SŁÓW KILKA O BIEGANIU jest to sprawa życia i śmierci, szczególnie jeśli
W zeszłą niedzielę jak zwykle przyjechałam w niedzielę wieczorem, jadąc z trzema przesiad-
do Krakowa. Nie było to łatwe, najpierw zatło- kami, nie możesz sobie pozwolić na opóźnienie,
czony ponad normę autobus linii 820, następ- bo podróż zwyczajnie może wydłużyć się o kil-
nie pełen spoconych studentów bus Katowi- kadziesiąt minut. Mogła również spieszyć się na
ce-Kraków, a potem szaleńczy bieg do tunelu, umówione spotkanie z koleżanką, dobrze wiemy,
żeby tylko zdążyć na tramwaj linii 19, który w że koleżanki czekać nie mogą. Prawdopodobne
niedzielę jeździ dwa razy na godzinę. Udało się jest też, że chciała zdążyć przed zamknięciem
sklepu, może na ostatnią tego dnia mszę, a może
jednak.
po prostu uprawiała jogging.
Zajęłam spokojnie miejsce, skorzystałam ze Sky-
Casha i pozwoliłam, żeby Gustav Holst uspokoił Niezmienny pozostaje jeden fakt. Biegła.
moje myśli (zaaplikowałam go oczywiście przez Ja też biegłam tego wieczoru, więcej razy niż
słuchawki, białe, firmy Sony).
chciałabym przyznać. Minęłam też wielu spóź-
Po paru przystankach wpadłam już w kompletną nionych, spieszących się ludzi. Studentów z
zadumę i poczułam zadowolenie z samej siebie, walizkami wypchanymi rosołem i schabowymi,
że podróż zajęła mi tylko trzy godziny, a nie, jak babcie spieszące się na targ, czy nabożeństwa,
często to bywa, cztery i pół. Gdzieś w okolicach poważnych dorosłych wracających z pracy do
przystanku Korona moją uwagę przykuł pewien domu…
szybko poruszający się obiekt. Obiektem okazała
się być kobieta, na oko trzydziestoletnia, która w
sposób dość nieskoordynowany biegła, popycha-
jąc biednych ludzi, którzy wybrali się na wieczor-
ny spacer. Gdzie mogła biec? Najpewniej spie-
szyła się na tramwaj lub autobus. Jak wiadomo
I tak przy dźwiękach Wenus Holsta zaczęłam za-
stanawiać się nad sensem pośpiechu, jednak nie
mogłam dłużej nad tym myśleć, bo musiałam
zdążyć na kolejny autobus. I pobiegłam.
.AS