MANEzette #3 3\2014 | Page 40

Felietony przepełnionej radością, tęczą i wszystkim, co dobre. Zasada L&T zanikła! Kingofhills Czyli jak rozczarowująca może być rzeczywistość Ludzie to istoty społeczne, mawiają. Tylko co zrobić, kiedy społeczeństwo jest wobec innych wrogie? Kiedy zamiast radosnych więzi szuka się kozłów ofiarnych, kogoś, z kogo można się pośmiać bez obaw, że spróbuje się odpłacić? Intuicja podpowiada, że taka osoba albo zamknie się w sobie, albo zmieni środowisko. W ten drugi sposób docierają do nas kolejni fani kucyków, przyciągnięci perspektywą poznania ludzi o podobnym charakterze, nadzieją normalnego kontaktu i wreszcie – ową zasadą tak bardzo nadużywaną w pewnych kręgach. I taka osoba prędzej czy później odkrywa, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Niektórzy z nas muszą pamiętać, że bronies to tylko ludzie, a wszelkie żale związane z tym, czego oczekiwaliśmy, należy przedstawiać samemu sobie. To, że mamy do czynienia z fanami kucyków wcale nie znaczy, że nie będzie między nimi sporów albo że rozwiążą sprawę metodą przyjaznego kompromisu; to, że zasada Love and Tolerance głosi jedno, a bronies robią drugie, też nie jest niczym dziwnym! Po prostu niektórym z nas ciężej się do tego przystosować, jeśli mieli przed sobą utopijną wersję społeczności Oczywiście nie możemy stwierdzać, że nasz fandom niczym się nie wyróżnia w kwestii tolerancji. Jako bronies po prostu musimy mieć trochę dystansu do siebie i do innych ugrupowań; w końcu gdyby nie to, nie oglądalibyśmy kolorowych koników z rogami i skrzydłami, prawda? Sama geneza rozczarowania wygląda nieco inaczej, niż można by przypuszczać. Początkowo wszystko rzeczywiście wydaje się być w porządku – ludzie są mili, atmosfera przyjemna, a kucyki są wszędzie! A przynajmniej w wypadku, kiedy trafi się na odpowiedni grunt, bo nawet to czasami nie wychodzi. W końcu w wielu przypadkach z fandomu wyłaniają się konkretne, zamknięte podfandomy, hermetyczne grupki ludzi z danego obszaru albo po prostu starzy znajomi, którzy nie szukają nikogo więcej; w każdej z tych sytuacji wyłania się jedno – szukająca przyjaźni osoba napotyka mur. Ale są też przypadki, kiedy temu komuś się uda, i początkowo jest fajnie. I właśnie tacy mają, według mnie, najgorzej. W teoretycznie doskonałym towarzystwie przejawiają się pierwsze oznaki zepsucia, do tej pory tak sprytnie ukrywanego: zaczynają się nieporozumienia, kłótnie, ba – nawet shitstormy. Rujnuje nam się owoc naszej wyobraźni. I naprawdę nie ma w tym nic dziwnego, bo, jak mówiłem, bronies to tylko ludzie. Faktem jest, że rzeczywistość jest o wiele okrutniejsza, niż może się początkowo wydawać. Dlatego niech ci, którzy do fandomu dopiero wstępują, a obrali tę „doskonałą” wizję, już na początku zejdą na ziemię. Oszczędzicie sobi e bólu na przyszłość. (Artykuł bazowany na doświadczeniach własnych, kierowany głównie do osób, które niedawno dołączyły do fandomu bronies. Może i trochę spóźniony, bo akurat teraz nie jest tych nowo przybyłych zbyt wielu, ale zbyt późno się o tym zorientowałem. Pomyślałem sobie, że jak już postanowiłem napisać, to napiszę.) 40