A co jeśli chodzi o nasze ciało? Współczesna dietetyka głównego nurtu często pomija fakt, że białko jest trudne do strawienia i zmetabolizowania. To nie jest czysta energia jak węglowodany.
1. Obciążenie nerek i wątroby: Nadmiar azotu( głównego składnika białka) musi zostać usunięty z organizmu w postaci mocznika. Przy diecie, w której białko jest dodawane do wszystkiego – od kawy po kolację – nerki pracują na najwyższych obrotach. U osób z ukrytymi problemami nerkowymi może to prowadzić do poważnych komplikacji.
2. Problemy jelitowe: Słynne „ proteinowe gazy” czy wzdęcia to sygnał, że układ pokarmowy nie radzi sobie z taką ilością ciężkostrawnego materiału oraz towarzyszącymi mu słodzikami. Zaburza to mikrobiotę jelitową, karmiąc bakterie gnilne kosztem tych pożytecznych.
3. Wypłukiwanie wapnia: Istnieją badania sugerujące, że dieta ekstremalnie wysokobiałkowa( szczególnie oparta na białku zwierzęcym i przetworzonym) może zwiększać wydalanie wapnia z moczem, co w dłuższej perspektywie osłabia kości.
Jednak nadal, zwrócenie uwagi na to, że paczka orzechów jest zdrowsza niż baton proteinowy z sukralozą, często spotyka się z agresją. Dlaczego? Ponieważ białko stało się ciągiem tożsamości. Krytyka „ produktów proteinowych” jest odbierana przez wielu jako atak na ich styl życia i wysiłek wkładany w bycie fit. Wmówiono nam, że białko = mięśnie = atrakcyjność = sukces. To prawda, białko jest zdrowe. Ale białko z jajka, ryby, twarogu czy roślin strączkowych to nie to samo, co izolat białka sojowego zmieszany z sukralozą, olejem palmowym i barwnikiem, podany w formie „ zdrowego” ciastka. Czas przestać patrzeć na etykiety przez pryzmat jednego słowa i zacząć czytać to, co jest napisane drobnym drukiem na odwrocie.
Julia Zabielny