Trudno uznać za bezpieczny sport, w którym kierowcy z łatwością przekraczają prędkość 350 km / h. Co jednak gdy okazuje się, że to niekoniecznie prędkość jest czynnikiem najbardziej zagrażającym kierowcom? W Formule 1 zginęło ponad 50 kierowców, z czego zaledwie 5 straciło życie po roku 2000. Najwięcej śmiertelnych wypadków, bo aż 15, miało miejsce w latach 50. ubiegłego wieku, chociaż kolejne dekady wcale nie były lepsze, przynosząc 14 śmierci w latach 60. oraz 12 w latach 70. To właśnie te tragiczne wydarzenia doprowadziły do stopniowych, lecz rewolucyjnych zmian w podejściu do bezpieczeństwa na torze. Jednak za tym postępem kryją się konkretne nazwiska, historie kierowców, których śmierć na zawsze zmieniła Formułę 1.
Zwycięstwo, którego nie doczekał – Jochen Rindt
Karl Jochen Rindt był austriackim kierowcą wyścigowym, ścigającym się w Formule 1 w latach 1964-1970, lecz nie tylko tam odnosił sukcesy. W 1965 roku wygrał prestiżowy wyścig 24h Le Mans z-NART. Rindt zapisał się w historii Formuły 1 jako jedyny kierowca, który wygrał Mistrzostwo Kierowców pośmiertnie. Urodzony w 1942 roku, w wieku 19 lat zaczął brać udział w wyścigach samochodowych. 2 lata później po przeniesieniu się do singleseaters, odnosił sukcesy zarówno w Formule Junior jak i Formule 2, debiutując w Formule 1 po zaledwie roku, ścigając się w swoim domowym wyścigu, Grand Prix Austrii. Rindt zapewnił sobie swój pierwszy pełnoetatowy fotel w 1965 roku z zespołem Cooper, w którym spędził 3 lata, przenosząc się w 1968 roku do zespołu Brabham, a rok później do Lotusa. Dopiero w ostatnim z zespołów udało mu się dostać na tyle dobry bolid, żeby móc walczyć o zwycięstwa, natomiast samochód Lotusa bardzo często był zawodny, co okazało się kluczowe w późniejszym czasie. W pierwszym sezonie z Lotusem Austriak wygrał wyścig po raz pierwszy – było to Grand Prix Stanów Zjednoczonych. Kolejny sezon, 1970, rozpoczął się absolutną dominacją Jochena Rindta, który wygrał 5 z pierwszych 9 wyścigów. Podczas sesji treningowej do Grand Prix Włoch na Monzy kierowca uderzył w poręcze po uszkodzeniu hamulców w jego bolidzie, gdy kiepsko zainstalowane bariery ugięły się pod naciskiem. Już w drodze do szpitala 28-letni Rindt został uznany za martwego. Jego najbliższy rywal, Jacky Ickx, nie był w stanie zdobyć w pozostałych wyścigach wystarczająco punktów, aby wygrać Mistrzostwo Kierowców, dlatego Rindt został nim nagrodzony pośmiertnie.