postać, obdarzone wielką mocą
magiczną) oraz jeden krótki wątek
wojenny.
Sezon Burz dzieje się już po
spotkaniu Geralta z Yennefer i jest
dokładnym prequelem do opowiadania “Wiedźmin” (jedną
z ostatnich scen jest podróż Geralta do Wyzimy po usłyszeniu
wieści o strzydze). Dzięki temu nie
jest zaburzona chronologia opowiadania, ale z drugiej strony
Geralt został pozbawiony jednej
z cech, za którą wielu czytelników
go kochało. A mianowicie wiedźmin jest znacznie młodszy, przez
co, o zgrozo, przestał marudzić!
W trakcie czytania naprawdę brakowało mi typowego dla Geralta
zrzędzenia o tym, jak bardzo
wszystko jest do dupy. Reszta postaci się w sumie nie zmieniła,
Jaskier nadal jest optymistą
o średnim pomyślunku, mamy
krasnoluda, który dziwnie przypomina Zoltana (autor nie omieszkał
nawiązać do tego) oraz Yennefer.
Tak, proszę państwa, pojawia się.
Może nie na długo, ale jej rola jest
38
w sumie dość istotna dla fabuły.
dycznie wilkołak).
A co poza tym? Mamy bardzo
soczyste sceny walki, mamy barwny język i celne docinki,
przemyślenia Geralta może nie
równe filozofom, ale niosące wiele
mądrości oraz wielką liczbę nawiązań do naszego rzeczywistego
świata od “wypisywania za dużej
pensji na fakturze” do “uprzedzeń”
i “roli kobiety w małżeństwie”
wraz z aborcją. Sapkowski, pisząc
starodawnym językiem, przedstawia nam problemy bardzo
współczesne i bardzo aktualne.
Mamy również zakończenie.
Naprawdę… ciężko o nim cokolwiek napisać. Sapkowski zdawał
sobie sprawę z tego, że nieco pokazał środkowego palca fanom
zakończeniem pięcioksięgu. Tutaj
widać próbę wyjaśnienia, może
rozgrzeszenia z tej sytuacji.
W efekcie nadal nie poznaliśmy
odpowiedzi na żadne pytanie, ale
teraz z tym zakończeniem czuję
się lepiej. Jest dość optymistyczne
i niesie ze sobą kilka prawd, które
naprawdę warto zapamiętać.
Wielką zaletą Sezonu Burz jest
ciągłe puszczanie oka do fanów
pięcioksięgu oraz ciekawie umiejscowiona autoironia. Nie ma nic
piękniejszego niż Sapkowski najpierw
wyśmiewający pewne
pomysły na rozwiązywanie akcji
w fantasy, by stronę później właśnie to zrobić. Autor próbuje
również podejść do pewnych motywów w zupełnie inny sposób niż
wcześniej (najlepszym przykładem
jest tutaj pojawiający się epizo-
Podsumowując, Sezon Burz to
bardzo udane dzieło Andrzeja
Sapkowskiego, wspaniały powrót
po tragicznej Żmii. Jednak czy Sezon Burz jest lepszy niż
opowiadanie, jakie poznaliśmy
z “Ostatnim Życzeniu” oraz “Mieczu Przeznaczenia”? To kwestia
bardzo dyskusyjna. Osobiście
uważam, że niezależnie od swoich
wad, jest to absolutny must-have
dla każdego fana Geralta z Rivii
oraz nie takie złe dzieło dla dopiero poznających to uniwersum.