PROZA
– Opowieść zawsze żyje w opo
wieściotwórczym, wychodzi z nie
go jakby z trudem, z oporem, nie
chcąc odejść, takie są najlepsze,
najprawdziwsze, płynące z głębi, gdy
trudno doszukać się odpowie nich
d
słów – tak opowiadał, a oni słuchali,
jakby ich w te słowa zahipnotyzo
wał, jakby taki miał wzrok.
– Ten las przepowiada – wyrzekło
jedno z mniejszych, wskazując za
siebie na horyzont, rzeczywiście
był tam las, nic o tym nie słyszał,
nikt nigdy nie mówił takich zeczy,
r
drzewa nie znają słów, niepra
wda, ich czarne gałęzie odwiecznie
takie same, one tylko skrzypią,
one pachną skażeniem i tymi stwo
rzeniami, które leżą wokoło na
wpół zakopane, małe jak jego dłoń
kilkanaście lat temu i duże jak jego
dłoń dzisiaj, więc nie, a jednak
czuł w słowach młodego jednego
z nich prawdziwość – być może
zostanie opowieściotwórczym, być
może nawet lepszym niż wszyscy,
których znał.
Tymczasem zachęta. Tymczasem
słu hanie młodego głosu. Tym
c
czasem odchodzenie, gdy inni za
słuchani nie patrzą, gdy patrzy ylko
t
ta matka, dziwnie uśmiechnięta,
dziwnie szeleszcząca swymi na
skórnymi ustami. Odchodzenie
w purpurową noc.
40
– Opowiedz o miastach.
– One to legendy, one to musi być
nieprawda.
Kolejne wioski, kolejne skupi
ska, odważył się nawet opowie