Kill The Fez! March 2014 | Page 27

Farmer Jo był bardzo zafrasowany. Zachorowały mu wszystkie kurczaki, no bo to musiała być jakaś dziwaczna choroba. Wszystkie stały i rozglądały się wokoło, zawsze wszystkie w tym sa­ mym kierunku. Jakby miały wspólny rozum, czy coś. Jo zawsze uważał kur­ czaki za głupie stworzenia, ale nie do tego ­ topnia. s – Może coś w karmie było – odparła żona, poprawiając wiszącego jej na głowie martwego pawia. Ostatni krzyk mody w Pipidówie Dolnej. Jo pokręcił smętnie głową. – Nieee. Podobno w całej wsi tak się zachowują. A jak jedną ubijesz, to wszy­ stkie drą się, jakby je kto zarzynał. Nie wiem, co o tym myśleć, Stefa, oj nie wiem. Człek tyle czasu na te paskudy poświęci. Karmi je, sprząta im, pielęgnuje zaplu­ e t ścierwa, a te co? Chorują skubane! ­ asz M ci taki psi los. Koląbra była przerażona. Rozglądała się wokoło setkami oczu, machała setkami skrzydeł i skrzeczała setkami dziobów. To było straszne. Chciała z powrotem do restauracji, do ukochanego Mniszka. Nie chciała być setką kurczaków! Absurdu to jednak specjalnie nie obchodziło. nia się w pływaka na nartach. Czasem jest politykiem w aferze korupcyjnej, a  czasami różową chmurą wszystkiego. Pewne jest za to, że Absurd jest wszech­ mocny i z całą pewnością potwornie tym faktem znudzony. Przyglądała się właśnie swojemu najnowszemu dziełu. Z rozczaro­ a­ w niem spostrzegło, że ich ofiary radzą sobie całkiem nieźle. Pół milia­ da r R ­ yjan, pod postacią jednoosobowej armii, z zacięciem podbijało planetę, a  żyrafoponek wiódł szczęśliwe życie z mrówkojadem Mniszkiem. Mieszkańcy uratowanej od kosmicznej inwazji ­ iemi Z przejęli ryjańską technologię i sto lat później okazali się być najeźdźcami dwukrotnie groźniejszymi do Ryjan**. Nawet Koląbra pogodziła się ze swoim zagdakanym losem. Absurd ziewnęły i, zmieniwszy się w mrówkoczołg, odturkotała poszukać innych rozrywek. * Pierwszą jest dziwaczny gatunek ko­ smitów zwany Klocki. Nie wiadomo, czego właściwie chcą, jednak ich ofiary można liczyć w milia­ dach. Na zaatakowanej plane­ r cie materializują się jako klocki Lego, na które przypadkiem nadeptujesz gołą stopą, najczęściej w środku nocy, a w  wyniku wstrzykniętej trucizny umierasz w  potwo­ r­ ych męczarniach. Całe szczęście, że n ludzie okazali się odporni na klockową Nie da się jednoznacznie określić, jak wygląda antropomorficzna personifi­ kacja absurdu. Czasami zapewne jest to trąbka na kółkach, a jak się znudzi, zmie­ truciznę i jedyne co czują, to potworny ból przy nadepnięciu na ten przeklęty klocek. Prawdo­ odobnie wiecie, jak je to irytuje. p ** Chociaż wciąż n