MANEzette #1 1\2013 | Page 34

mistrzowsko zabawnego punktu kulminacyjnego, kiedy większa część Mane six biega w  panice jak kurczaki z  urwanymi łbami (i  jeszcze zabawniejszego momentu, kiedy zostaje odkryta tożsamość złowrogiego Kucyka-Z-Cieni). Odcinek jest genialnie skonstruowany - wszystkie postacie wypadły niesamowicie naturalnie, po raz kolejny zachwycając świetnymi, głębokimi charakterami. Poza samą konfortacją postaci i  ich charakterów, odcinek pełnymi garściami czerpie z  motywów starych, zrujnowanych i  przerażających zamków - znajdujemy ukryte przejścia, mroczne Kucykaz-Cienia, obowiązkową muzykę organową, a  sam odcinek jest wielkim mrugnięciem do Castlevanii, Upiora w  oprze czy Scooby-doo. Znów pojawiła się gigantyczna ilość ciepłego humoru (w  gotyckiej scenerii), za który tak pokochałem tę serię - czy to w  postaci żartów sytuacyjnych, za- bawnych dialogów, lolrandomu Pinkie. czy też Kombinacja tych wszystkich elementów zgniata mózg na kształt małego, gęstego sześcianika, radośnie wrzeszczącego “PONE PONE PONE PONE PONE”. Ach - powrotem do tradycji listów o  przyjaźni może być pisanie pamiętnika przez całą Mane 6, więc ci, którzy obawiali się zaniku tego zwyczaju (wskutek ewolucji Twilight Sparkle), mogą spać spokojnie. Od strony wizualnej, serial wygląda znacznie lepiej niż w  poprzednich sezonach. Lokacje są pełne dopracowanych szczegółów, sam zamek wygląda na starannie dopracowany, poza tym pojawiło się cieniowanie i  efekty świetlne różnego rodzaju, wykonane na naprawdę wysokim poziomie. Nie zauważyłem także żadnych błędów animacji, co było dla mnie dość niespodziewane. Za to kucyków drugoplanowych pojawia się zbyt mało, by ocenić ich różnorodność. Fani poszukiwania drugiego dna w  serialu dla czteroletnich dziewczynek też powinni być zachwyceni - w  tle pojawiają się różnorakie wojenne artefakty (w  tym zbroje, czy - po raz drugi portret generała z  Mystery Friendship Express), jest też wzmianka o  dzieciństwie Luny i  Celestii. Nie jest to co prawda taki strzał z  przyłożenia w  łeb dla fanfików, jak premierowe odcinki tej serii, ale rąbek “tajemnicy” dotyczącej kształtu przeszłości został uchylony. Bawiłem się równie świetnie przy obu podejściach. Jeśli ktoś obawiał się o  los serialu o  kolorowych, radosnych sarenkach, to ten odcinek mógłby uratować cały sezon…. a  może starczyć i  na więcej! Liczby nie kłamią - odcinek był przeczadowy. 34