Kiedy tak
już szczęśliwie
dryfując
sobie
po tych bezkresnych
miłosnych
morzach,
zadurzone po uszy zechcecie
na chwilę zatrzymać się
w zacisznym, pięknym miejscu,
aby oddać cześć patronowi
dnia zakochanych i uczcić z
Wybrankiem jakoś ciekawie Wasze
święto, a nie wiecie jeszcze gdzie
dokładnie się udać, może przyda
się tutaj mój pomysł. Uroczy,
stary, murowany domek z
dużym kominem, słomianym
dachem, pnączem róży na
ścianie, ukryty w zacisznym
zakątku
angielskiej
prowincji, gdzie nie
dojeżdża żaden
autobus,
a
sąsiad
nie zakłóca ciszy
wierceniem
dziur w ścianie. Gdzieś
daleko od gwarnego miasta,
turystów, pamiątek i w ogóle
z dala od wszystkiego, włącznie
z
potworami
i
syrenami
z opowieści o Wyspach Św. Walentego.
To moja propozycja!
Poszukującym takiej romantycznej
scenerii na walentynkowy weekend
we dwoje, z przyjaciółmi, rodziną,
bądź też w pojedynkę, proponuję
plener
prawdziwie
filmowy,
bo zainspirowany komedią „Holiday”.
A właściwie to raczej zupełnie
baśniowy, w którym będziecie jak
bohaterki powieści Jane Austen
lub sióstr Brontë, wygrzewające
się w miękkich fotelach przy
starym kominku, w ciasnym
wiktoriańskim domu (zwanym
cottage), gdzieś wśród rozłożystych
dębów i zielonych pagórków.
Z dala od tego wszystkiego,
co
peszy
kochanków
i drażni samotników. Wnętrze
pełne
oryginalnych
akcentów na pewno
oczaruje nie
t y l k o
Domek
bez adresu
Walentynki w stylu
110 Lejdiz
retro