- Tak, lubiłam.
- Nauczyciele byli mili?
- Bardzo mili.
- Krzyczeli?
- Nie, krzyczeli na tych co się nie chcieli uczyć.
- A na w-f-ie co robiliście?
- Graliśmy w piłkę, ćwiczyliśmy, było boisko sportowe, teraz tam płynie woda nad rzeką.
- A wywiadówki były?
- Tak były wieczorem, Mama musiała iść na wywiadówkę, tata nie chodził.
- Chodziliśmy na ósmą rano, długa przerwa była, trwała 15 minut, w sobotę też chodziliśmy do szkoły, tak
samo chodziło się do pracy.
- Jak wspominasz Państwa Papieżów, czemu zapadli Ci w pamięć, że po tylu latach nadal ich pamiętasz?
- Bo byli bardzo dobrymi nauczycielami i wychowawcami, najlepiej ich zapamiętałam ze wszystkich
nauczycieli.
(Wywiadu udzieliła Pani Rozalia Wyrobek z domu Waksmundzka – Nowy Targ, marzec 2017 r.)
Ja mam takie wspomnienie w związku z panią Stasią Papieżową. Jako dziecko sześcioletnie biegaliśmy koło
Dunajca i kąpaliśmy się w Dunajcu. Wyszłam wtedy na taką wielką skałę i chciałam skoczyć do wody. Jak
skoczyłam do tej wody to przecięłam sobie stopę tak, że mało co mi się trzymała, prawie tylko na skórze.
No i nie było nikogo w domu, mamy nie było, malowali tam u sąsiadów malarze i gościu zobaczył, że krew
leci Dunajcem, a ja tego w ogóle nie czułam jako dziecko. Przylecioł, patrzy co się dzieje, porwał mnie na
ręce, a mnie ze stopy tak strasznie krew leciała i gdzie tu iść? Ani po karetkę dzwonić, bo były takie czasy,
ze ani po karetkę, ani do szpitala. No to gdzie? To do pani Papieżowej, bo była jako sanitariuszka z II wojny
światowej i znała się na tym. Pani Papieżowa szybciusieńko opatrzyła ranę, zawiązała to wszystko no i do
domu z dzieckiem z powrotem. I takie właśnie wspomnienie... pomagała we wszystkim, co tylko mogła to
pomagała, przeważnie, gdy się ktoś skaleczył , czy coś sobie zrobił to pani Papieżowa była po prostu taką
sanitariuszką dalej we wsi i pomagała wszystkim i do niej się można było w każdej chwili zwrócić.
Ale jako nauczyciel też była, uczyła przyrody. Chodziłam jeszcze do szkoły podstawowej, ale już były
prowadzone w szkole kursy krawiectwa i to właśnie prowadziła Pani Papież, do tej pory wiem jak się szyje
spódniczkę, chociaż nie chodziłam do szkoły krawieckiej i jak spodnie uszyć. To było w godzinach
popołudniowych, można było się nauczyć na maszynie szyć i takie różne robótki jak wyszywanie na płótnie.
Oczy... On miał takie oczy, w okularach chodził, uczniowie się go panicznie... nie tyle się go bali, ale
musieli się przyznać do jakiegoś przewinienia, bo miał takie oczy, ze wydawało się, że na każdego ucznia
patrzy. Ja na przykład patrzyłam na niego to widziałam, ze on na mnie patrzy. Jeśli ktoś coś przeskrobał, to
Pan mówi: "Pan wie kto to zrobił" i okulary spuścił na koniec nosa i patrzył oczami a wszystkie dzieci i ten,
który był winny to szybko wstawał i przyznawał się do winy, no bo "Pan wiedział". "Pan wie", chociaż nie
wiedział to okazało się, że wie. Dzieci drżały na widok Pana.