My first Magazine | Page 4

- A jak się trzeba było ubrać do szkoły?- Normalnie, jak kto miał, bo to było po wojnie, nawet chodziły dzieci boso do szkoły, bo była taka bieda.
Taki był zwyczaj, że nauczycielowi przynosiło się w jesieni ziemniaki i kapustę, no bo też im było bardzo biednie. Każdy kto tam mógł to przyniósł koszyczek ziemniaków, główkę kapusty, i oni sobie gotowali w piwnicy mieli, to wynosiło się na górę. No i to nie były takie warunki luksusowe, tylko byłą taka drewutnia tam chodzili pomóc drzewo rąbać, na górę wynieść Pani, wodę pomagali wynieść, Pani Papieżowej i Pani Stopkowej.
- Czy pamięta Pani książki z tamtych czasów? Dostałam nagrodę " Pieniądz zdobyty własną pracą ", taka książka mi zapadła w pamięci.
- A o czym była?- Ojciec miał syna i temu synowi się robić nie chciało, a chciał pieniądze no i ojciec miała takie pieniądze metalowe i wrzucił je do ognia i od brał te pieniądze, bo mu nie dawał na nic. Brał te pieniądze z tego ognia i się poparzył i mówi tak: pieniądz zdobyty własną pracą, idź do pracy i zarabiaj. To mi utkwiło w pamięci.
- A uroczystości szkolne jak wyglądały? Rozpoczęcie roku szkolnego? No rozpoczęcie to do kościoła my poszli, bo to na przeciwko kościół był i z powrotem my przyszli. Ubrani odświętnie jak kto miał. No i tak wyglądały, nie było takich, żeby to były przysięgi, pasowanie na ucznia, tego nie było.
- A dziewczynki musiały chodzić w spódnicach, czy mogły chodzić w spodniach?- Wtedy taka moda byłą, że dziewczynki chodziły w spódnicach, w spodniach tam nikt nie chodził. Wszystko spódnica, sukienka.
- A na Święta Bożego Narodzenia jakieś jasełka, kolędy?- Nic nie było w szkole, może później były, za moich czasów tego nie było.
- A takie uroczystości państwowe?- Nie, tylko pamiętam jak zmarł Stalin w 1953 r. to my wszyscy milczeli, stali my 5 minut w ciszy. No i później się pracę pisało, trzeba było napisać o śmierci Stalina. Ja chodziłam z bratem do szkoły, brat nie bardzo się tak uczył, wstał rano i szybko odpisał ode mnie, no i odpisał o śmierci Stalina. Ja tak bo troszkę z gazety, wtedy to była " Gromada " no i tak napisałam, to była siódma klasa, Pan kierownik napisał mi: " odpisałaś ty od brata, albo brat od Ciebie " i on dostał ocenę bardzo dobrą, a ja dostałam ocenę dobrą.
- A na tych pracach ręcznych to nie robiliście żadnych ozdób świątecznych, łańcuchów, choinka była w szkole?- Była choineczka, nieduża choinka, to my ubierali watą. Ale te łańcuchy to chyba my robili, sklejaliśmy te łańcuszki, kto miał jakieś banieczki, o które było trudno to poprzynosił, takie jeżyki my robili, później w domu się też robiło.
- A z piciem tranu?- W szkole byłą taka beczka okrągła i w tej beczce był tran i obowiązkowo klasami na przerwie stawaliśmy do kolejki i łyżka i każdy musiał wypić tran, czy chciał czy nie chciał, obowiązkowo musiał.
Jeszcze na korytarzu był piec, ale nie przypominam sobie z jakiego to funduszu gotowali zupy w szkole. No i były garnki, talerze, łyżki, różne zupy gotowali. Przypominam sobie, że raz Zosi Śpyrlickowej już nie pamiętam czy chłopak czy dziewczyna jak w tych ławkach się siedziało tak był człowiek schylony, i niósł te zupę chłopak i wlał jej za kołnierz i poparzył ją. O, krzyk był wtedy okropny.
- A jak wyglądały przerwy? Wszyscy musieli wyjść na pole, a w zimie na korytarzu.