Tej nocy nie mogłem zasnąć , albowiem dręczyły mnie wyrzuty sumienia czy na pewno podjąłem się dobrej decyzji , ogarnął mnie strach przed tym co Rudolf i Julian mogą tam zastać i poczułem coś , co określiłem rodzicielską troską wobec nich , sam wszelako dzieci nie posiadam , jednak było dla mnie wyobrażeniem , że tak właśnie ona wygląda . Muszę być bardzo naiwny jak na ilość lat , które przeżyłem , jednak uczucia te połączone były z dziecięcą ekscytacją , jak gdyby dziesięcioletni ja dostał nową zabawkę , którą może wykorzystać do spełnienia swoich przyziemnych pragnień . W czasie gdy Melissa - moja droga małżonka , starała się uspokoić moją zmieszaną duszę , przez okno dało się zaobserwować , jak to światło w pokoju na poddaszu nie gaśnie . Istotnie , w nocy tej nie udało mi się udać się w krainę sennych marzeń , dzięki czemu mogłem zaobserwować , jak lampy zostają tam zapalone , aż do okolic świtu , kiedy to w końcu pokonało mnie zmęczenie i zamknąłem oczy , zasypiając niemal natychmiast .
Przyznać muszę , że kolejne dni były dla mnie czasem ograniczonego kontaktu z rzeczywistością , organizm mój potrzebował czasu na przetrawienie tego , co się wydarzyło . Cóż , nigdy za osobę szczególnie wytrzymałą się nie uważałem , a rzeczywistość nareszcie postanowiła to zweryfikować , pchając mnie w kilkudniowy obłęd , a przyjaciela mojego pozostawiając bez żadnego psychicznego uszczerbku , który dałby mi się zauważyć . Planowanie szło jednak niezwykle sprawnie , jeszcze w trakcie mojego otumanienia podjęta została pierwsza próba wyprawy , z racji na rozpętanie się niemałej burzy . Z opowieści , które później usłyszałem , błądzili we dwójkę po puszczy przez niemal całą noc , wszystko nagrywając za pomocą niebywałego wynalazku , prototypu przenośnej radiostacji , której sygnał był stale odbierany przez pana Aitona , pomimo znacznej odległości dzielącej oba urządzenia .
Wyprawa okazała się jednak być pomalowana rozczarowaniem i goryczą , błądząc , nie natrafili bowiem na żaden ślad ruin , ani jakichkolwiek budowli . Jedynie tajemnicze światła zdawały się tańczyć jeszcze intensywniej i piękniej niż zawsze , jakby przeczuwając , że ktoś pragnie iść ich śladem . Pamiętam urzeczony głos mojej żony , opisujący mi urzekającą naturę tego zjawiska , światełka tworzące niesamowite kształty na ciemnym niebie , rozjaśniane dodatkowo przez częste błyskawice . Szczególnie w głowę wrył nam się jeden obraz , postać niby dziwnego kraba , jednak bez widocznych szczypiec , które zastąpione zostały przez dwie wielkie kule światła , natomiast reszta jego odnóży zastąpiona została dwoma wypustkami , po jednej z każdej strony , wychodziły z nich dwa obustronne topory , po jednym na każdą . W tym samym momencie grzmoty i iluzja leśnej muzyki zdawały się skandować trzy różne słowa : jeden , król , oraz stop . Nikt z nas nie miał pewności czy rzeczywiście to usłyszał , jednak zgodnie przyjęliśmy tę wersję wydarzeń , nie mając jednak pojęcia co ona oznacza . Była to ostatnia noc mojego otępienia . Rano w końcu byłem rad wyjść na zewnątrz , a gdym to uczynił , pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy była dwójka zwierząt patrząca na mnie , stojąc obok siebie , zaraz przy żeliwnym ogrodzeniu posesji państwa Achnicht . Były to czarny kot i olbrzymia , chyba największa jaką w życiu widziałem , ropucha . Gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się , powietrze przeszył ostatni grzmot dogasającej burzy , mówiąc jakby wprost do mnie chrapliwym głosem : TY . Nie zwróciłem na to jednak szczególnej uwagi , zapatrzony w dwójkę zwierząt , przy czym również nie spędziłem znacznej ilości czasu , musząc nadrobić dni mojej nieobecności , jak i zorientować się w ewentualnych postępach prac pozostałej części mojej drużyny . Dowiedziawszy się o niepowodzeniu wyprawy z zeszłej nocy , postanowiłem nie drążyć tematu osobliwości spotkanych przeze mnie o poranku , a zamiast tego ochoczo przyłączyłem się do planowania i rozważań na temat , co dalej . Porażka ta , przekuta miała być w cenną lekcję poruszania się w terenie puszczy Dòrainn , jak i wyciągnięte miały być wnioski z błędów , których uniknąć się nie udało . Opracowana została zdecydowanie wydajniejsza taktyka na przeczesywanie gąszczu prastarych drzew , jak i naprawione zostały niewielkie , ale mogące okazać się krytycznymi , problemy z łącznością . Na następną datę eksploracji wyznaczony został koniec miesiąca lipca , jako i to wtedy miejsce miał mieć pierwszy , od czasu powrotu Rudolfa i Juliana , nów Księżyca . Do terminu tego zostało aż nadto czasu , prawie dwa tygodnie .