Felietony
przepełnionej radością, tęczą i wszystkim, co dobre.
Zasada L&T
zanikła!
Kingofhills
Czyli jak rozczarowująca
może być rzeczywistość
Ludzie to istoty społeczne, mawiają. Tylko co
zrobić, kiedy społeczeństwo jest wobec innych wrogie? Kiedy zamiast radosnych więzi szuka się kozłów
ofiarnych, kogoś, z kogo można się pośmiać bez
obaw, że spróbuje się odpłacić?
Intuicja podpowiada, że taka osoba albo zamknie
się w sobie, albo zmieni środowisko. W ten drugi
sposób docierają do nas kolejni fani kucyków, przyciągnięci perspektywą poznania ludzi o podobnym
charakterze, nadzieją normalnego kontaktu i wreszcie – ową zasadą tak bardzo nadużywaną w pewnych
kręgach. I taka osoba prędzej czy później odkrywa,
że rzeczywistość jest zupełnie inna.
Niektórzy z nas muszą pamiętać, że bronies to tylko ludzie, a wszelkie żale związane z tym, czego oczekiwaliśmy, należy przedstawiać samemu sobie. To, że
mamy do czynienia z fanami kucyków wcale nie znaczy, że nie będzie między nimi sporów albo że rozwiążą sprawę metodą przyjaznego kompromisu; to,
że zasada Love and Tolerance głosi jedno, a bronies
robią drugie, też nie jest niczym dziwnym! Po prostu niektórym z nas ciężej się do tego przystosować,
jeśli mieli przed sobą utopijną wersję społeczności
Oczywiście nie możemy stwierdzać, że nasz fandom niczym się nie wyróżnia w kwestii tolerancji. Jako bronies po prostu musimy mieć trochę dystansu do siebie i do innych ugrupowań;
w końcu gdyby nie to, nie oglądalibyśmy kolorowych koników z rogami i skrzydłami, prawda?
Sama geneza rozczarowania wygląda nieco inaczej,
niż można by przypuszczać. Początkowo wszystko
rzeczywiście wydaje się być w porządku – ludzie
są mili, atmosfera przyjemna, a kucyki są wszędzie!
A przynajmniej w wypadku, kiedy trafi się na odpowiedni grunt, bo nawet to czasami nie wychodzi.
W końcu w wielu przypadkach z fandomu wyłaniają
się konkretne, zamknięte podfandomy, hermetyczne
grupki ludzi z danego obszaru albo po prostu starzy
znajomi, którzy nie szukają nikogo więcej; w każdej
z tych sytuacji wyłania się jedno – szukająca przyjaźni osoba napotyka mur.
Ale są też przypadki, kiedy temu komuś się uda,
i początkowo jest fajnie. I właśnie tacy mają, według
mnie, najgorzej. W teoretycznie doskonałym towarzystwie przejawiają się pierwsze oznaki zepsucia,
do tej pory tak sprytnie ukrywanego: zaczynają się
nieporozumienia, kłótnie, ba – nawet shitstormy.
Rujnuje nam się owoc naszej wyobraźni. I naprawdę
nie ma w tym nic dziwnego, bo, jak mówiłem, bronies to tylko ludzie.
Faktem jest, że rzeczywistość jest o wiele okrutniejsza, niż może się początkowo wydawać. Dlatego
niech ci, którzy do fandomu dopiero wstępują, a obrali tę „doskonałą” wizję, już na
początku zejdą na ziemię. Oszczędzicie sobi e bólu na przyszłość.
(Artykuł bazowany na doświadczeniach własnych, kierowany
głównie do osób, które niedawno
dołączyły do fandomu bronies.
Może i trochę spóźniony, bo akurat teraz nie jest tych nowo przybyłych zbyt wielu, ale zbyt późno
się o tym zorientowałem. Pomyślałem sobie, że jak już postanowiłem napisać, to napiszę.)
40