Turbo - “Piąty żywioł”
Co mogą zaoferować nam starzy wyjadacze polskiego heavy i thrash? 12 listopada ukazał się nowy
album…
solaris
I
okazuje się, że nie przynosi on
rozczarowania. To powrót Turbo do korzeni, do starego
dobrego heavy po latach eksperymentów z prog czy thrash
metalem. Gwoli wyjaśnienia kim
jest zespół Turbo - to legenda
polskiego metalu prosto z Poznania. Zachowując odpowiednie
proporcje, to takie polskie Iron
Maiden.
Nowa era zaczęła się w roku
2007, kiedy z zespołu odchodzi
wokalista i jeden z założycieli,
Grzegorz Kupczyk. Jego miejsce
zajmuje mało znany rockowy wokalista Tomasz Struszczyk. Do tej
pory miał na koncie wydany tylko
jeden album i nagle musiał się
39
zmierzyć z legendą polskiej sceny
metalowej i porównywaniem go
do współpracującego obecnie
z CETI Kupczyka. Pierwszy album
ze Struszczykiem, wydany w 2009
roku Strażnik światła, był dość solidny, choć nie obyło się bez
nużących eksperymentów. Dlatego też z pewną obawą
wyczekiwałem pojawienia się Piątego
żywiołu.
Zupełnie
niepotrzebnie. Zwłaszcza, że
świetnie sobie radzi ze starymi
utworami, na przykład z kawałkiem Ostatni Grzeszników Płacz,
który zespół zagrał 16.11.2013 roku w Proximie jako support
rosyjskiej Arii.
Może nie pretenduje on do bycia nową Kawalerią Szatana, ale
nie jest też przekombinowaną pomyłką, o której trzeba by
zapomnieć, jak na przykład Ostatni
wojownik czy
Epidemie.
Zacznijmy od:
Myśl i Walcz
Otwieracz często determinuje,
jak odbieramy całą płytę, dlatego
jest taki ważny. Tutaj mamy solid-
ną porcję szybkich riffów, które
wręcz wylewają się z głośników,
linia perkusyjna wgniata w fotel,
a szorstki wokal Struszczyka idealnie
się
wkomponowuje
w melodię.
Cień wieczności
Tutaj największym zaskoczeniem było to, że… tekst jest
typowym erotykiem, którym okazuje się być dopiero w drugiej
części utworu. Generalnie według
mnie najlepsza piosenka na płycie,
dlatego dostaje on gwiazdkę,
którą oznaczam hit danego albumu.
Serce na Stos
I kolejny utwór traktujący
o miłości (niby troszkę dużo jak
na zespół metalowy, huh?), ale
okazuje się, że można stworzyć
też wyznanie miłosne w wersji
metalowej i to się broni, naprawdę! Znowu na uwagę zasługuje
świetna praca perkusisty, Mariusza
Bobkowskiego i wyśmienita wręcz
solówka.