My first Magazine Mozaika Obrzańska 2/2017 | Page 12
skich. Klasztor zamknięty był
także dla grup turystycznych.
Choć przechowywano wie-
le ciekawych, zabytkowych
przedmiotów, nie były one
eksponowane.
Seminarium
nie dysponowało pamiątka-
mi misyjnymi, ponieważ, ze
względu na panujący system
polityczny, polscy oblaci nie
mieli możliwości pracy za gra-
nicą. Z tego powodu nie ist-
niał urząd przewodnika.
Żaden z kleryków nie
opiekował się przyklasztor-
nym cmentarzem, ponieważ
wtedy spoczywało na nim za-
ledwie kilku oblatów. Jedynie
superior posiadał samochód,
do którego z resztą fratrzy
się nie zbliżali. Siłą rzeczy
nie było też elektryka, kom-
puterowego oraz kserowego.
Również Gitary Niepokalanej
oczekiwały jeszcze na zaist-
nienie na polskiej scenie mu-
zycznej. Czasy kleryckie ojca
Jana to okres kształtowania
się wolnych mediów semi-
naryjnych. Dziś pozostało po
nich tylko wspomnienie, bo
miejsce „Mrówczego śladu”
zajęła niepodzielnie „Mozaika
Obrzańska”.
Po godzinach
Wieczorami, gdy każ-
dy z fratrów gorliwie wy-
pełnił obowiązki związane
z jego urzędami, brać kleryc-
ka gromadziła się na świetli-
cy (obecnie „diakonka”), aby
słuchać audycji radiowych
12
mozaika
obrzańska
Chodzą jak w zegarku!
Prowadzenie grupy obrzańskich ministrantów to wspaniała przygoda, ale
także spora odpowiedzialność. To zadanie ojciec Superior zlecił fratrom
Zbigniewowi Halembie (kurs III) oraz Ernestowi Świderskiemu (kurs II).
Gościnny miał pod
ręką adresy parafian
zawsze gotowych
do przyjęcia oblackich
gości. Organizował
więc nocleg i, zgodnie
z pozwoleniem
superiora, mógł ich
odprowadzić jedynie
do furtki gospodarza.
ze wspólnego radioodbiorni-
ka. Czytano również regular-
nie prenumerowany (po dziś
dzień) „Przegląd Sportowy”. Po
tylu latach można ujawnić, że
w kleryckim podziemiu funk-
cjonował elitarny klub bry-
dżowy, zbierający się w studiu
fotograficznym (pomieszcze-
nie za ówczesną zakrystią).
Sam rozmówca stwier-
dził, że jego wspomnienia
trącą prehistorią i dziwił się,
że można było tak funkcjo-
nować. Według niego przy-
czyną mógł być ograniczony
kontakt z tym, co dzieje się
po drugiej stronie klasztor-
nej furty, więc przyjmowano,
że tak po prostu powinno być.
Z perspektywy dzisiejszego
dnia widzimy, jak wiele się
zmieniło. Zadajmy więc kłam
zasadzie „ZAWSZE TAK BYŁO”!