Kilka dni po przybyciu do bloku 10 Ruth
i Peterowi wytatuowano numery. Podobnie jak przebywający już tam Bronisław i Karol, Peter również mieszkał z matką w sztubie funkcyjnych. Kobiety z bloku szybko polubiły żywego i psotnego chłopca. „Peter stał się synem nas wszystkich” – wspominała później jedna z ocalałych. „Był maskotką bloku eksperymentalnego”.
Inna ocalała opisała z kolei wydarzenie
z pewnego wczesnego ranka, gdy więźniarkom kazano ustawić się w piątkach przed apelem. „Esesmani jeszcze się nie pojawili, więc Peter zajął ich miejsce” – opowiadała. „Maszerował szybko i pewnie wzdłuż naszego szeregu, licząc: pięć, dziesięć, piętnaście, dwadzieścia, dwadzieścia pięć. Nie znał jeszcze wszystkich liczb i nie potrafił liczyć powyżej dwustu. Śmiałyśmy się do łez na widok tego, jak maszeruje niczym mały nazista”.
Mężczyźni osadzeni w pobliskich blokach również rozpieszczali chłopca o niewinnym usposobieniu, który rozjaśniał mroki życia
w Auschwitz. Julius Mayer, więzień pełniący
w obozie funkcję kapo, wspominał, że wymierzono mu karę pięćdziesięciu razów po tym, jak przyłapano go na wręczaniu dziecku pary butów. Byli jednak i tacy esesmani, którzy lubili Petera i przynosili jemu – oraz dwóm pozostałym chłopcom – jedzenie
i słodycze.
Ruth i Peter przebywali w bloku 10 przez półtora roku, aż do ewakuacji, gdy popędzono ich w „marszu śmierci”. Mały Peter z trudem dotrzymywał kroku dorosłym. Ruth pomagała przyjaciółka, Ilse Nussbaum – niosły chłopca na zmianę na ramionach, dopóki całkowicie nie opadły z sił. Wówczas dziecko musiało radzić sobie samo i w pewnym momencie
w tłumie straciło matkę z oczu. Na szczęście odnalazła go dr Alina Brewda, która szła
w dalszej części kolumny. Przekazała go znanemu sobie z bloku 10 esesmanowi, który jechał obok wozem konnym i pozwolił chłopcu na niego wejść. Ostatecznie Peterem zaopiekowało się pięć sióstr – czeskich Żydówek – które ulitowały się nad dzieckiem
i zabrały je ze sobą. Gdy tylko nadarzyła się okazja do ucieczki, zniknęły wraz z Peterem.
Matka chłopca przetrwała marsz oraz pobyt
w obozach koncentracyjnych na terenie Niemiec. Wyzwolona przez Armię Czerwoną
w maju 1945 roku, wróciła do Berlina. Nie mając pojęcia, co stało się z jej synem, zwróciła się o pomoc w jego odnalezieniu do Czerwonego Krzyża i innych organizacji. Niedługo potem poślubiła dezertera
z Wehrmachtu o nazwisku Friedhoff. Dopiero we wrześniu 1946 roku Czerwonemu Krzyżowi udało się zlokalizować Petera – pomógł w tym numer wytatuowany na jego ramieniu. Okazało się, że siostry zabrały chłopca do Brna; tam został adoptowany przez jedną z nich i jej męża, Pavla Bauera.
Przez niemal dwa lata rozłąki siedmioletni już chłopiec nauczył się czeskiego i zapomniał ojczystego języka niemieckiego. Ledwie pamiętał matkę i był przekonany, że ona już nie żyje. Nie chciał też opuszczać przybranych rodziców, którzy otoczyli go wielką miłością
i troską.
Gdy jednak Ruth wystąpiła o odzyskanie dziecka, Bauerowie wyrazili zgodę. Matka
i syn spotkali się ponownie w styczniu 1947 roku na granicy czesko-niemieckiej. Poruszająca historia ich połączenia trafiła na pierwsze strony gazet w całych Niemczech. Spośród około 8 000 żydowskich dzieci deportowanych z Berlina do obozów zagłady Peter był jedynym, który wrócił do rodzinnego miasta.
Troje dzieci, które przebywały w bloku 10
w Auschwitz I, nigdy więcej się nie spotkało. Zbudowali życie na nowo na trzech kontynentach, założyli rodziny i robili wszystko, by odnaleźć swoje miejsce
w społeczeństwach, które nie zawsze chciały słuchać ich historii. Mimo że – jak większość ocalałych z Zagłady – próbowali wyprzeć wspomnienia o tamtym tragicznym okresie
i nie opowiadali własnym dzieciom o tym, przez co przeszli, obozowe koszmary prześladowały ich do końca życia.
Rodzina Seemanów przeniosła się z Krakowa do Paryża i mieszkała tam do końca życia. Po ukończeniu szkoły średniej Bronisław studiował geofizykę, a następnie jako inżynier pracował dla Schlumberger Technology Corporation (obecnie SLB) – globalnej firmy
z sektora energii i zasobów naturalnych – gdzie opatentował wiele autorskich rozwiązań. Zmarł 10 sierpnia 2001 roku w wieku 68 lat.
Dr Ena Weiss, której cała rodzina zginęła podczas wojny, postanowiła wyemigrować
z Czechosłowacji do Australii wraz
z uratowanym przez siebie Karolem Umschweifem, synem jej przyjaciółki Natalii. Wiele słowackich Żydówek, które pełniły kluczowe funkcje w obozie kobiecym
w Auschwitz, zdecydowało się rozpocząć nowe życie na Antypodach. Zanim jednak Weiss wyjechała, wuj Karola, Dolek Amishav, mieszkający w Palestynie (wówczas pod mandatem brytyjskim), dowiedział się
o ocaleniu siostrzeńca i postanowił go adoptować. Ostatecznie Weiss powierzyła Karola opiece matki przełożonej klasztoru na obrzeżach Brna. Dziewięcioletni wówczas chłopiec mieszkał tam przez około rok, dopóki Amishav nie sprowadził go do Palestyny.
Wiosną 1947 r. Karol przybył do portu w Hajfie na pokładzie statku „Providence”. Został zarejestrowany przez Aliję Bet – podziemną organizację zajmującą się przerzutem Żydów
z ominięciem brytyjskich restrykcji – jako syn jednej z pasażerek dysponującej ważnym certyfikatem imigracyjnym.
Karol, który później przyjął imię Zvi, dorastał
i uczył się w kibucu Ein Hamifratz. Jako utalentowany sportowiec reprezentował Izrael w siatkówce oraz odnosił sukcesy
w lekkoatletyce, szczególnie w skoku w dal
i pięcioboju. Po ukończeniu szkolenia na pilota bojowego w Izraelskich Siłach Powietrznych brał udział w licznych misjach operacyjnych,
w tym lotach bojowych i walkach powietrznych podczas wojny sześciodniowej, późniejszej wojny na wyczerpanie i wojny Jom Kippur
w 1973 roku. Po zakończeniu służby wojskowej został pilotem linii El Al, gdzie zasiadał za sterami Boeingów 747 (Jumbo Jetów). Zvi Umschweif zmarł 26 sierpnia 2005 roku
w wieku 67 lat.
Peter Dattel, „maskotka” bloku 10, doświadczył z kolei zjadliwego niemieckiego antysemityzmu i to całe dziesięciolecia po wojnie. Początkowo wyjechał z matką
i ojczymem do Palestyny, jednak nie potrafili
10