1 # STANLEY KUBRICK
Niemniej jednak reżysera odkuł dopiero „ Barry Lyndon”( 1975). Legendy z planu odbiły się ogromnym echem w całej branży. Kubrick do ekranizacji powieści Williama Makepeace’ a użył specjalnych obiektywów robionych dla NASA do fotografowania ciemnej strony księżyca. Pozwoliło to idealnie uwiecznić kadry oświetlone naturalnie lub światłem specjalnie dla Kubricka wyprodukowanych świec. Choć wielu o Barrym Lyndonie zapomina po latach, co wymaga odkrywania go cyklicznie na nowo, z pewnością nie zapomni o nim odtwórca tytułowej roli – Ryan O’ Neal. Stanley usilnie przekonywał aktora do amputacji nogi na potrzeby jednej z finalnych sekwencji filmu. Ten oczywiście na zabieg się nie zgodził, ale przerażenie jakie przejęło go w momencie, gdy zrozumiał, że reżyser jest śmiertelnie poważny zostało z nim na długo. Co jednak ciekawe na temat filmu to to, że nasz główny bohater za nic nie daje się nam polubić i cały film motamy się jak potępieńcy od postaci do postaci a każda kolejna gorsza od poprzedniej. To jednak nie przeszkodziło w znakomitym odbiorze i fenomenalnych recenzjach. Bardzo często, gdy ktoś wypiera się znajomości twórczości Stanleya Kubricka jako przykład przywołuje się „ Lśnienie”, którego nawet jeśli ktoś nie widział to z pewnością o nim słyszał. Wokół tej produkcji również zawrzało. Ludzie zaczęli krytykować Stanleya nawiązując do intrygujących metod wykorzystywanych na planie, inni jednak bronili go mówiąc, że czasem reżyser musi być wymagający dla większego dobra – w tej sytuacji jak najefektowniejszym stworzeniu filmu. „ Lśnienie” bez dwóch zdań uznaje się jako jeden z najlepszych filmów kiedykolwiek stworzonych. Każde ujęcie jest perfekcyjne. Każda scena jest idealna. Pomijając fakt, że Kubrick często jedną scenę potrafił nagrywać ponad sto razy co było dla aktorów istną udręką. Niezliczone wyrzeczenia i absurdalne wymagania nie poszły na marne. Jak uważają ci co film widzieli – z każdym oglądnięciem film staje się coraz lepszy a nie wytłumaczona do końca historia dodaje mu charakteru. Choć nie są to wszystkie filmy Kubricka są one w zupełności wystarczające by zrozumieć to co chcę przekazać. Nie są to dzieła proste, linearne i przewidywalne. Są intrygujące przez co często wprawiają nas w uczucie niepewności. Jednakże reżyser za swą oryginalność nie został potępiony. Wręcz przeciwnie, ludzie kochają jego filmy. Tak jak wspomniałam na początku, nie jest on nie wiadomo jak bardzo pogmatwanym filmowcem. Jego filmy nie są aż tak wymagające i inspirujące. Jest to jednak jakiś początek. Warto zobaczyć coś innego, nowego. Jeśli więc, drogi czytelniku, nie spotkałeś się z Kubrickiem twarzą w twarz to uznaj to za znak by to zrobić.
Agnieszka Czader