Kill The Fez! March 2014 | Page 40

PROZA – Opowieść zawsze żyje w  opo­ wieściotwórczym, wychodzi z  nie­ go jakby z trudem, z oporem, nie chcąc odejść, takie są najlepsze, najprawdziwsze, płynące z głębi, gdy trudno doszukać się odpowie­ nich d słów – tak opowiadał, a oni słuchali, jakby ich w te słowa zahipnotyzo­ wał, jakby taki miał wzrok. – Ten las przepowiada – wyrzekło jedno z mniejszych, wskazując za siebie na horyzont, rzeczywiście był tam las, nic o tym nie słyszał, nikt nigdy nie mówił takich ­ zeczy, r drzewa nie znają słów, niepra­ wda, ich czarne gałęzie odwiecznie takie same, one tylko skrzypią, one pachną skażeniem i tymi stwo­ rzeniami, które leżą wokoło na wpół zakopane, małe jak jego dłoń kilkanaście lat temu i duże jak jego dłoń dzisiaj, więc nie, a jednak czuł w słowach młodego jednego z  nich prawdziwość – być może zostanie opowieściotwórczym, być może nawet lepszym niż wszyscy, których znał. Tymczasem zachęta. Tymczasem słu­ hanie młodego głosu. Tym­ c czasem odchodzenie, gdy inni za­ słuchani nie patrzą, gdy patrzy ­ ylko t ta matka, dziwnie uśmiechnięta, dziwnie szeleszcząca swymi na­ skórnymi ustami. Odchodzenie w purpurową noc. 40 – Opowiedz o miastach. – One to legendy, one to musi być nieprawda. Kolejne wioski, kolejne skupi­ ska, odważył się nawet opowie