Memoria [PL] Nr 103 | Page 9

9

W lutym 1943 roku, kiedy grupa Flecka przybyła do Auschwitz, stacja Instytutu Higieny w bloku 10 nie była jeszcze gotowa. Zespół musiał więc pozostać w Birkenau (Auschwitz II – głównym obozie zagłady) wraz ze zwykłymi więźniami, doświadczając niekończących się porannych apeli w ekstremalnych warunkach pogodowych, brutalności nadzorców SS

i okrutnych kapo, a także głodu i chorób. Jednak jako więźniowie o szczególnym statusie nie byli zmuszani do ciężkiej, wyniszczającej pracy w komandach zewnętrznych.

 

Podczas pobytu w Birkenau członkom grupy Flecka, w tym dzieciom – Bronisławowi

i Karolowi – zgodnie z przyjętą w obozie praktyką wytatuowano numery na lewym przedramieniu. W przeciwieństwie do dorosłych chłopcy nie nosili jednak charakterystycznych pasiaków, ponieważ nie było takich, które by na nich pasowały.

 

8 kwietnia, po zakończeniu prac przy urządzaniu laboratoriów w bloku 10, grupę przeniesiono do Auschwitz I. Kobiety i dzieci zakwaterowano w dużej sali na parterze wraz

z około 50 więźniarkami funkcyjnymi – m.in. pielęgniarkami, laborantkami, szrajberkami czy sztubowymi – którym zapewniono lepsze warunki bytowe niż pozostałym więźniarkom.

 

Bronisław i Anna Seeman dzielili jeden poziom trzypiętrowej pryczy, podobnie jak Karol

i Natalia Umschweif. Prycza służyła im zarówno za całą przestrzeń życiową, jak i miejsce do spania. Mężczyźni mieli zakaz przebywania

w bloku kobiecym nocą. Weber umieścił ich

w bloku 20, znajdującym się naprzeciwko bloku 10, który stanowił część szpitala obozowego w Auschwitz I.

 

W dwóch dużych salach na piętrze bloku 10 przebywało około 400 Żydówek w wieku od 16 do 60 lat, które stłoczono na trzypiętrowych pryczach. Większość z nich trafiała do bloku 10 bezpośrednio z rampy, po tym jak lekarze SS uznali je za „odpowiedni materiał” do prowadzonych eksperymentów. Inne były wybierane przez personel medyczny SS spośród dziesiątek tysięcy więźniarek podczas codziennych apeli w obozie kobiecym

w Birkenau. Każdego dnia kilka z nich zabierano do sal operacyjnych

i rentgenowskich na parterze, gdzie poddawano je inwazyjnym zabiegom

i operacjom wykonywanym przez lekarzy SS oraz zmuszanych do współpracy z nimi lekarzy-więźniów.

 

Brewda odmówiła udziału w tym zbrodniczym procederze. Wraz z trzema innymi lekarkami pochodzenia żydowskiego pracującymi

w bloku, starała się w miarę możliwości uśmierzać ból i ratować nieszczęsne kobiety, lecz wiele z nich umierało w wyniku infekcji

i innych powikłań. Pozostałe mordowano zastrzykami dosercowymi, a ich ciała wykorzystywano do badań patomorfologicznych. Kobiety te – zarówno żywe, jak i zmarłe – które lekarze SS uznali za bezużyteczne, wysyłano do komór gazowych

w Birkenau. Ich miejsce zajmowały kolejne wyselekcjonowane Żydówki.

 

Po przeniesieniu do bloku 10 Bronisław i Karol wzbudzali mieszane uczucia wśród więźniarek. Wiele z nich opłakiwało własne dzieci, które brutalnie odebrano im na rampie kolejowej. Inne przepełniała tęsknota za synami i córkami ukrywanymi w ojczystych krajach, o których losie nic nie wiedziały. Widok obu chłopców, biegających i bawiących się w bloku, był bolesnym przypomnieniem tego, co te kobiety utraciły. Z czasem jednak więźniarki pokochały ich i otoczyły troskliwą opieką.

 

Po niespełna miesiącu naukowcom z grupy Flecka nakazano podjęcie pracy w nowym laboratorium Instytutu Higieny w Rajsku – podobozie Auschwitz położonym ok. 4 km na południowy zachód od obozu głównego. Nadal mieszkali w blokach 10 i 20 w Auschwitz I, skąd  codziennie dochodzili do miejsca pracy, co zajmowało im blisko godzinę w jedną stronę.

 

W ciągu dnia obaj chłopcy pozostawali w bloku 10 bez opieki dorosłych. Byli świadkami przerażających scen i słyszeli krzyki kobiet, które odmawiały poddania się zabiegom lub cierpiały z powodu niewyobrażalnego bólu. Dzieci żyły w ciągłym strachu, że esesmani zabiorą także i je.

 

Z blokiem 10 sąsiadował okryty ponurą sławą blok 11, pełniący funkcję obozowego więzienia. Między tymi dwoma budynkami znajdował się dziedziniec otoczony murem. Kilka razy w tygodniu rozstrzeliwano tam dziesiątki więźniów – zarówno osadzonych

w samym bloku 11, jak i doprowadzanych

z zewnątrz. Okna bloku 10 wychodzące na „dziedziniec śmierci”, jak zaczęto go nazywać, zabito deskami, by ukryć to, co się tam działo, przed wzrokiem więźniarek. Choć zbliżanie się do okien było surowo zakazane, Bronisław

i Karol podkradali się do nich i obserwowali egzekucje przez szczeliny między deskami.

 

Niekiedy pozwalano chłopcom wychodzić na plac między blokami 10 i 9 lub dołączać do grup więźniarek, które sporadycznie opuszczały obóz pod strażą esesmanów i psów, by zbierać owoce, zioła i grzyby w okolicznych lasach oraz nad Sołą. Pozwalało to nieco urozmaicić dietę, ponieważ pożywienie wydawane w bloku było marnej jakości

i w niewystarczających ilościach.

 

Bronisław i Karol przebywali w bloku 10 przez około dwa lata. 18 stycznia 1945 roku, w dniu ewakuacji Auschwitz, wraz z matkami oraz około 56 tysiącami innych więźniów z całego kompleksu obozowego, pognano ich w „marszu śmierci” w głąb Niemiec. Więźniowie brnęli przez głęboki śnieg przy dwudziestostopnio-

wym mrozie, bez jedzenia i wody. Tych, którzy nie byli w stanie iść dalej, rozstrzeliwano na miejscu. Po trzech dniach nieludzkiej udręki ocalali dotarli do stacji kolejowej Wodzisławiu Śląskim. Więźniów i więźniarki załadowano do odkrytych węglarek i rozwieziono do różnych obozów koncentracyjnych na terenie Rzeszy. Bronisław i Karol, wciąż jeszcze przy życiu, kurczowo trzymali się swoich matek.

 

Anna i Jakow Seemanowie oraz ich syn Bronisław przetrwali w obozach i doczekali wyzwolenia przez Armię Czerwoną w kwietniu 1945 roku. Rodzina połączyła się ponownie

w Krakowie. Rodzice Karola Umschweifa mieli jednak mniej szczęścia: Bernard zginął

w okolicach Buchenwaldu, a Natalia zmarła na tyfus w kobiecym obozie Malchow, krótko po jego wyzwoleniu.

 

Osierocony Karol został przygarnięty przez przyjaciółkę matki, dr Enę Weiss – słowacką Żydówkę, która pełniła funkcję naczelnej lekarki-więźniarki szpitala w obozie kobiecym w Birkenau, a następnie podobną funkcję

w Malchow. Doktor Weiss zaopiekowała się chłopcem i zabrała go ze sobą do Czechosłowacji.

 

Najmłodszy z trojki dzieci przebywających

w bloku 10, Peter Daniel Dattel, przybył do Auschwitz pod koniec czerwca 1943 roku

w zupełnie innych okolicznościach niż te,

w których kilka miesięcy wcześniej trafili do obozu Bronisław i Karol.

 

Peter miał cztery lata, gdy wraz z rodzicami, Ruth i Hansem, został deportowany do Auschwitz w transporcie Żydów z Berlina. Na rampie czekali esesmani, a lekarze SS przeprowadzali selekcję. Obecny był tam również dr Eduard Wirths, naczelny lekarz SS

w obozie, który szukał kobiet do eksperymentów prowadzonych w bloku 10. Przechodził wzdłuż szeregu, pytając kobiety

o wiek oraz o to, czy mają dzieci, po czym wybrał 65 z nich.

 

Ruth i Peterowi Dattlom oraz innym matkom

z niemowlętami i dziećmi kazano wsiąść na ciężarówki, które miały ich zawieźć do komór gazowych w Birkenau. Jednak, jak Ruth wspominała po latach, „garbaty esesman trzymający ciężką pałkę” odciągnął ją i Petera na bok. Tożsamość tego esesmana i motywy jego wyjątkowego czynu pozostają nieznane. Ruth nigdy więcej go nie spotkała. Przyjmuje się, że ujęli go swoim „aryjskim” wyglądem –  oboje mieli niebieskie oczy i jasne włosy (Ruth jeszcze w Berlinie ufarbowała włosy, aby upodobnić się do Niemek). Dr Wirths, którego esesman przywołał, również był pod wrażeniem aparycji Ruth i wyznaczył ją do pracy w charakterze pielęgniarki w bloku 10, mimo że nie miała żadnego przeszkolenia.

W drodze wyjątku pozwolił jej zabrać ze sobą Petera.

 

Matka i syn cudem uniknęli zatem natychmiastowej śmierci. Co więcej, podczas gdy inne kobiety wybrane przez Wirthsa miały zostać poddane eksperymentom medycznym, Ruth dołączyła do grupy więźniarek funkcyjnych. Jej mąż Hans, z którym rozdzielono ich na rampie, został wysłany do ciężkiej pracy w Auschwitz III-Monowitz, gdzie później go zamordowano.

 

W lutym 1943 roku, kiedy grupa Flecka przybyła do Auschwitz, stacja Instytutu Higieny w bloku 10 nie była jeszcze gotowa. Zespół musiał więc pozostać w Birkenau (Auschwitz II – głównym obozie zagłady) wraz ze zwykłymi więźniami, doświadczając niekończących się porannych apeli w ekstremalnych warunkach pogodowych, brutalności nadzorców SS

i okrutnych kapo, a także głodu i chorób. Jednak jako więźniowie o szczególnym statusie nie byli zmuszani do ciężkiej, wyniszczającej pracy w komandach zewnętrznych.

 

Podczas pobytu w Birkenau członkom grupy Flecka, w tym dzieciom – Bronisławowi

i Karolowi – zgodnie z przyjętą w obozie praktyką wytatuowano numery na lewym przedramieniu. W przeciwieństwie do dorosłych chłopcy nie nosili jednak charakterystycznych pasiaków, ponieważ nie było takich, które by na nich pasowały.

 

8 kwietnia, po zakończeniu prac przy urządzaniu laboratoriów w bloku 10, grupę przeniesiono do Auschwitz I. Kobiety i dzieci zakwaterowano w dużej sali na parterze wraz

z około 50 więźniarkami funkcyjnymi – m.in. pielęgniarkami, laborantkami, szrajberkami czy sztubowymi – którym zapewniono lepsze warunki bytowe niż pozostałym więźniarkom.

 

Bronisław i Anna Seeman dzielili jeden poziom trzypiętrowej pryczy, podobnie jak Karol

i Natalia Umschweif. Prycza służyła im zarówno za całą przestrzeń życiową, jak i miejsce do spania. Mężczyźni mieli zakaz przebywania

w bloku kobiecym nocą. Weber umieścił ich

w bloku 20, znajdującym się naprzeciwko bloku 10, który stanowił część szpitala obozowego w Auschwitz I.

 

W dwóch dużych salach na piętrze bloku 10 przebywało około 400 Żydówek w wieku od 16 do 60 lat, które stłoczono na trzypiętrowych pryczach. Większość z nich trafiała do bloku 10 bezpośrednio z rampy, po tym jak lekarze SS uznali je za „odpowiedni materiał” do prowadzonych eksperymentów. Inne były wybierane przez personel medyczny SS spośród dziesiątek tysięcy więźniarek podczas codziennych apeli w obozie kobiecym

w Birkenau. Każdego dnia kilka z nich zabierano do sal operacyjnych

i rentgenowskich na parterze, gdzie poddawano je inwazyjnym zabiegom

i operacjom wykonywanym przez lekarzy SS oraz zmuszanych do współpracy z nimi lekarzy-więźniów.

 

Brewda odmówiła udziału w tym zbrodniczym procederze. Wraz z trzema innymi lekarkami pochodzenia żydowskiego pracującymi

w bloku, starała się w miarę możliwości uśmierzać ból i ratować nieszczęsne kobiety, lecz wiele z nich umierało w wyniku infekcji

i innych powikłań. Pozostałe mordowano zastrzykami dosercowymi, a ich ciała wykorzystywano do badań patomorfologicznych. Kobiety te – zarówno żywe, jak i zmarłe – które lekarze SS uznali za bezużyteczne, wysyłano do komór gazowych

w Birkenau. Ich miejsce zajmowały kolejne wyselekcjonowane Żydówki.

 

Po przeniesieniu do bloku 10 Bronisław i Karol wzbudzali mieszane uczucia wśród więźniarek. Wiele z nich opłakiwało własne dzieci, które brutalnie odebrano im na rampie kolejowej. Inne przepełniała tęsknota za synami i córkami ukrywanymi w ojczystych krajach, o których losie nic nie wiedziały. Widok obu chłopców, biegających i bawiących się w bloku, był bolesnym przypomnieniem tego, co te kobiety utraciły. Z czasem jednak więźniarki pokochały ich i otoczyły troskliwą opieką.

 

Po niespełna miesiącu naukowcom z grupy Flecka nakazano podjęcie pracy w nowym laboratorium Instytutu Higieny w Rajsku – podobozie Auschwitz położonym ok. 4 km na południowy zachód od obozu głównego. Nadal mieszkali w blokach 10 i 20 w Auschwitz I, skąd  codziennie dochodzili do miejsca pracy, co zajmowało im blisko godzinę w jedną stronę.

 

W ciągu dnia obaj chłopcy pozostawali w bloku 10 bez opieki dorosłych. Byli świadkami przerażających scen i słyszeli krzyki kobiet, które odmawiały poddania się zabiegom lub cierpiały z powodu niewyobrażalnego bólu. Dzieci żyły w ciągłym strachu, że esesmani zabiorą także i je.

 

Z blokiem 10 sąsiadował okryty ponurą sławą blok 11, pełniący funkcję obozowego więzienia. Między tymi dwoma budynkami znajdował się dziedziniec otoczony murem. Kilka razy w tygodniu rozstrzeliwano tam dziesiątki więźniów – zarówno osadzonych

w samym bloku 11, jak i doprowadzanych

z zewnątrz. Okna bloku 10 wychodzące na „dziedziniec śmierci”, jak zaczęto go nazywać, zabito deskami, by ukryć to, co się tam działo, przed wzrokiem więźniarek. Choć zbliżanie się do okien było surowo zakazane, Bronisław

i Karol podkradali się do nich i obserwowali egzekucje przez szczeliny między deskami.

 

Niekiedy pozwalano chłopcom wychodzić na plac między blokami 10 i 9 lub dołączać do grup więźniarek, które sporadycznie opuszczały obóz pod strażą esesmanów i psów, by zbierać owoce, zioła i grzyby w okolicznych lasach oraz nad Sołą. Pozwalało to nieco urozmaicić dietę, ponieważ pożywienie wydawane w bloku było marnej jakości

i w niewystarczających ilościach.

 

Bronisław i Karol przebywali w bloku 10 przez około dwa lata. 18 stycznia 1945 roku, w dniu ewakuacji Auschwitz, wraz z matkami oraz około 56 tysiącami innych więźniów z całego kompleksu obozowego, pognano ich w „marszu śmierci” w głąb Niemiec. Więźniowie brnęli przez głęboki śnieg przy dwudziestostopnio-

wym mrozie, bez jedzenia i wody. Tych, którzy nie byli w stanie iść dalej, rozstrzeliwano na miejscu. Po trzech dniach nieludzkiej udręki ocalali dotarli do stacji kolejowej Wodzisławiu Śląskim. Więźniów i więźniarki załadowano do odkrytych węglarek i rozwieziono do różnych obozów koncentracyjnych na terenie Rzeszy. Bronisław i Karol, wciąż jeszcze przy życiu, kurczowo trzymali się swoich matek.

 

Anna i Jakow Seemanowie oraz ich syn Bronisław przetrwali w obozach i doczekali wyzwolenia przez Armię Czerwoną w kwietniu 1945 roku. Rodzina połączyła się ponownie

w Krakowie. Rodzice Karola Umschweifa mieli jednak mniej szczęścia: Bernard zginął

w okolicach Buchenwaldu, a Natalia zmarła na tyfus w kobiecym obozie Malchow, krótko po jego wyzwoleniu.

 

Osierocony Karol został przygarnięty przez przyjaciółkę matki, dr Enę Weiss – słowacką Żydówkę, która pełniła funkcję naczelnej lekarki-więźniarki szpitala w obozie kobiecym w Birkenau, a następnie podobną funkcję

w Malchow. Doktor Weiss zaopiekowała się chłopcem i zabrała go ze sobą do Czechosłowacji.

 

Najmłodszy z trojki dzieci przebywających

w bloku 10, Peter Daniel Dattel, przybył do Auschwitz pod koniec czerwca 1943 roku

w zupełnie innych okolicznościach niż te,

w których kilka miesięcy wcześniej trafili do obozu Bronisław i Karol.

 

Peter miał cztery lata, gdy wraz z rodzicami, Ruth i Hansem, został deportowany do Auschwitz w transporcie Żydów z Berlina. Na rampie czekali esesmani, a lekarze SS przeprowadzali selekcję. Obecny był tam również dr Eduard Wirths, naczelny lekarz SS

w obozie, który szukał kobiet do eksperymentów prowadzonych w bloku 10. Przechodził wzdłuż szeregu, pytając kobiety

o wiek oraz o to, czy mają dzieci, po czym wybrał 65 z nich.

 

Ruth i Peterowi Dattlom oraz innym matkom

z niemowlętami i dziećmi kazano wsiąść na ciężarówki, które miały ich zawieźć do komór gazowych w Birkenau. Jednak, jak Ruth wspominała po latach, „garbaty esesman trzymający ciężką pałkę” odciągnął ją i Petera na bok. Tożsamość tego esesmana i motywy jego wyjątkowego czynu pozostają nieznane. Ruth nigdy więcej go nie spotkała. Przyjmuje się, że ujęli go swoim „aryjskim” wyglądem –  oboje mieli niebieskie oczy i jasne włosy (Ruth jeszcze w Berlinie ufarbowała włosy, aby upodobnić się do Niemek). Dr Wirths, którego esesman przywołał, również był pod wrażeniem aparycji Ruth i wyznaczył ją do pracy w charakterze pielęgniarki w bloku 10, mimo że nie miała żadnego przeszkolenia.

W drodze wyjątku pozwolił jej zabrać ze sobą Petera.

 

Matka i syn cudem uniknęli zatem natychmiastowej śmierci. Co więcej, podczas gdy inne kobiety wybrane przez Wirthsa miały zostać poddane eksperymentom medycznym, Ruth dołączyła do grupy więźniarek funkcyjnych. Jej mąż Hans, z którym rozdzielono ich na rampie, został wysłany do ciężkiej pracy w Auschwitz III-Monowitz, gdzie później go zamordowano.