Memoria [PL] Nr 107 | Page 9

9

„Niech nikt, gdy doznaje pokusy, nie mówi: „Bóg mnie kusi”. Bóg bowiem nie podlega pokusie ku złemu ani sam nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a grzech, gdy dojrzeje, przynosi śmierć”. (Jk 1,13–15)*

Kiedy szedłem przez teren byłego obozu Auschwitz, czułem ciężar, który sprawiał, że każdy krok stawał się trudniejszy, każdy oddech wolniejszy, a mój umysł – boleśnie świadomy, że stoję w miejscu, w którym życie straciły miliony ludzi. Nie potrafiłem pojąć, że te ruiny były niegdyś miejscem, do którego przywożono ludzi na śmierć, gdzie całe rodziny – mężczyźni, kobiety

i dzieci – przekonane, że są przesiedlane, były prowadzone ku swoim ostatnim chwilom życia na zimnej posadzce komór gazowych. Mój Boże. Podświadomie nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że miejsce, w którym staliśmy, było areną tak potwornego horroru, tak podstępnej przemocy i zła. Jak cały naród mógł na to pozwolić i się na to godzić? To pytanie nieustannie dręczyło mnie przez cały czas udziału w programie FASPE. Pod koniec podróży zacząłem dostrzegać zarys odpowiedzi – choć nie twierdzę, że znalazłem uniwersalny klucz do wyjaśnienia tego zła. Zacząłem rozmyślać o ziarnach: o tym, jak się je zasiewa, jak rosną i jak stają się widocznym owocem tego, co kryło się w sercu siewcy. Ziarna łaski mogą przynieść plon w postaci miłości, życia i jedności. Ziarna nienawiści rodzą jedynie śmierć i zniszczenie. Prorok Jeremiasz pisze przecież: „Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne

i niepoprawne – któż je zgłębi?” (Jr 17, 9)*. Słowa te uświadamiają nam coś bardzo ważnego: każdy z nas ma w sobie zdolność do wyrządzania krzywdy. Musimy zachować trzeźwość umysłu i czujność wobec własnego instynktu samozachowawczego. Ten egoistyczny odruch budzi się w nas z potężną siłą zwłaszcza w czasach niepewności

– w momentach, gdy szukanie dróg na skróty staje się nie tylko sposobem na ocalenie siebie, ale też okazją do łatwego zysku.

Dla Niemców klęska w I wojnie światowej była potężnym ciosem. Kiedy Ameryka zmagała się z Wielkim Kryzysem, Niemcy również dotknęło głębokie załamanie gospodarcze. Nad całym krajem wisiało poczucie upodlenia i porażki. Hitler

z premedytacją wykorzystał te nastroje – społeczną frustrację, lęk o jutro i rany zadane narodowej dumie. Znalazł idealnego kozła ofiarnego: Żydów, których obarczył winą zarówno za przegraną wojnę, jak i za zapaść ekonomiczną. W takich momentach ludzie chętnie zwracają wzrok ku wskazanemu wrogowi. Wtedy też ziarna, które wcześniej zasiano w ich sercach, zaczynają wschodzić, ukazując swoje najgorsze oblicze. W ten sposób reżim nazistowski, poprzez napiętnowanie

i wykluczenie ze społeczeństwa grup uznanych za „inne”, zaczął zyskiwać masowe poparcie. Machina ta uderzyła

w opozycję polityczną, niezależnych intelektualistów oraz mniejszości etniczne – w tym, a raczej przede wszystkim,

w ludność żydowską. W latach trzydziestych reżim sukcesywnie podporządkowywał sobie, spychał na margines lub bezwzględnie więził każdego, kto mógłby podjąć próbę oporu. Ta systematyczna, zaplanowana kampania manipulowania opinią publiczną – oparta na podsycaniu strachu, gniewu i nienawiści oraz niesieniu śmierci i zniszczenia – przyniosła zamierzony skutek. Hitler zyskał od zwykłych obywateli przyzwolenie na wdrażanie swoich planów i systemowe wykluczanie „innych” ze społeczeństwa. Przeciwnicy polityczni trafiali na krócej lub dłużej do obozów koncentracyjnych,

z których pierwsze powstały niemal natychmiast po przejęciu władzy przez nazistów w 1933 roku. Z kolei od 1940 roku reżim uruchomił sześć specjalnych ośrodków, w których mordowano pacjentów szpitali psychiatrycznych oraz osoby z niepełnosprawnościami.

Kilka dni przed wizytą w Auschwitz odwiedziliśmy miasteczko Brandenburg, gdzie w ramach Akcji T4 – nazistowskiego programu „eutanazji” – dokonano pierwszych masowych mordów przy użyciu

„Niech nikt, gdy doznaje pokusy, nie mówi: „Bóg mnie kusi”. Bóg bowiem nie podlega pokusie ku złemu ani sam nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a grzech, gdy dojrzeje, przynosi śmierć”. (Jk 1,13–15)*

Kiedy szedłem przez teren byłego obozu Auschwitz, czułem ciężar, który sprawiał, że każdy krok stawał się trudniejszy, każdy oddech wolniejszy, a mój umysł – boleśnie świadomy, że stoję w miejscu, w którym życie straciły miliony ludzi. Nie potrafiłem pojąć, że te ruiny były niegdyś miejscem, do którego przywożono ludzi na śmierć, gdzie całe rodziny – mężczyźni, kobiety

i dzieci – przekonane, że są przesiedlane, były prowadzone ku swoim ostatnim chwilom życia na zimnej posadzce komór gazowych. Mój Boże. Podświadomie nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że miejsce, w którym staliśmy, było areną tak potwornego horroru, tak podstępnej przemocy i zła. Jak cały naród mógł na to pozwolić i się na to godzić? To pytanie nieustannie dręczyło mnie przez cały czas udziału w programie FASPE. Pod koniec podróży zacząłem dostrzegać zarys odpowiedzi – choć nie twierdzę, że znalazłem uniwersalny klucz do wyjaśnienia tego zła. Zacząłem rozmyślać o ziarnach: o tym, jak się je zasiewa, jak rosną i jak stają się widocznym owocem tego, co kryło się w sercu siewcy. Ziarna łaski mogą przynieść plon w postaci miłości, życia i jedności. Ziarna nienawiści rodzą jedynie śmierć i zniszczenie. Prorok Jeremiasz pisze przecież: „Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne

i niepoprawne – któż je zgłębi?” (Jr 17, 9)*. Słowa te uświadamiają nam coś bardzo ważnego: każdy z nas ma w sobie zdolność do wyrządzania krzywdy. Musimy zachować trzeźwość umysłu i czujność wobec własnego instynktu samozachowawczego. Ten egoistyczny odruch budzi się w nas z potężną siłą zwłaszcza w czasach niepewności

– w momentach, gdy szukanie dróg na skróty staje się nie tylko sposobem na ocalenie siebie, ale też okazją do łatwego zysku.

Dla Niemców klęska w I wojnie światowej była potężnym ciosem. Kiedy Ameryka zmagała się z Wielkim Kryzysem, Niemcy również dotknęło głębokie załamanie gospodarcze. Nad całym krajem wisiało poczucie upodlenia i porażki. Hitler

z premedytacją wykorzystał te nastroje – społeczną frustrację, lęk o jutro i rany zadane narodowej dumie. Znalazł idealnego kozła ofiarnego: Żydów, których obarczył winą zarówno za przegraną wojnę, jak i za zapaść ekonomiczną. W takich momentach ludzie chętnie zwracają wzrok ku wskazanemu wrogowi. Wtedy też ziarna, które wcześniej zasiano w ich sercach, zaczynają wschodzić, ukazując swoje najgorsze oblicze. W ten sposób reżim nazistowski, poprzez napiętnowanie

i wykluczenie ze społeczeństwa grup uznanych za „inne”, zaczął zyskiwać masowe poparcie. Machina ta uderzyła

w opozycję polityczną, niezależnych intelektualistów oraz mniejszości etniczne – w tym, a raczej przede wszystkim,

w ludność żydowską. W latach trzydziestych reżim sukcesywnie podporządkowywał sobie, spychał na margines lub bezwzględnie więził każdego, kto mógłby podjąć próbę oporu. Ta systematyczna, zaplanowana kampania manipulowania opinią publiczną – oparta na podsycaniu strachu, gniewu i nienawiści oraz niesieniu śmierci i zniszczenia – przyniosła zamierzony skutek. Hitler zyskał od zwykłych obywateli przyzwolenie na wdrażanie swoich planów i systemowe wykluczanie „innych” ze społeczeństwa. Przeciwnicy polityczni trafiali na krócej lub dłużej do obozów koncentracyjnych,

z których pierwsze powstały niemal natychmiast po przejęciu władzy przez nazistów w 1933 roku. Z kolei od 1940 roku reżim uruchomił sześć specjalnych ośrodków, w których mordowano pacjentów szpitali psychiatrycznych oraz osoby z niepełnosprawnościami.

Kilka dni przed wizytą w Auschwitz odwiedziliśmy miasteczko Brandenburg, gdzie w ramach Akcji T4 – nazistowskiego programu „eutanazji” – dokonano pierwszych masowych mordów przy użyciu