o uwolnienie z fontanny? Wzdry
gam się i jak na obywatela Ziemi
przystało, drepczę dalej.
Tu dopiero jest coś dziwnego:
w ogromnej szklanej klatce leży
temperówka. Zwyczajna, szara,
z jedną dziurką. Zdziwiona,
patrzę na tabliczkę z opisem,
ale znajduję tam tylko rysunek
okrągłych okularów. Most przy
chodzi mi z pomocą i podsuwa
skojarzenie: „Imagine”. Masz sama
dopisać historię. Zamykam więc
oczy, wysilając wyobraźnię, a gdy
je otwie am, temperówka ożywa.
r
Z szerszego końca wyrasta jej
dwoje uszu, śrubka staje się okiem,
dwa kawałeczki brzytwy zmieniają
się w zęby. Do trójkątnej główki
powstaje ciało z długim ogonem
i oto mamy mysz. Z cichym *pop*
pojawia się z niczego cylinder,
który zakrywa dziurę w głowie
zwierzątka. Dookoła w sekundę
rozwija się świat z polami, sto
gami sia a, lasem, norkami. Mysz
n
tańcuje radośnie, nagle zatrzymuje
się i patrzy na mnie. Jakimś cudem
na metalowym pyszczku pojawia
się uśmiech, a pazurek zachęca
mnie do przyłączenia się. Wystarc
zy, że lekko skłaniam głowę i je
stem wewnątrz. Dziwne: nie czuję
swoich rąk. Ani w ogóle niczego.
Już zaczynam wpadać w panikę,
gdy odzywa się mysz:
– Ach, więc widzę, że w tym
świecie jesteś żółwiem. To mnie
specjalnie nie dziwi, ale dlaczego
d
rewnianym?
– Nie mam pojęcia – odpowia
dam ciężkim, powolnym głosem,
w którym można dosłuchać się
skrzypienia.
– Nieistotne zresztą. Masz wyją
tkową wyobraźnię, moja droga!
Nie do pomyślenia, że większość
zwiedzających,
stając
przede
mną, nie może stworzyć nic
bardziej kreatywnego niż kwiatki
z obierków ołówka. A przecież stać
mnie na dużo więcej. Tylko spójrz!
Z tymi słowami mysz kłania się
n
onszalancko, zdej ując jedno
m
cześ ie cylinder. Kładzie go na
n
zie i i wzbi a się w górę, rzucając
m
j
się na coś, czego nie widzę. Ach.
Powie rze. Gryząc, okładając ogo
t
nem i – oczywiście – temperując,
nadaje mu kształt. Rzeźbi kolo
rowe płatki i listki, a skończywszy,
opu zcza się zgrabnie po łodyżce.
s
Przede mną chwieje się na wie
trze kwiat z powietrza: umiem
rozróżnić, które płatki są z ozonu,
które z tlenu, a które z argonu.
Nie potrafię nic powiedzieć, więc
t
ylko stoję z rozdziawionym py
skiem. Moja reakcja ajwidoczniej
n
ją zado ala, bo zabiera mnie
w
w głąb lasu, gdzie spotykamy stado
mrówek. Obrzucają mnie ieufnym
n
29