PROZA
Muzeum Absurdu
zosia11
28
wego wojownika i Tiffany ching.
A
Dyskutują za zięcie o najlepszej
w
interpretacji szaleństwa kotów.
BatGirl machinalnie poklepuje po
głowie zie niaka łaszącego się do
m
jej nóg.
Następne stanowisko: Fontanna
Flar. Widzę kamienną podstawę
fontanny, z której wylatują małe,
kolorowe fajerwerki, wybuchają
i – jakby pod wpływem grawitacji
– zmieniają się znów w niezużyte,
wracając do basenu. Niektóre je
dnak wyłamują się z tego yklu
c
i uderzają o szklaną ścianę.
Przypatruję się jednej z nich –
dostrzegam maleńkiego homunku
lusa z rączkami przyciśniętymi do
szyby i uśmiechem satysfakcji
na twarzy. Czyżby te wszystkie
flary były wołaniem o pomoc,
ilustracja: Eśka
Nie bardzo wiedząc, czego ocze
kiwać, wchodzę do Muzeum Absur
du. Przy wejściu wita mnie falująca,
psychodeliczna
flaga
Wie kiej
l
Brytanii. W pierwszej gablocie,
na jaką zwracam uwagę, leży fez.
Przezwyciężam odruch włożenia
go na głowę. Pod nogami przemyka
mi surykatka, ale nie żywa, tylko
na prąd. Skąd ma prąd? Ciągnie
za sobą na kablu wózek, a na nim
biega w kółku chomik z irokezem.
Chyba mi pomachał.
Idę dalej, na ścianie długi tekst na
pisany dziwnym językiem. Wygląda
jak pismo klinowe zmiksowane
z głagolicą i posypane serem. Klikam
okrągły zerwony guzik oznaczony
c
jako „przetłumacz”. Wyświetla
się napis NOT SO EASY, a nad
moją głową wybucha diabo
liczny śmiech. Wte y po raz
d
pierwszy widzę innych
zwiedzających (a może to
obiekty? Nie wiem, ga
blo a, przed którą stoją,
t
zmienia co chwilę rozmia
ry i raz są w środku, a raz
nie). Grupka skła a się
d
z asasyna, krasnolu
da, atGirl, mango
B