Wielki powrót
elegancji drzwiami
od alkowy
P
o latach luzu i stylu ulicznego w najrozmaitszych odsłonach wraca moda na
elegancję. Pierwsze jaskółki zmian wleciały
jednak nie otwartym na przestrzał oknem do salonu, lecz ledwie uchylonymi drzwiami do sypialni
– jako że tam właśnie następują największe roszady. Wyrafinowany szyk i wysublimowana wytworność zawitają do alkowy już najbliższej zimy. Ich
znakiem rozpoznawczym staną się jedwabne piżamy sygnowane przez Nadine Guérin.
Zmiany w sposobie nocnego otulania rozpoczęły się od niewielkich innowacji związanych
z postrzeganiem odzieży domowej. Początkowo
obejmowały one wszystko to, co wiązać się miało z wygodą, po to by w domu czuć się niczym
pisklę w puchu. Toteż projektanci i producenci
zaczęli starannie dobierać materiały, bacząc na
primadonna
94
ich najwyższą jakość. Celem nadrzędnym pozostawała bowiem wygoda i totalny luz, na które
można sobie pozwolić w domowych pieleszach.
Gdy te cele zostały już osiągnięte, nastąpił zwrot
ku elegancji. Stąd też wiodące marki stawiają teraz na kobiecość, zmysłowość, szyk i wytworność ze szczyptą niedopowiedzenia. Ten trend
można zaobserwować zarówno w odniesieniu
do bielizny nocnej, jak i bieliźniarstwa oraz gotowych wyrobów noszonych w sytuacjach nieformalnych. Nie sposób więc nie zauważyć powrotu stylu baby-doll – kobieciątek w najsłodszym
wydaniu zarówno nocnym, jak i dziennym.
Syndrom kury domowej jest już passé. Teraz
w buduarze przy toaletce siedzi śliczna, wypielęgnowana kobieta, dbająca bardziej o styl i szyk
niźli o wygodę w wydaniu niedbałym. Chce być
wytworna zarówno w sypialni, jak i w salonie,
rano i wtedy, kiedy wychodzi do pracy, i wtedy,
gdy pozostaje w domu. Dlatego też cała jej garderoba jest starannie skompletowana, a poszczególne ubrania mogą pełnić (w zależności od okoliczności) różne funkcje. Wielofunkcyjność jest
pierwszym wyróżnikiem ciuchów w nowej odsłonie. Tę ich cechę zaczęto nawet nazywać – nawiązując do terminologii ekonomicznej – wartością
dodaną. Nie ma zresztą znaczenia, jak to nazwiemy. Nasze mamy i babcie również starały się tak
kompletować stroje, by różne elementy można
było zestawiać na rozmaite sposoby i tworzyć
nowe kreacje przy użyciu niekoniecznie zawsze
nowych elementów odzieży. Teraz projektanci
i właściciele brandów na nowo odkryli ten walor,
czyniąc zeń chwyt marketingowy.
Jednak najważniejsza pozostaje elegancja
i szyk. Jak zauważa Patricia Cadolle (reprezentująca sławną paryską markę bieliźniarską
Cadolle o ponadstuletniej tradycji): „Najlepiej sprzedają się fasony typu baby doll oraz
seksowne jedwabne ciuszki, które wynikami
sprzedaży nie tylko biją na głowę wcześniejsze notowania rynkowe, ale także przeganiają
świetnie pozycjonujące się jedwabne kimona
japońskie”. Z kolei Grégoire Chalumet (Le
Chat, Inès de la Fressange Paris) stwierdza,
że: „Zakres działalności marek w nieunikniony sposób poszerza się, zaś najlepsze rezultaty
sprzedaży odnotowują te produkty, które odznaczają się wartością dodaną”. Innymi słowy,
dobrze sprzedają się te ciuchy, które nie tylko
można ze sobą łączyć w zaskakujący sposób,
które odznaczają się wysoką jakością i są eleganckie, ale też takie, które z równym powodzeniem można włożyć na siebie, idąc na
konferencję mikrobiologów w Sztokholmie,
robiąc zakupy na Manhattanie albo kupując
kwiaty na placu Świętego Marka w Wenecji.
Musi to być coś, co ma uniwersalny wdzięk,
szyk i sznyt, coś, co specjaliści od reklamy
określą jako globalne, a my po prostu wrzucimy do walizki w drodze na lotnisko.