AKROPOL
PIREUS W LUTYM
smutne pos?gi z u?miechem wieczno?ci biedne kamienie z po raniony mi cia?ami wszystkie takie same podobno to nie ludzie a nie?miertelne pi?kno przy ?cianie kamienne nogi w sanda?ach pod peplos z kamienia wro?ni?te w kamienne krzes?o wi?cej nic pó? kobiety bogini pó? idea?u trwaj?c przez wieki w po?owie znacz? raczej wieczn? ?miertelno?? ni? wieczno?? nogi pos?gu moje nogi w sanda?ach uchwycone na nieudanej fotogra?i w gaju oliwnym rzece zapomnienia deLete
nad Pireusem zachodzi s?o?ce kwa?ne jak zimowa pomara?cza spad?a z wyzi?b?ego drzewa stacza si? mi?dzy kamienicami stromym zau?kiem po sto pniach zawini?tych w stare gazety rozpryskuje si? na wzburzonym dachu umar?ej willi w?ród dachówek pierzchaj?cych w pogoni za zbieg?ymi ?gurkami z terakoty przep?ywa przez ?yse skrzyd?a ?aluzji wdziera si? do wn?trza rozdartym prostok?tem framugi zalewa ?ciany ka?u?ami blasku zmarzni?te od wiatru osuwa si? z dyskretnym stukotem jak szklane komboloi paciorki ze ?wiat?a spadaj?ce w wod? by odp?yn?? na archipelag czasu przesz?ego
4
5