MANEzette #1 1\2013 | страница 39

Turbo - “Piąty żywioł” Co mogą zaoferować nam starzy wyjadacze polskiego heavy i  thrash? 12 listopada ukazał się nowy album… solaris I   okazuje się, że nie przynosi on rozczarowania. To powrót Turbo do korzeni, do starego dobrego heavy po latach eksperymentów z  prog czy thrash metalem. Gwoli wyjaśnienia kim jest zespół Turbo - to legenda polskiego metalu prosto z  Poznania. Zachowując odpowiednie proporcje, to takie polskie Iron Maiden. Nowa era zaczęła się w  roku 2007, kiedy z  zespołu odchodzi wokalista i  jeden z  założycieli, Grzegorz Kupczyk. Jego miejsce zajmuje mało znany rockowy wokalista Tomasz Struszczyk. Do tej pory miał na koncie wydany tylko jeden album i  nagle musiał się 39 zmierzyć z  legendą polskiej sceny metalowej i  porównywaniem go do współpracującego obecnie z  CETI Kupczyka. Pierwszy album ze Struszczykiem, wydany w  2009 roku Strażnik światła, był dość solidny, choć nie obyło się bez nużących eksperymentów. Dlatego też z  pewną obawą wyczekiwałem pojawienia się Piątego żywiołu. Zupełnie niepotrzebnie. Zwłaszcza, że świetnie sobie radzi ze starymi utworami, na przykład z  kawałkiem Ostatni Grzeszników Płacz, który zespół zagrał 16.11.2013 roku w  Proximie jako support rosyjskiej Arii. Może nie pretenduje on do bycia nową Kawalerią Szatana, ale nie jest też przekombinowaną pomyłką, o  której trzeba by zapomnieć, jak na przykład Ostatni wojownik czy Epidemie. Zacznijmy od: Myśl i  Walcz Otwieracz często determinuje, jak odbieramy całą płytę, dlatego jest taki ważny. Tutaj mamy solid- ną porcję szybkich riffów, które wręcz wylewają się z  głośników, linia perkusyjna wgniata w  fotel, a  szorstki wokal Struszczyka idealnie się wkomponowuje w  melodię. Cień wieczności Tutaj największym zaskoczeniem było to, że… tekst jest typowym erotykiem, którym okazuje się być dopiero w  drugiej części utworu. Generalnie według mnie najlepsza piosenka na płycie, dlatego dostaje on gwiazdkę, którą oznaczam hit danego albumu. Serce na Stos I  kolejny utwór traktujący o  miłości (niby troszkę dużo jak na zespół metalowy, huh?), ale okazuje się, że można stworzyć też wyznanie miłosne w  wersji metalowej i  to się broni, naprawdę! Znowu na uwagę zasługuje świetna praca perkusisty, Mariusza Bobkowskiego i  wyśmienita wręcz solówka.