PROZA
momencie słyszymy przeciągły ryk
boleści niedźwiedzia. Niepokojący
uśmiech myszy. Łączę fakty. Nagle
już wiem, dlaczego jestem drewnia
na. Temperówka pyta:
– Chcesz zobaczyć coś jeszcze?
Przerażona, zdecydowanie obra
cam głową na „nie” i ląduję na
posadzce muzeum. Serce bije mi
jak oszalałe, z pleców zniknął jakiś
ciężar, którego nie byłam świado
ma, patrzę na swoje palce: zanikają
słoje drzewne, zamieniają się
w skórę. Wydostałam się. Za szy
bą znowu jest pusta przestrzeń
i zwykła temperówka. Nie je tem
s
pewna, czy to dobrze, czy źle. Chcę
jak najszybciej stamtąd uciec. Po
maga mi w tym fakt, że podłoga
zmieniła się w śnieżny stok, a obok
mojej nogi pojawiły się sanki.
Zjeżdżam wprost do wyjścia, wy
padam z muzeum. Uff.
Zaprawdę powiadam wam: nie
ufajcie temperówkom.
ilustracja: Eśka
spoj zeniem, ale zwracają się do
r
mojej przewodniczki:
– Temperówko nasza najdroższa,
mamy do ciebie prośbę! Po
trzebujemy naostrzonych palików,
że y obronić mrowisko przed plu
b
szo ym niedźwiedziem. Pomo
w
żesz nam?
Cylinder znowu opuszcza głowę,
rusza produkcja palisady. Po dłu
gich podziękowaniach mrówek
ruszamy dalej. Z oddali słychać
jakieś głosy, mysz wyjaśnia mi
s
zeptem, że to pani norkowa kłóci
się z mężem-norką o bałagan w ich
norce