Kill The Fez! March 2014 | Page 32

PROZA Jest kłamstwem, nie­ stniejącym i kłamstwem. Fałszem, który nie istnieje. Nie istnie­ e z  ­ owodu j p własnej swojej istoty, istoty fałszywej. Fałszywej istoty  nie­ istoty. Nie istniejemy zawsze samotnie. I ja w tym nieistnieniu samo­ nie t nie istnieję. INNI twierdzą, że ja, że ja, że ja jestem odlu­ kiem. d Choć przecież nie mogą tak twierdzić, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę z tego, że mnie nie ma. A ja wiem, że ONI istnieć nie mogą. Nie mogą istnieć tam, gdzie ja nie istnieję, tam gdzie pustka, otchłań, ciemność, ­ isza. c Jeden świat i jeden nieświat. Jeden świat i zero nieświat. Uprawiam tę namiętną apo­ katastazę mojego świata, który zatwardził się w swoim nieist­ nieniu i nigdy nie przechodzi z  początku do końca, a z końca do końca. Z końca w koniec, wiel­ kimi skokami, omijając wszystko, co żywe, co istniejące. Omijając początki, środki, marginesy. Kocham się z pustką, otchłanią, ciszą, ciemnością. Przekazuję jej swój genotyp. Ja nieistniejący, ona nieistniejąca. To nie miłość platoniczna, o nie. A może właśnie bardzo platoniczna? Najbardziej platoniczna z miłości? A może to sama miłość wcielona. Miłość 32 z przodu i z tyłu. Miłość taka i ­ waka. Miłość nieistniejąca. Z tej o miłości, z nasienia i ziemi rodzi się Byt. Byt półistniejący? Czy jest półistniejący? Czy to możliwe, że jednak z mojego nieistnienia powstać może coś, co istnieje, nawet w połowie? A może więcej niż w połowie, może więcej niż w dwóch połowach. Może więcej, najwięcej. Czy to moja część? Czy część zro­ dzona z niebytu, kłamstwa, anty­ materii może być prawdziwa? Może istnieć? Może tworzyć? Ja. To też moja apokatastaza. Moja cielesna apokatastaza. Ja rodzę się z samego siebie raz jeszcze. Z kogoś, kogo nigdy nie było, nigdzie nie było. Wyrastam z własnego nasienia. Wyrastam z pustki, która jest mną samym. Pustka, która nie zniknie, która we mnie tkwi, ponieważ jest najbardziej moja, jest moja, jest we mnie. Ja nią jestem. A zatem jestem i nie ma mnie. Fundamentem moim jest nieby­ cie. Manifestuję to w spojrzeniu i  wydobywam tę manifestację z i ­ nnych spojrzeń. Przechodzę, za­ pominam, znikam. Jestem efe­ meryczny. A jednak jestem, choć nie jestem. I zjadam się w całości, pożeram. I  wtedy jestem w pełni. Odbija