My first Publication MADEIN_issuu styczeń-luty | Página 80
BIZNES
MISTRZOWIE Z HYUNDAIA
W RAJDACH SAMOCHODOWYCH
HYUNDAI Z SUKCESAMI WALCZY
O TYTUŁ MISTRZA ŚWIATA.
OLSZTYŃSKI SALON HYUNDAIA
JUŻ JEST MISTRZEM POLSKI.
O DRODZE PROWADZĄCEJ
DO PRESTIŻOWEGO
WYRÓŻNIENIA DILERA ROKU
ROZMAWIAMY Z WOJCIECHEM
DASZUTĄ, WŁAŚCICIELEM
OLSZTYŃSKIEGO SALONU
HYUNDAI DASZUTA.
MADE IN: Zostaliście najlepszym dilerem Hyundaia w Polsce.
Pewnie przy okazji odbierania tytułu wspominałeś w pamięci
dzień sprzed 12 lat, kiedy podpisywałeś umowę dilerską
z przedstawicielami z Korei?
Wojciech Daszuta: Zostałem wtedy najmłodszym dilerem
marki w Polsce, miałem 24 lata. Pamiętam, że czułem lekki
strach. Pracowałem u taty w salonie Hondy jako sprzedawca
i o ile w tym temacie czułem się nieźle, to o samodzielnym
prowadzeniu salonu i serwisu nie miałem pojęcia. Więc pierw-
szy rok-dwa to były stałe konsultacje z ojcem, a dzisiaj już
częściej ja staram się doradzać.
Kończyłeś wtedy studia ekonomiczne.
Studiowałem kierunek, który mógłby w przyszłości pomóc
prowadzić rodzicom firmę. O salonie Hyundaia nawet nie
myślałem, bo wtedy Honda miała swoje dobre czasy, prze-
nieśliśmy się do nowego salonu, wszedł futurystyczny Civic,
który napędzał sprzedaż, więc Hyundai wyszedł trochę
z przypadku.
080
Ale już nie z przypadku po przeszło 12 latach zostałeś naj-
lepszym dilerem Hyundaia w Polsce. Porozmawiajmy o tej
drodze na szczyt.
Hyundai mocno wtedy rozwijał sieć i szukał nowych partnerów…
…mimo że w Olsztynie Polmozbyt sprzedawał już Hyundaie?
Tak, bo i wizerunkowo, i lokalizacyjnie, i skostniały organiza-
cyjnie Polmozbyt nie zrobił na nich chyba dobrego wrażenia.
Oni szukali partnerów z którymi zbudują przyszłość. Więc
pewnie inaczej patrzyli na młodą osobę, która z apetytem na
rozwój wchodzi na rynek, decyzje podejmuje jednym telefo-
nem, no i ma wsparcie merytoryczne doświadczonego ojca,
który prowadzi cieszący się uznaniem salon samochodowy.
Salon otworzyłem po poprzedniej lokalizacji Hondy przy
ul. Boenigka. Mieściły się w nim – uwaga – dwa samochody.
Miałem do pary jednego mechanika i doradcę serwisowego.
Pamiętasz pierwszego sprzedanego Hyundaia?
Czerwony trzydrzwiowy Getz. Pamiętam tym bardziej, że
sam nawet myłem wtedy auta i przygotowywałem do wyda-
nia klientom. Co ciekawe, całkiem niedawno, małżeństwo,
które cały czas tego Getza użytkowało, wymieniło go u nas
na nowego Hyundaia i20. Getz został w rozliczeniu. Miłe
wspomnienie.
Dopadła cię retrospekcja, że aż tak dużo czasu nie minęło od
startu, a udało się zbudować taką pozycję w kraju?
Ta nagroda zaskoczyła mnie, bo dilerzy do końca nie wiedzą
o wynikach. Na pewno to bardzo miłe, że centrala doceniła
naszą ciężką pracę i stawia nas w Hyundaiu za wzór w ilości
sprzedawanych aut na własnym rynku.
Jednak przy odbiorze nagrody, tej i jakiejkolwiek innej, bo
podobny tytuł zdobyliśmy już w 2010 roku, podkreślam, że
wszystko opiera się na zespole. Jak w piłce nożnej – gra nie
jeden zawodnik, a cała drużna. Dlatego kiedy moi pracownicy
przywitali mnie gratulacjami, to ja im również pogratulowa-
łem, bo to ich nagroda. Ich sukces jako zespołu, bo każdy
wiele od siebie wniósł. Ale miło słyszeć od własnych pra-
cowników, że to dla nich satysfakcja pracować w najlepszym
dilerstwie w Polsce.
Masz swoje credo w kontekście pracowników?
Zawsze podkreślam, że o ile sprzedawca sprzedaje pierwszy
samochód, to drugi – już serwis. Jeśli klient będzie zado-
wolony z serwisu, pomyśli w przyszłości o kolejnym modelu
marki. Jeśli nie, to choćby nie wiem jaką ofertę dostał, nie
przyjdzie po kolejne auto.
Staram się, by nie było rotacji na stanowiskach, a osoby, które
od wielu lat utożsamiają się z firmą, były doceniane. W takich
ludzi warto inwestować. Kiedy widzę, że klient po latach
wraca do tego samego sprzedawcy czy serwisanta, to oni już
inaczej ze sobą rozmawiają, inny jest poziom zaufania, łatwiej
zbudować im relacje.