Farmer Jo był bardzo zafrasowany.
Zachorowały mu wszystkie kurczaki,
no bo to musiała być jakaś dziwaczna
choroba. Wszystkie stały i rozglądały
się wokoło, zawsze wszystkie w tym sa
mym kierunku. Jakby miały wspólny
rozum, czy coś. Jo zawsze uważał kur
czaki za głupie stworzenia, ale nie do
tego topnia.
s
– Może coś w karmie było – odparła
żona, poprawiając wiszącego jej na
głowie martwego pawia. Ostatni krzyk
mody w Pipidówie Dolnej. Jo pokręcił
smętnie głową.
– Nieee. Podobno w całej wsi tak się
zachowują. A jak jedną ubijesz, to wszy
stkie drą się, jakby je kto zarzynał. Nie
wiem, co o tym myśleć, Stefa, oj nie wiem.
Człek tyle czasu na te paskudy poświęci.
Karmi je, sprząta im, pielęgnuje zaplu e
t
ścierwa, a te co? Chorują skubane! asz
M
ci taki psi los.
Koląbra była przerażona. Rozglądała się
wokoło setkami oczu, machała setkami
skrzydeł i skrzeczała setkami dziobów.
To było straszne. Chciała z powrotem do
restauracji, do ukochanego Mniszka. Nie
chciała być setką kurczaków!
Absurdu to jednak specjalnie nie
obchodziło.
nia się w pływaka na nartach. Czasem
jest politykiem w aferze korupcyjnej,
a czasami różową chmurą wszystkiego.
Pewne jest za to, że Absurd jest wszech
mocny i z całą pewnością potwornie tym
faktem znudzony.
Przyglądała się właśnie swojemu
najnowszemu dziełu. Z rozczaro a
w
niem spostrzegło, że ich ofiary radzą
sobie całkiem nieźle. Pół milia da
r
R
yjan, pod postacią jednoosobowej
armii, z zacięciem podbijało planetę,
a żyrafoponek wiódł szczęśliwe życie
z mrówkojadem Mniszkiem. Mieszkańcy
uratowanej od kosmicznej inwazji iemi
Z
przejęli ryjańską technologię i sto lat
później okazali się być najeźdźcami
dwukrotnie groźniejszymi do Ryjan**.
Nawet Koląbra pogodziła się ze swoim
zagdakanym losem. Absurd ziewnęły
i, zmieniwszy się w mrówkoczołg,
odturkotała poszukać innych rozrywek.
* Pierwszą jest dziwaczny gatunek ko
smitów zwany Klocki. Nie wiadomo, czego
właściwie chcą, jednak ich ofiary można
liczyć w milia dach. Na zaatakowanej plane
r
cie materializują się jako klocki Lego, na
które przypadkiem nadeptujesz gołą stopą,
najczęściej w środku nocy, a w wyniku
wstrzykniętej trucizny umierasz w potwo
r ych męczarniach. Całe szczęście, że
n
ludzie okazali się odporni na klockową
Nie da się jednoznacznie określić, jak
wygląda antropomorficzna personifi
kacja absurdu. Czasami zapewne jest to
trąbka na kółkach, a jak się znudzi, zmie
truciznę i jedyne co czują, to potworny ból
przy nadepnięciu na ten przeklęty klocek.
Prawdo odobnie wiecie, jak je to irytuje.
p
** Chociaż wciąż n