NEUOBERSCHLESIEN „3”-RECENZJA:
Przyznam bez bicia, że nie było chyba
drugiego takiego albumu na którego
premierę czekałem z takim niepokojem.
Jednocześnie byłem zły na to, że chyba
jedyny zespół Indrustial metalowy w
Polsce
postanowił
się
rozpaść.
Dokładnie tak, zespół Oberschlesien
(którego recenzje ich drugiego albumu
mogliście czytać w drugim wydaniu
naszej gazetki) postanowił się zakończyć
swoją karierę. „Oberki” zaistniały w
2008 roku a sławę zdobyli 4 lata temu
po wydaniu ich debiutanckiego albumu
i zajęcia drugiego miejsca w
popularnym talent show. Zespół był i
jest kojarzony z jego nieoficjalnym
niemieckim
odpowiednikiem
Rammstein, którego covery zespół
upodobał sobie głównie na pierwszym
krążku. W 2015 roku wydali oni swój
drugi ( jak dla mnie najlepszy) album.
Już wtedy ich skład zmienił się o 80% i
można było wyczuć, że coś jest nie tak.
W lutym tego roku z zespołu odszedł
Marcel
Różanka,
perkusista
i
współzałożyciel zespołu. Ze starego
składu został tylko Michał Stawiński,
wokalista.
Ta
sytuacja
zmusiła
założycieli do podjęcia decyzji o
rozpadzie zespołu. Zatem paradoksalnie
ich najnowszy trzeci album z zespołem
„Oberschlesien” nie ma nic wspólnego,
a jest debiutem nowego zespołu
Michała oraz basisty pierwszego
zespołu:
Wojtka
Jasielskiego.
„Neuoberschesien”. Jako ciekawostkę
dodam, że klawiszowcem zespołu jest
brat Adama Sztaby (kompozytora):
Łukasz. Album ukazał się dziesiątego
listopada tego roku. Od razu
uspokajam, że zespół nie odszedł od
indrustial metalu, jednak jak wypada
nowa płyta dowiecie się w mojej
recenzji, Zapraszam!...
Na wstępie chciałbym wyjaśnić swój
niepokój z czekaniem na tą płytę. Zespół
latem tego roku wydał jedyny nowy
singiel zwiastujący nowy album.
Premierowa piosenka nosiła nazwę
Fart. Utwór tak bardzo nudny i źle
wykonany, że nie mogłem uwierzyć, że
słucham właśnie jednego z najlepszych
polskich zespołów. W dodatku teledysk
przypominający dzieło raczkującego
programisty doprowadził do tego, że
spisałem zespół na straty i dałem im
ostatnią szansę w związku ze
zbliżającym się nowym albumem. No i
doczekałem się. Album trafił do mnie
dwa dni przed premierą i prócz krążka
był zaopatrzony w autografy. Zespół
zapewniał nas o zupełnie nowym
rozdziale w ich twórczości, i tak właśnie
jest. „Neuoberschlesien” całkowicie
odeszło od Rammsteinowej otoczki,
tworząc swój własny styl oparty na
bardziej przejrzystym brzmieniu, mniej
zadziornym a bardziej elektronicznym.
Nie zrezygnowano ze śpiewania po
Śląsku, więc nadal mówimy tu o śląskim
zespole tworzonym (w większości)
przez ślązaków. Brzmieniowo prócz
gitar najbardziej zmieniła się perkusja.
Co jak co, ale Marcel był wybitnym
perkusistą i mimo, że Filip Oczkowski
radzi sobie świetnie, to brakuje mi tych
kotłowych garów będącymi jednym z
najbardziej
charakterystycznych
wyznaczników pierwszego zespołu. Co