PROZA
miejsce, podziwiał ich miłosierność,
ich odwagę skrócenia cierpień, któ
re wywoływał bezsens istnienia.
Tak mówili o przeszłości. Spojrzał
w niebo, ale gwiazdy nie mówiły
niczego, nawet ta największa, duża
jak groszek – czasem rosły groszki
na czarnopyłowych pustyniach,
radością było taki znaleźć, kiedyś
znalazł cały krzew, płakał pół dnia
ze szczęścia – sam nie wiedział,
dlaczego. Więc ludzi nie było, byli
oni, łuskoskórzy, łuskotwarzy i je
szcze inni, ci drudzy, nazywali ich
matkami, nikt nie wiedział, skąd
się wzięli, jakie ich pochodzenie,
jaka ich genealogia, nie było ogniw
łączących, tylko poszarzałe kości,
głęboko w czarnej pyłoziemi, pękały
z mlaskiem od dotknięcia.
Zamknął oczy, zapytał, by nie pa
trzeć w jej wielkie jak atarnie, czym
l
były latarnie, dlaczego ja to pa
miętam, nie chcę ich widzieć, zapy
tam – Kim jesteś, matko? – zapytał.
– Znalazłam czarny las z liśćmi
z apieru, znalazłam go, ty dałeś
p
drzewom liście.
– Dałem im słowa.
Nie odpowiedziała.
Odemknął oko, mając nadzieję, że
znikła, ale nie, stała wciąż, przy
glądając mu się uważnie. Jej skóra
38
szeleści, jakby chciała mówić,
złożona z tysięcy tysięcy małych
ust sinego, sinoszarego, sinocza
rnego koloru, jej oczy bezbrzeżne,
granatowe, w tym różne od lata
rni, a jednak świecą się blaskiem,
kim byli matki, oni jeszcze większa
tajemnica niż kim jesteśmy my,
nie odpowiadają, gdy je spytać, nie
mówią: nie wiem, jakby wiedziały.
– Czy wiesz, kim jesteście?
Spojrzała w jego oko odemknięte,
którego nie zamknął, choć chciał
i mógł, ale nie zamknął, spojrzała,
skinęła głową – To dobry las ze słów
– odrzekła.
Potem odeszła, zostawiając cząstkę
siebie z nim.
– Kim my jesteśmy? – spytał kie
dyś tej, która go rodziła, a ona
powiedziała, opowiedziała najdo
kładniej jak potrafiła, wyznała
wszystkie tajemnice, postawiła mu
fundament pod samoświadomość.
– Nie wiem – tak powiedziała.
To było lata temu i dziś tak samo nie
wiedziała i on nie wiedział również,
a matki, nawet jeśli naprawdę wie
dzieli, nie mówili, chyba nie chcieli.
Czasem miał wrażenie, że woleli
by zapomnieć, ale dobrze im się tu
żyło, ziemia była piękną im i ma
tkom, kiedyś jeden z nich odczytał