Dawid Niedbała
Tylko no właśnie … Debaty to nie tylko wygrywanie. Znaczy jasne, kto nie lubi wygrać? Ale gdyby chodziło tylko o statuetki, nikt nie siedziałby tyle godzin nad tezą o medycynie estetycznej albo o konsensualnych trybach rozpraw karnych. Bo prawdziwą nagrodą jest to, że ktoś obok Ciebie też ma fioła na punkcie argumentów i też chce coś robić. Że tworzą się paczki, w których nawet porażka nie jest tak gorzka, jak mogłaby być- bo jest wspólna. A zwycięstwo jest jeszcze lepsze, bo celebrujesz je razem- w pociągu o 2:00 w nocy po całym dniu pełnym emocji.
I tu jest clue: sukcesy są efektem, nie celem. Celem jest to, co dzieje się po drodze. To, że“ świeżak” nagle zaczyna mówić pewniej, mówić z tą nutą luzu i ironii, którą sam kiedyś nabyłeś. To, że ktoś, kto jeszcze miesiąc temu bał się zadawać pytania, teraz robi kontry jak zawodowiec. To, że drużyna rośnie- nie tylko w umiejętnościach, ale w byciu ze sobą, a efekty widoczne są gołym okiem.
Ja wiem, że brzmi to trochę jak mowa jakiegoś 50-latka, który ma za dużo czasu- ale poważnie, debaty takie są. Bo na koniec dnia, nie będziesz wspominać“ pamiętasz jak wygraliśmy?” tylko zapamiętasz“ pamiętasz jak siedzieliśmy w łazience w hotelu, bo nigdzie indziej nie było wystarczającej ciszy?” i to jest chyba coś, co najbardziej wyróżnia debaty. Więc jasne, celebrujmy medale, celebrujmy zwycięstwa, ale pamiętajmy, że za tym pucharem kryje się coś więcej niż banda w garniturach i muszkach- kryją się ludzie, którzy mają pasję i kochają to, co robią, bo robią to razem.
Dawid Niedbała