W poprzednim artykule opowiadałam o kierowcach, którzy zginęli na torach, poświęcając życie dla pasji i prędkości. Ich historie były przestrogą, ale też początkiem ogromnych zmian w świecie Formuły 1. W tym numerze będę kontynuować temat, skupiając się na rozwiązaniach, które powstały właśnie dzięki tym tragediom. Od prostych bawełnianych kombinezonów i cienkich gogli z lat 50. po tytanowe systemy ochronne i czujniki biometryczne – ewolucja bezpieczeństwa w F1 to opowieść o tym, jak sport zrodzony z ryzyka stał się jednym z najlepiej zabezpieczonych na świecie.
OD BAWEŁNIANYCH KOSZULEK DO KOSMICZNYCH KOMBINEZONÓW
Regulacje dotyczące strojów w latach 50. znacznie różniły się od obecnych, a właściwie wręcz … nie istniały. Mistrz świata Juan Manuel Fangio regularnie pojawiał się w koszulkach polo i luźnych spodniach. Pierwsze zasady dotyczące noszenia ognioodpornych strojów pojawiły się dopiero w 1963 roku, gdy zauważono, że mnóstwo kierowców wychodzi z incydentów z poparzeniami. Co ciekawe, za Nomexowe kombinezony odpowiedzialni byli specjaliści kosmiczni NASA. Niestety, jak pokazał ognisty wypadek Nikiego Laudy w 1976 roku, który pozostawił go z licznymi bliznami, bawełniane kostiumy wciąż nie chroniły wystarczająco. Znacząca zmiana nadeszła wraz z wprowadzeniem ciężkich, pięciowarstwowych strojów, które były niesamowicie niewygodne, ale zapewniały dodatkową ochronę. Obecnie obowiązkowa ognioodporna bielizna również jest robiona z Nomexu i także musi być w stanie znieść temperatury do nawet 800 ° C, gwarantując, że potencjalne pożary nie dotkną kierowców tak mocno, jak kiedyś.