli , mówiąc by się pod żadnym pozorem nie rozdzielać . Odezwiemy się , gdy na coś natrafimy . Bez odbioru . Odbiornik ucichł , minuty mijały w ciszy i ciemności , doprawdy groteskowo wyglądać musiała dwójka podstarzałych mężczyzn siedzących naprzeciw siebie , nad urządzeniem nie dającym z siebie żadnych oznak życia , poza okazjonalnymi szumami . Aby nie siedzieć w tak wielkim stresie , spróbowałem przeto rozpocząć rozmowę , w nadziei , że chwilom uda się upływać .
Krótka wymiana zdań , skupiająca się na moich pytaniach o postępy prac , w czasach gdy byłem zamroczony , nie była jednak owocna , przyznać muszę , że bez względu na wszystko , miała być ona jedynie przykrywką do ucieczki myśli , aby nie dać im dojść do głosu , by nie mogły powiedzieć w jaką to sytuację się wpakowaliśmy . Nie można było mimo tego powiedzieć , żebyśmy żałowali , wręcz przeciwnie , wciąż kipiała z nas najczystsza ciekawość , jednak wraz z kolejnymi minutami , upływającymi bez żadnego sygnału , coraz bardziej zaczął w nas wzrastać też niepokój . W końcu po ponad dwugodzinnej ciszy , gdy zegarek wskazywał już , pierwszą , usłyszeliśmy upragniony chrobot odbiornika , w zatęchłej szopie zaczęło tętnić życie , jako w końcu miał miejsce jakiś ruch .
- Łączność , zdaje się , ma pewne kłopoty . - Był to głos Juliana . - Nie mogliśmy przez pewien czas się porozumieć , niemniej nie mamy do-