gazu. Miejsce to znajdowało się w samym centrum zwyczajnego miasta, otoczone domami i sklepami. Jak ktokolwiek mógł przymykać na to oczy? Zastanawiałem się, czy okoliczni mieszkańcy widzieli unoszący się dym i czuli swąd palonych ciał wdzierający się na ich posesje. Czy bliskość takiego cierpienia nie zakłócała im spokoju przy porannej herbacie? I znów zadaję to pytanie: jak można było do tego dopuścić? Wyobraźmy sobie, że mieszkańcy miasta buntują się, wychodzą na ulice i żądają natychmiastowego powstrzymania tych rażących zbrodni przeciwko ludzkości. Wyobraźmy sobie, że zamiast pozwolić Hitlerowi żerować na ich nieufności
i strachu, Niemcy wspólnie postanawiają potępić jego działania i przysięgają chronić tych, których dyktator skazał na śmierć. Ile istnień ludzkich udałoby się wtedy ocalić? Ile rodzin ocalałoby przed rozbiciem? Co pisałyby dziś podręczniki do historii? Być może czytalibyśmy o narodzie, który potrafił się sprzeciwić i zapobiegł Zagładzie.
Zamiast tego czytamy o narodzie współwinnym. Współudział może przybierać różne formy. Na przykład strach zakorzeniony w sercu człowieka staje się narzędziem manipulacji, które zmusza do milczenia. Innym kluczem do współwiny jest nieufność – to ona rodzi strach, strach prowadzi do nienawiści, nienawiść zaś nieuchronnie kończy się przemocą
i śmiercią. Masowa współwina sama
w sobie staje się przemocą i grzechem. Sprawia, że w imię własnego przetrwania milczymy w obliczu niesprawiedliwości. Psychologia opisuje ten mechanizm jako „efekt biernego świadka”: większość osób w obliczu sytuacji kryzysowej nie robi nic, by ją powstrzymać, wierząc, że zareaguje ktoś inny. Na tej właściwości ludzkiej psychiki dyktatorzy opierają możliwość dokonywania zbrodni – po prostu na to liczą. Niestety, ceną za ludzką bierność wobec rodzącego się zła jest utrata niezliczonych istnień ludzkich.
Podczas tej podróży wielokrotnie wracałem myślami do współczesnych Stanów Zjednoczonych. Dziś w USA aż nazbyt wyraźnie widać wrogie postawy wobec tych, których uznaje się za „innych”. Zbieramy zgniłe owoce gwałtownego odrodzenia ksenofobii, nacjonalizmu religijnego oraz tlącego się od dawna rasizmu. Strach przed tym, że „inny” wyrządzi nam krzywdę, odbierze dobrobyt albo że to on jest źródłem wszelkich problemów, stał się zaraźliwym kłamstwem, które z fanatycznym zapałem rozprzestrzeniono w całym kraju. Każdego dnia ludzie padają ofiarą dyskryminacji tylko dlatego, że nie pasują do fałszywego stereotypu tego, jak powinien wyglądać
i kim powinien być „prawdziwy Amerykanin”. W zastraszającym tempie odmawia się też ludziom prawa do rzetelnego procesu.
Niestety, podobne uprzedzenia
i dehumanizacja nie są w społeczeństwie amerykańskim niczym nowym. To historia, która sięga czasów sprzed ogłoszenia niepodległości. Bywały jednak w naszych dziejach momenty zwrotne, kiedy potrafiliśmy wybrać lepszą drogę. Te chwile pozwalały nam dostrzec, jaka Ameryka mogłaby być. Niestety, gdy robiliśmy „jeden krok w przód”, zaraz potem cofaliśmy się o „dwa kroki”. Dziś znów stoimy na rozdrożu – w punkcie,
w którym jako obywatele musimy zdecydować, jak daleko pozwolimy jeszcze posunąć się w krzywdzeniu
i odczłowieczaniu naszych bliźnich.
Czy zdołamy dorosnąć do naszych najwyższych ideałów? Musimy odnaleźć
w sobie determinację, by odwołać się do tego, co prezydent Lincoln nazwał „lepszymi aniołami naszej natury”¹. Jako Kościół w Ameryce musimy również zdecydować, czy pozwolimy, aby nacjonalizm religijny nadal kalał świadectwo Chrystusa, czy też potępimy tę herezję mocą słowa Bożego. Czy będziemy wierni słowom Jezusa z Ewangelii według św. Mateusza, w których wzywa nas do troski o „tych najmniejszych”
– o wszystkich odtrąconych i wykluczonych tego świata? Musimy być wierni zasadom, które sami głosimy. W Ewangelii według św. Mateusza Jezus mówi przecież: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory,
a nawiedziliście Mnie; byłem w więzieniu,
a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 35–36)*. To fundamentalna część naszej tożsamości jako Kościoła. Istota Ewangelii wymaga od nas, abyśmy mówili jasno i odważnie, czerpiąc z agape – miłości do każdego, kto jest dehumanizowany i traktowany jak „inny”. To właśnie z nim utożsamia się Jezus, i my również powinniśmy to czynić.
Zastanów się nad tym dzisiaj: czy będziesz biernym świadkiem, który poprzez swoją bezczynność staje się współwinny? Czy też staniesz w obronie innych, nawet ryzykując utratę własnego komfortu i spokoju? Przypominam słowa dr. Kinga, że „ostateczną miarą” człowieka „nie jest zachowanie w chwilach spokoju, lecz to, co czyni, gdy nadchodzi czas próby”². Czy zatem pójdziesz za wezwaniem proroka Micheasza, by „pełnić sprawiedliwość, miłować życzliwość i pokornie obcować
z Bogiem twoim” (Mi 6,8)? Wybierzesz miłość czy pozwolisz, by wygrały nienawiść i strach? Prawdziwa miłość nie zna kompromisów – porzuca instynkt samozachowawczy, by bez wahania stanąć w obronie drugiego człowieka. Sam Jezus oddał przecież życie, abyśmy i my mogli cieszyć się nim w całej pełni. Miłość nie szuka własnej korzyści, jest całkowicie bezinteresowna. Nigdy też nie zapominajmy, że sprawiedliwość to nic innego jak miłość w działaniu. Czy wybierzesz miłość również wtedy, gdy będzie to wymagało odwagi i sprzeciwu?
Z tym jednym, kluczowym pytaniem pragnę Was pozostawić. Choć bowiem jako naród podejmujemy decyzje zbiorowo i jako wspólnota poniesiemy ich konsekwencje, to na koniec z naszych czynów będziemy rozliczani każdy z osobna.
Na zakończenie chciałbym przywołać słowa, które usłyszeliśmy od naszego przewodnika po Auschwitz, Pawła. Podzielił się on z nami uderzającą i zmuszającą do refleksji myślą: „W tej chwili na całym świecie dochodzi do potwornych zbrodni. Jak za czterdzieści lat historia oceni Waszą ówczesną postawę?” Po której stronie staniecie w tych pełnych chaosu czasach? Gorąco Was dziś proszę: stańcie po stronie miłości, nie nienawiści; po stronie nadziei, a nie strachu. Nie powtarzajmy błędów z przeszłości. Zamiast tego budujmy nową przyszłość – taką,
w której sprawiedliwość, godność i miłość będą udziałem każdego człowieka na ziemi.
Pastor Edward C. Ford Jr. był stypendystą programu FASPE Clergy & Religious Leaders w 2025 roku. Jest absolwentem Yale University Divinity School, gdzie uzyskał tytuł magistra teologii (Master of Divinity). Był również pierwszym studentem
w historii, który otrzymał certyfikat Yale Center for Public Theology and Public Policy.
=====
* Cytaty z Pisma Świętego, które w polskiej wersji językowej podano za Biblią Tysiąclecia.
1.
2. Martin Luther King Jr., Strength to Love, Fortress Press, Philadelphia 1981, s. 35.
10