Kill The Fez! March 2014 | Page 38

PROZA miejsce, podziwiał ich miłosierność, ich odwagę skrócenia cierpień, któ­ re wywoływał bezsens istnienia. Tak mówili o przeszłości. Spojrzał w  niebo, ale gwiazdy nie mówiły niczego, nawet ta największa, duża jak groszek – czasem rosły groszki na czarnopyłowych pustyniach, radością było taki znaleźć, kiedyś znalazł cały krzew, płakał pół dnia ze szczęścia – sam nie wiedział, dlaczego. Więc ludzi nie było, byli oni, łuskoskórzy, łuskotwarzy i  je­ szcze inni, ci drudzy, nazywali ich matkami, nikt nie wiedział, skąd się wzięli, jakie ich pochodzenie, jaka ich genealogia, nie było ogniw łączących, tylko poszarzałe kości, głęboko w czarnej pyłoziemi, pękały z mlaskiem od dotknięcia. Zamknął oczy, zapytał, by nie pa­ trzeć w jej wielkie jak ­ atarnie, czym l były  latarnie, dlaczego ja to pa­ miętam, nie chcę ich widzieć, zapy­ tam – Kim jesteś, matko? – zapytał. – Znalazłam czarny las z liśćmi z  ­ apieru, znalazłam go, ty dałeś p drzewom liście. – Dałem im słowa. Nie odpowiedziała. Odemknął oko, mając nadzieję, że znikła, ale nie, stała wciąż, przy­ glądając mu się uważnie. Jej skóra 38 szeleści, jakby chciała mówić, złożona z tysięcy tysięcy małych ust sinego, sinoszarego, sinocza­ rnego koloru, jej oczy bezbrzeżne, granatowe, w tym różne od lata­ rni, a jednak świecą się blaskiem, kim byli matki, oni jeszcze większa tajemnica niż kim jesteśmy my, nie odpowiadają, gdy je spytać, nie mówią: nie wiem, jakby wiedziały. – Czy wiesz, kim jesteście? Spojrzała w jego oko odemknięte, którego nie zamknął, choć chciał i  mógł, ale nie zamknął, spojrzała, skinęła głową – To dobry las ze słów – odrzekła. Potem odeszła, zostawiając cząstkę siebie z nim. – Kim my jesteśmy? – spytał kie­ dyś tej, która go rodziła, a  ona powiedziała, opowiedziała najdo­ kładniej jak potrafiła, wyznała wszystkie tajemnice, postawiła mu fundament pod samoświadomość. – Nie wiem – tak powiedziała. To było lata temu i dziś tak samo nie wiedziała i on nie wiedział również, a  matki, nawet jeśli naprawdę wie­ dzieli, nie mówili, chyba nie chcieli. Czasem miał wrażenie, że woleli­ by zapomnieć, ale dobrze im się tu żyło, ziemia była piękną im i  ma­ tkom, kiedyś jeden z nich odczytał