Adam Mickiewicz nie znosił otrzymywać prezentów. Był zwolennikiem poglądu, że jego życie jest jak ręcznie uszyte ubranie, które ktoś nieumiejętnie stworzył z brudnych i przesiąkniętych wilgocią tkanin. Otrzymanie od kogoś ładnie zapakowanego i pachnącego podarunku było więc dlań zbyt dużym kontrastem, który wybijał go z dość mimo wszystko ustabilizowanego rytmu życia w poczuciu nieustannego uciśnienia, które towarzyszyło mu, zupełnie jakby rzeczywiście ciągle siedział w gryzącym swetrze. Ciężko było mu zresztą udźwignąć samą świadomość, że ktoś o nim pomyślał i coś mu sprezentował.
Jego zdziwienie było zatem ogromne, kiedy pewnego listopadowego poranka w połowie miesiąca otrzymał list informujący go o zamówionym dlań bożonarodzeniowym podarunku, którego nadawcą okazał się anonim podpisujący się jako“ M”. Z początku pomyślał, że to zwykłe nieporozumienie lub dowcip- w końcu nazwisko miał na tę właśnie literę i mógł być to wspaniały pretekst w okresie mikołajkowym dla kogoś z jego znajomych, aby wykorzystać jego wizerunek do podszycia się pod“ Mikołaja” czy zwyczajnie zażartować. Później jednak pomyślał, że być może to forma akcji charytatywnej organizowanej przez miasto, choć szybko z tego pomysłu zrezygnował.
Nie miał żadnych podstaw by sądzić, że inicjał ten jest prawdziwy i osoba za tym stojąca rzeczywiście takowy posiada, ale z drugiej strony miał powody, by jednak się skłaniać ku przeciwieństwu tej wersji. W końcu, znał parę osób, które mogłyby się tak podpisać.
Maria Kalergis? Inicjał się zgadzał, powątpiewał jednak, że stoi za tym dziewczyna jego przyjaciela Cypriana. Maria Wodzińska, dobra znajoma? Tę opcję również odrzucił, podobnie jak jej imienniczkę, Marię Szymanowską.
Na moment jednak się zatrzymał. Ścisnęło go w gardle i z pewnym zawstydzeniem zerknął oczyma duszy w stronę wspomnień z przeszłości. Maryla? Przez chwilę faktycznie tę możliwość rozważał, po czym jednak zastanowił się i stwierdził, że to z pewnością nie była ona. Po cóż by jej było próbować nawiązać z nim kontakt? I to jeszcze w taki sposób?
Sytuacja ta dodała mu nagłej motywacji i postanowił odpowiedzieć anonimowemu rozmówcy. Poprzestał na dość dziwacznej jak na XXI wiek tradycyjnej formie przekazu i naskrobał odrobinę zbyt arogancki list, w którym wychodził z zapytaniem, o co właściwie chodzi w tej sytuacji i czy“ byłbyś drogi M. tak łaskawy i się ujawnił?”. Po tej mocno ekspresywnej jakby nie było odpowiedzi przestał zaprzątać sobie głowę tą korespondencją i powrócił do codziennych spraw.
Nie na długo jednak dane mu było żyć w spokoju. Tydzień po otrzymaniu pierwszego listu do jego drzwi zapukał zaprzyjaźniony mu lokalny listonosz.
- Czołem!- zagaił rezolutnie. Nie czekając na odpowiedź, która zresztą i tak by nie nadeszła, pogrzebał szybko w torbie i wyjął przeznaczony dlań pakunek.- Oto pańska korespondencja.
- Dziękuję- odparł Adam.