Powrót do Wietnamu
Z takim właśnie podejściem spotkał się wówczas John Milius i było to główną motywacją dla młodego filmowca, by podjąć się napisania scenariusza. To on wpadł na pomysł usytuowania akcji filmu w Wietnamie podczas wojny. Odważny projekt od razu przyciągnął uwagę Coppoli, który zaczął nawet szukać producenta, jednakże ówcześnie – kiedy wydarzenia w Wietnamie były wciąż tematem tabu – nikt nie chciał mieć z filmem nic wspólnego. Coppola zaś, który nie był jeszcze wtedy znanym reżyserem, nie miał nic do gadania i odłożył scenariusz Miliusa na półkę. Wziął się za to za kręcenie „ Ojca Chrzestnego”, co przyniosło mu osiem Oscarów i zrobiło z niego multimilionera. Wtedy to reżyser zauważył idealną okazję na powrót do „ Apokalipsy”. Mało tego, uznał, że całą produkcję sfinansuje sam.
Na miejsce kręcenia filmu wybrano Filipiny, ze względu na podobieństwo natury do tej w Wietnamie. Po pierwszym tygodniu zdjęć Coppola, oglądając nagrany materiał, doszedł do wniosku, że musi zmienić odtwórcę głównej roli, bo pierwotnie wybrany Harvey Keitel „ miał trudności z zagraniem Willarda jako biernego obserwatora”. Tym sposobem produkcję trzeba było wstrzymać. W zamian Coppola wybrał Martina Sheena – 35-latka, palącego trzy paczki papierosów dziennie, z nieznacznym problemem alkoholowym, innymi słowy, w średniej kondycji fizycznej.
Chaos czas zacząć
Piąty tydzień zdjęć; w planach jest nakręcenie słynnej już sceny przelotu helikopterów do „ Cwału Walkirii” Wagnera. Scena bardzo wymagająca, najtrudniejsza ze wszystkich logistycznie, ale nie niemożliwa. Vittorio Storaro – operator obrazu, wspominał wielokrotnie, jak Coppola mówił mu, że, gdziekolwiek Amerykanie idą, tam robią wielkie show, ze światłami, z muzyką i my to musimy pokazać. Reżyser doszedł do porozumienia z prezydentem Filipin. Produkcja miała płacić wojsku tysiące dolarów za dzień jak i nadgodziny dla pilotów, w zamian za co mogła korzystać z całej floty helikopterów. Jednakże ze względu na wojnę domową na południu kraju, każdego dnia w celu tłumienia zamieszek rząd wysyłał tam różnych pilotów, często tych, uczestniczących wcześniej w próbach do scen.
Rozkazy wydawane były nawet w trakcie kręcenia, ekipa zaś musiała bez słowa patrzeć na odlatujące w dal helikoptery, smażąc się w tropikalnym słońcu. W ten sposób kolejne tysiące dolarów szły na marne.