W lutym 1943 roku, kiedy grupa Flecka przybyła do Auschwitz, stacja Instytutu Higieny w bloku 10 nie była jeszcze gotowa. Zespół musiał więc pozostać w Birkenau (Auschwitz II – głównym obozie zagłady) wraz ze zwykłymi więźniami, doświadczając niekończących się porannych apeli w ekstremalnych warunkach pogodowych, brutalności nadzorców SS
i okrutnych kapo, a także głodu i chorób. Jednak jako więźniowie o szczególnym statusie nie byli zmuszani do ciężkiej, wyniszczającej pracy w komandach zewnętrznych.
Podczas pobytu w Birkenau członkom grupy Flecka, w tym dzieciom – Bronisławowi
i Karolowi – zgodnie z przyjętą w obozie praktyką wytatuowano numery na lewym przedramieniu. W przeciwieństwie do dorosłych chłopcy nie nosili jednak charakterystycznych pasiaków, ponieważ nie było takich, które by na nich pasowały.
8 kwietnia, po zakończeniu prac przy urządzaniu laboratoriów w bloku 10, grupę przeniesiono do Auschwitz I. Kobiety i dzieci zakwaterowano w dużej sali na parterze wraz
z około 50 więźniarkami funkcyjnymi – m.in. pielęgniarkami, laborantkami, szrajberkami czy sztubowymi – którym zapewniono lepsze warunki bytowe niż pozostałym więźniarkom.
Bronisław i Anna Seeman dzielili jeden poziom trzypiętrowej pryczy, podobnie jak Karol
i Natalia Umschweif. Prycza służyła im zarówno za całą przestrzeń życiową, jak i miejsce do spania. Mężczyźni mieli zakaz przebywania
w bloku kobiecym nocą. Weber umieścił ich
w bloku 20, znajdującym się naprzeciwko bloku 10, który stanowił część szpitala obozowego w Auschwitz I.
W dwóch dużych salach na piętrze bloku 10 przebywało około 400 Żydówek w wieku od 16 do 60 lat, które stłoczono na trzypiętrowych pryczach. Większość z nich trafiała do bloku 10 bezpośrednio z rampy, po tym jak lekarze SS uznali je za „odpowiedni materiał” do prowadzonych eksperymentów. Inne były wybierane przez personel medyczny SS spośród dziesiątek tysięcy więźniarek podczas codziennych apeli w obozie kobiecym
w Birkenau. Każdego dnia kilka z nich zabierano do sal operacyjnych
i rentgenowskich na parterze, gdzie poddawano je inwazyjnym zabiegom
i operacjom wykonywanym przez lekarzy SS oraz zmuszanych do współpracy z nimi lekarzy-więźniów.
Brewda odmówiła udziału w tym zbrodniczym procederze. Wraz z trzema innymi lekarkami pochodzenia żydowskiego pracującymi
w bloku, starała się w miarę możliwości uśmierzać ból i ratować nieszczęsne kobiety, lecz wiele z nich umierało w wyniku infekcji
i innych powikłań. Pozostałe mordowano zastrzykami dosercowymi, a ich ciała wykorzystywano do badań patomorfologicznych. Kobiety te – zarówno żywe, jak i zmarłe – które lekarze SS uznali za bezużyteczne, wysyłano do komór gazowych
w Birkenau. Ich miejsce zajmowały kolejne wyselekcjonowane Żydówki.
Po przeniesieniu do bloku 10 Bronisław i Karol wzbudzali mieszane uczucia wśród więźniarek. Wiele z nich opłakiwało własne dzieci, które brutalnie odebrano im na rampie kolejowej. Inne przepełniała tęsknota za synami i córkami ukrywanymi w ojczystych krajach, o których losie nic nie wiedziały. Widok obu chłopców, biegających i bawiących się w bloku, był bolesnym przypomnieniem tego, co te kobiety utraciły. Z czasem jednak więźniarki pokochały ich i otoczyły troskliwą opieką.
Po niespełna miesiącu naukowcom z grupy Flecka nakazano podjęcie pracy w nowym laboratorium Instytutu Higieny w Rajsku – podobozie Auschwitz położonym ok. 4 km na południowy zachód od obozu głównego. Nadal mieszkali w blokach 10 i 20 w Auschwitz I, skąd codziennie dochodzili do miejsca pracy, co zajmowało im blisko godzinę w jedną stronę.
W ciągu dnia obaj chłopcy pozostawali w bloku 10 bez opieki dorosłych. Byli świadkami przerażających scen i słyszeli krzyki kobiet, które odmawiały poddania się zabiegom lub cierpiały z powodu niewyobrażalnego bólu. Dzieci żyły w ciągłym strachu, że esesmani zabiorą także i je.
Z blokiem 10 sąsiadował okryty ponurą sławą blok 11, pełniący funkcję obozowego więzienia. Między tymi dwoma budynkami znajdował się dziedziniec otoczony murem. Kilka razy w tygodniu rozstrzeliwano tam dziesiątki więźniów – zarówno osadzonych
w samym bloku 11, jak i doprowadzanych
z zewnątrz. Okna bloku 10 wychodzące na „dziedziniec śmierci”, jak zaczęto go nazywać, zabito deskami, by ukryć to, co się tam działo, przed wzrokiem więźniarek. Choć zbliżanie się do okien było surowo zakazane, Bronisław
i Karol podkradali się do nich i obserwowali egzekucje przez szczeliny między deskami.
Niekiedy pozwalano chłopcom wychodzić na plac między blokami 10 i 9 lub dołączać do grup więźniarek, które sporadycznie opuszczały obóz pod strażą esesmanów i psów, by zbierać owoce, zioła i grzyby w okolicznych lasach oraz nad Sołą. Pozwalało to nieco urozmaicić dietę, ponieważ pożywienie wydawane w bloku było marnej jakości
i w niewystarczających ilościach.
Bronisław i Karol przebywali w bloku 10 przez około dwa lata. 18 stycznia 1945 roku, w dniu ewakuacji Auschwitz, wraz z matkami oraz około 56 tysiącami innych więźniów z całego kompleksu obozowego, pognano ich w „marszu śmierci” w głąb Niemiec. Więźniowie brnęli przez głęboki śnieg przy dwudziestostopniowym mrozie, bez jedzenia
i wody. Tych, którzy nie byli w stanie iść dalej, rozstrzeliwano na miejscu. Po trzech dniach nieludzkiej udręki ocalali dotarli do stacji kolejowej w Wodzisławiu Śląskim. Więźniów
i więźniarki załadowano do odkrytych węglarek i rozwieziono do różnych obozów koncentracyjnych na terenie Rzeszy. Bronisław i Karol, wciąż jeszcze przy życiu, kurczowo trzymali się swoich matek.
Anna i Jakow Seemanowie oraz ich syn Bronisław przetrwali w obozach i doczekali wyzwolenia przez Armię Czerwoną w kwietniu 1945 roku. Rodzina połączyła się ponownie
w Krakowie. Rodzice Karola Umschweifa mieli jednak mniej szczęścia: Bernard zginął
w okolicach Buchenwaldu, a Natalia zmarła na tyfus w kobiecym obozie Malchow, krótko po jego wyzwoleniu.
Osierocony Karol został przygarnięty przez przyjaciółkę matki, dr Enę Weiss – słowacką Żydówkę, która pełniła funkcję naczelnej lekarki-więźniarki szpitala w obozie kobiecym w Birkenau, a następnie podobną funkcję
w Malchow. Doktor Weiss zaopiekowała się chłopcem i zabrała go ze sobą do Czechosłowacji.
Najmłodszy z trojki dzieci przebywających
w bloku 10, Peter Daniel Dattel, przybył do Auschwitz pod koniec czerwca 1943 roku
w zupełnie innych okolicznościach niż te,
w których kilka miesięcy wcześniej trafili do obozu Bronisław i Karol.
Peter miał cztery lata, gdy wraz z rodzicami, Ruth i Hansem, został deportowany do Auschwitz w transporcie Żydów z Berlina. Na rampie czekali esesmani, a lekarze SS przeprowadzali selekcję. Obecny był tam również dr Eduard Wirths, naczelny lekarz SS
w obozie, który szukał kobiet do eksperymentów prowadzonych w bloku 10. Przechodził wzdłuż szeregu, pytając kobiety o wiek oraz o to, czy mają dzieci, po czym wybrał 65 z nich.
Ruth i Peterowi Dattlom oraz innym matkom z niemowlętami i dziećmi kazano wsiąść na ciężarówki, które miały ich zawieźć do komór gazowych w Birkenau. Jednak, jak Ruth wspominała po latach, „garbaty esesman trzymający ciężką pałkę” odciągnął ją i Petera na bok. Tożsamość tego esesmana i motywy jego wyjątkowego czynu pozostają nieznane. Ruth nigdy więcej go nie spotkała. Przyjmuje się, że ujęli go swoim „aryjskim” wyglądem – oboje mieli niebieskie oczy i jasne włosy (Ruth jeszcze w Berlinie ufarbowała włosy, aby upodobnić się do Niemek). Dr Wirths, którego esesman przywołał, również był pod wrażeniem aparycji Ruth i wyznaczył ją do pracy w charakterze pielęgniarki w bloku 10, mimo że nie miała żadnego przeszkolenia. W drodze wyjątku pozwolił jej zabrać ze sobą Petera.
Matka i syn cudem uniknęli zatem natychmiastowej śmierci. Co więcej, podczas gdy inne kobiety wybrane przez Wirthsa miały zostać poddane eksperymentom medycznym, Ruth dołączyła do grupy więźniarek funkcyjnych. Jej mąż Hans, z którym rozdzielono ich na rampie, został wysłany do ciężkiej pracy w Auschwitz III-Monowitz, gdzie później go zamordowano.
Kilka dni po przybyciu do bloku 10 Ruth i Peterowi wytatuowano numery. Podobnie jak przebywający już tam Bronisław i Karol, Peter również mieszkał z matką w sztubie funkcyjnych. Kobiety z bloku szybko polubiły żywego i psotnego chłopca. „Peter stał się synem nas wszystkich” – wspominała później jedna z ocalałych. „Był maskotką bloku eksperymentalnego”.
Inna ocalała opisała z kolei wydarzenie z pewnego wczesnego ranka, gdy więźniarkom kazano ustawić się w piątkach przed apelem. „Esesmani jeszcze się nie pojawili, więc Peter zajął ich miejsce” – opowiadała. „Maszerował szybko i pewnie wzdłuż naszego szeregu, licząc: pięć, dziesięć, piętnaście, dwadzieścia, dwadzieścia pięć. Nie znał jeszcze wszystkich liczb i nie potrafił liczyć powyżej dwustu. Śmiałyśmy się do łez na widok tego, jak maszeruje niczym mały nazista”.
Mężczyźni osadzeni w pobliskich blokach również rozpieszczali chłopca o niewinnym usposobieniu, który rozjaśniał mroki życia w Auschwitz. Julius Mayer, więzień pełniący w obozie funkcję kapo, wspominał, że wymierzono mu karę pięćdziesięciu razów po tym, jak przyłapano go na wręczaniu dziecku pary butów. Byli jednak i tacy esesmani, którzy lubili Petera i przynosili jemu – oraz dwóm pozostałym chłopcom – jedzenie i słodycze.
Ruth i Peter przebywali w bloku 10 przez półtora roku, aż do ewakuacji, gdy popędzono ich w „marszu śmierci”. Mały Peter z trudem dotrzymywał kroku dorosłym. Ruth pomagała przyjaciółka, Ilse Nussbaum – niosły chłopca na zmianę na ramionach, dopóki całkowicie nie opadły z sił. Wówczas dziecko musiało radzić sobie samo i w pewnym momencie w tłumie straciło matkę z oczu. Na szczęście odnalazła go dr Alina Brewda, która szła w dalszej części kolumny. Przekazała go znanemu sobie z bloku 10 esesmanowi, który jechał obok wozem konnym i pozwolił chłopcu na niego wejść. Ostatecznie Peterem zaopiekowało się pięć sióstr – czeskich Żydówek – które ulitowały się nad dzieckiem i zabrały je ze sobą. Gdy tylko nadarzyła się okazja do ucieczki, zniknęły wraz z Peterem.
Matka chłopca przetrwała marsz oraz pobyt w obozach koncentracyjnych na terenie Niemiec. Wyzwolona przez Armię Czerwoną w maju 1945 roku, wróciła do Berlina. Nie mając pojęcia, co stało się z jej synem, zwróciła się o pomoc w jego odnalezieniu do Czerwonego Krzyża i innych organizacji. Niedługo potem poślubiła dezertera z Wehrmachtu o nazwisku Friedhoff. Dopiero we wrześniu 1946 roku Czerwonemu Krzyżowi udało się zlokalizować Petera – pomógł w tym numer wytatuowany na jego ramieniu. Okazało się, że siostry zabrały chłopca do Brna; tam został adoptowany przez jedną z nich i jej męża, Pavla Bauera.
Przez niemal dwa lata rozłąki siedmioletni już chłopiec nauczył się czeskiego i zapomniał ojczystego języka niemieckiego. Ledwie pamiętał matkę i był przekonany, że ona już nie żyje. Nie chciał też opuszczać przybranych rodziców, którzy otoczyli go wielką miłością i troską.
Gdy jednak Ruth wystąpiła o odzyskanie dziecka, Bauerowie wyrazili zgodę. Matka i syn spotkali się ponownie w styczniu 1947 roku na granicy czesko-niemieckiej. Poruszająca historia ich połączenia trafiła na pierwsze strony gazet w całych Niemczech. Spośród około 8 000 żydowskich dzieci deportowanych z Berlina do obozów zagłady Peter był jedynym, który wrócił do rodzinnego miasta.
Troje dzieci, które przebywały w bloku 10 w Auschwitz I, nigdy więcej się nie spotkało. Zbudowali życie na nowo na trzech kontynentach, założyli rodziny i robili wszystko, by odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwach, które nie zawsze chciały słuchać ich historii. Mimo że – jak większość ocalałych z Zagłady – próbowali wyprzeć wspomnienia o tamtym tragicznym okresie i nie opowiadali własnym dzieciom o tym, przez co przeszli, obozowe koszmary prześladowały ich do końca życia.
Rodzina Seemanów przeniosła się z Krakowa do Paryża i mieszkała tam do końca życia. Po ukończeniu szkoły średniej Bronisław studiował geofizykę, a następnie jako inżynier pracował dla Schlumberger Technology Corporation (obecnie SLB) – globalnej firmy z sektora energii i zasobów naturalnych – gdzie opatentował wiele autorskich rozwiązań. Zmarł 10 sierpnia 2001 roku w wieku 68 lat.
Dr Ena Weiss, której cała rodzina zginęła podczas wojny, postanowiła wyemigrować z Czechosłowacji do Australii wraz z uratowanym przez siebie Karolem Umschweifem, synem jej przyjaciółki Natalii. Wiele słowackich Żydówek, które pełniły kluczowe funkcje w obozie kobiecym w Auschwitz, zdecydowało się rozpocząć nowe życie na Antypodach. Zanim jednak Weiss wyjechała, wuj Karola, Dolek Amishav, mieszkający w Palestynie (wówczas pod mandatem brytyjskim), dowiedział się o ocaleniu siostrzeńca i postanowił go adoptować. Ostatecznie Weiss powierzyła Karola opiece matki przełożonej klasztoru na obrzeżach Brna. Dziewięcioletni wówczas chłopiec mieszkał tam przez około rok, dopóki Amishav nie sprowadził go do Palestyny.
Wiosną 1947 r. Karol przybył do portu w Hajfie na pokładzie statku „Providence”. Został zarejestrowany przez Aliję Bet – podziemną organizację zajmującą się przerzutem Żydów z ominięciem brytyjskich restrykcji – jako syn jednej z pasażerek dysponującej ważnym certyfikatem imigracyjnym.
Karol, który później przyjął imię Zvi, dorastał i uczył się w kibucu Ein Hamifratz. Jako utalentowany sportowiec reprezentował Izrael w siatkówce oraz odnosił sukcesy w lekkoatletyce, szczególnie w skoku w dal i pięcioboju. Po ukończeniu szkolenia na pilota bojowego w Izraelskich Siłach Powietrznych brał udział w licznych misjach operacyjnych, w tym lotach bojowych i walkach powietrznych podczas wojny sześciodniowej, późniejszej wojny na wyczerpanie i wojny Jom Kippur w 1973 roku. Po zakończeniu służby wojskowej został pilotem linii El Al, gdzie zasiadał za sterami Boeingów 747 (Jumbo Jetów). Zvi Umschweif zmarł 26 sierpnia 2005 roku w wieku 67 lat.
Peter Dattel, „maskotka” bloku 10, doświadczył z kolei zjadliwego niemieckiego antysemityzmu i to całe dziesięciolecia po wojnie. Początkowo wyjechał z matką i ojczymem do Palestyny, jednak nie potrafili odnaleźć się w nowym otoczeniu i w 1948 roku wrócili do Niemiec, osiedlając się w Kolonii. U progu dorosłości, po zmianie imienia na Danny, próbował swoich sił w aktorstwie, lecz bez powodzenia. Później, za namową matki, przyjął posadę stażysty w kolońskim banku Herstatt. Sukcesy, jakie odnosił w kluczowym dziale operacji walutowych i złota, sprawiły, że zyskał u pracodawców miano „złotego chłopca”. Jego kariera nabrała tempa i wkrótce stanął na czele całego działu.
W 1974 roku, w następstwie serii ryzykownych transakcji, bank Herstatt ogłosił upadłość, pozostawiając dług w wysokości 1,2 miliarda marek (około 435 milionów dolarów według ówczesnego kursu). Wydarzenie to wstrząsnęło zarówno niemieckim, jak i światowym sektorem finansowym. Dattel wraz z innymi członkami kierownictwa został oskarżony o oszustwo, fałszerstwo i nadużycie zaufania. Próbując uniknąć procesu, właściciele banku przypisali Dattelowi główną odpowiedzialność za katastrofę. „Złoty chłopiec” stał się nagle „międzynarodowym Żydem” i celem bezwstydnej nagonki antysemickiej w niemieckich mediach, pełnej stereotypów, karykatur i zdjęć eksponujących jego wydatny nos.
Po dziesięciu miesiącach spędzonych w areszcie, podczas których demony przeszłości powróciły z dawną siłą, Dattel został uznany za niezdolnego do udziału w procesie. Psychiatrzy, którzy go badali, stwierdzili u niego „zespół poobozowy” – pojęcie zespołu stresu pourazowego nie było jeszcze wówczas znane. Jednak kampania oszczerstw wymierzona w niego i jego rodzinę trwała jeszcze przez wiele lat.
Kilka lat temu niemiecka wytwórnia Gruppe 5 Filmproduktion podjęła się realizacji filmu dokumentalnego o życiu Dattela pt. „Persecuted: The Seven Lives of Danny Dattel” („Prześladowany: Siedem żyć Danny’ego Dattela”). W październiku 2022 roku Dattel powrócił do Auschwitz wraz z ekipą filmową; zdjęcia realizowano wewnątrz oraz wokół bloku 10. Film kończy jego wymowne stwierdzenie: „Na konferencji w Wannsee naziści zaplanowali unicestwienie wszystkich Żydów. Nie udało im się. Ja wciąż żyję”.
Dattel nie dożył premiery filmu o swoim życiu, która odbyła się w Niemczech w 2024 roku. Zmarł 13 lutego 2023 r. w wieku 83 lat – dokładnie osiemdziesiąt lat po tym, jak po raz pierwszy przekroczył bramę Auschwitz.
Losy trojga dzieci, które Alina Brewda zobaczyła bawiące się na schodach bloku 10, były pod każdym względem wyjątkowe. Bronisław, Karol-Zvi i Peter-Danny przeżyli dwa lata w miejscu, w którym bycie dzieckiem oznaczało wyrok śmierci. Do końca swoich dni nosili na przedramieniu obozowe numery, wytatuowane im jeszcze w dzieciństwie – niezatarte świadectwo skradzionych lat i cudu, który pozwolił im ocalić życie.
Tekst autorstwa Yoela Yaariego, emerytowanego profesora neurobiologii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie i badacza Holokaustu, został pierwotnie opublikowany w dzienniku „Haaretz” 6 lutego 2026 roku. yaari@md.huji.ac.il
8