- Co robiliście na tym korytarzu?
- Stali my, bo to korytarz był malutki.
- A sadzenie lasu?
- Przyszło takie zarządzenie. Sadzenie lasu wyglądało w ten sposób, że leśniczy postarał się o sadzonki i
zwrócił się do szkoły. Po lekcjach każdy musiał przynieść motykę i szli my las sadzić. Wtedy taka łysa góra,
co się nazywa w Waksmundzie była rzeczywiście łysa, bo drzewo powycinali i nic nie było oraz w innych
miejscach. I my chodzili i tam sadziliśmy ten las. Pokazywali nam jak to się sadzi las. A później wszyscy
poszliśmy do szkoły, ugotowali herbatę, to już były takie osoby, chleb był kupiony z marmoladą
posmarowaną i kto las sadził ten dostawał kromki chleba z marmoladą, popijał herbatą. Wyszliśmy później
przed szkołę: "Las sadziła szkoła, las sadziła szkoła, las sadziła szkoła" - tak my wołali.
- A po Pierwszej Komunii Świętej?
Komunia to wyglądała w ten sposób, że poszliśmy do kościoła i takie przyjęcie zrobili w szkole, rodzice dali
pieniądze, no i było kakao, było ciasto, kanapki, o wędlinę jakąś się postarali. I w szkole była po Komunii
taka uroczystość dla samych dzieci.
- A religia była w szkole czy w kościele?
- W szkole i uczył ksiądz, nie było sióstr zakonnych, ksiądz Dewera i chyba Klimczak. Potem Dewerę
zmienili i był Klimczak.
- A z kim siedziałaś? Z jedną osobą przez cały czas?
- Nie, z różnymi.
- A pamiętasz imiona?
- Maria Waksmundzka (Mikusiowa), Stefania Waksmundzka (Dybacowa), Maryśka Łabudowa, Tośka
Pynksowa, Johaśka Jadwidzyna, Kaśka Huzioreczkowa,
Dziewczynek chyba więcej było. A chłopcy: Tadek Bryja, Stasiu Mroszczak, Kazek Dudzik, Bronek
Rejczak, Andrzej Stopka, Tadek Ferdynów.
Woźny był,a le on był niedobry, przeganiał nas. Jak chłopcy mu dokuczali, to ich przeganiał.
Jeszcze Zosia Śpyrlickowa chodziła, Staszka Szopkulina, to do jednej klasy my chodziły. Helusia Sierotowa
nazywała się Sral Helena, Sral Stanisława.
- A jak nauczyciele do was mówili?
- Po imieniu, a Pan mówił po nazwisku, kierownik szkoły mówił po nazwisku, po imieniu nie.
- A gdy były takie same nazwiska?
- To wtedy pokazał.
- A po przezwisku mówiliscie do siebie.
- Nie, nikt nie mówił, tylko po imieniu.
- A biliście się w szkole.
- Chłopcy przeważnie się bili, szarpali się, ale zaś takich bójek nie było. Zawsze jakaś pani miała dyżur.
- A jakieś wycieczki szkolne były?
- Nie, ja nigdzie nie byłam ze szkoły podstawowej, to było zaraz po wojnie, wszystko było biedne.
- A na przykład jakieś akcje pomocy, gdy komuś się spalił dom?