Kill The Fez! March 2014 | Page 37

Opowieść o apokalipsie ginny358 Niech pana nie zmyli słowo „kot”, komendancie, koty nie mają z tym nic wspólnego* ilustracja: ginny358 i Betty Nobs Znalazł urywek papieru, zapi­ sany odręcznie, jak dawno już nie widywał, to było piękne, b ­ rzydkie, wyblakłobłękitne, czarne, czarnobrązowe pismo mówiące sło­ wa, których nie rozumiał, nie wie­ dział nawet, czy z jego języka, chyba nie, w ich językach nie było słów, które można zapisać, zresztą nie mieliby na czym, gdyby potrafili zrozumieć koncepcję pisma. Później znajdywał więcej takich kartek, niekartek, zapisków urwanych, za­ czepiał je na drzewogałęziach  cza­ rnych w przebłagalnych modli­ twach, choć przecież wcale się nie modlił, o nie, ale tak trzeba było, trzepotały na wietrze. Nie próbował ich czytać, przyglądał się tylko dziwnie koślawym, drobnym obra­ kom z liter, wdychał w swe płuca skażone powietrze, takiego po­ trzebował. Wiedział, że jakoś się to nazywało, kiedyś, te zna­ czki, ale co one mogły znaczyć, czasem się zastanawiał, ale z ­ wykle nie. Wyciągnął przed siebie swą dłoń opancerzoną łuską, długie palce, granatowa skóra, to ja, zaczerpnął łyk czarnej wody z podeszczowej kałuży, spojrzał w purpurowe niebo, próbował odczytać niewyraźne gwia­ zdy, wypił, jaki jest jego kismet, jaka przyszłość, co to znaczy, to lu­ zkie d słowo i skąd wiedział, że lu­ zkie, d ludzie tu przecież nic nie... ludzi już od tysiącleci tu nie było, ­ igdzie n nie było, dobrze, zrobili dla nich 37