Zamiana
Betty Nobs
Ryjanie uchodzili za drugą najgroźniejszą
rasę we wszechświecie*. Doskonale za
prawieni w sztuce walki, dążyli do pod
boju i zniszczenia obcych im cywi izacji.
l
Wysocy na dwa metry, szybcy i okrutni,
podbijali i niszczyli wszystko, co stanęło
na ich drodze. W tej właśnie chwili była
to Ziemia. Ta mała planeta nie była
żadnym wyzwaniem. Skłócona banda
kręgowców, które ledwo zaczęły machać
w obronie patykami i strzelać z proc.
To nie była inwazja, to była za awa.
b
Tysiące Ryjan kroczyło ulicami zrujno
wanego miasta w równych szeregach,
każdy z bronią gotową do strzału.
Ludzcy żołnierze ucie ali jak zwierzyna
k
łowna i padali jak muchy. Za niecałe pół
godziny miasto miało być martwe.
Niewielki oddział skręcił w boczną
uliczkę, gdzie natrafił na kolejnych lu
dzkich żołnierzy. Ukryci za barierą
z gruzu i wozów, ostrzeliwali najeźdźców
z kusz. Równie dobrze można by
w nich rzucać gąbkami. Ryjański odział
wycelował w przerażonych ludzi.
D
owódca dał sygnał do strzału...
– GDAK!
Nastała cisza. Kosmici wypuścili broń
z macek i popatrzyli na siebie. Jeden
zamachał mackami. Drugi pochylił się
i próbował wydziobać robaka, co było
o tyle trudne, iż nie posiadał dziobu.
Trzeci zniósł jajko. Na widok niepewnie
wychylających się zza bariery żołnierzy
zamacha