Plakat reklamujący film „The Perfect 14”. Od lewej modelki: Kerosene Deluxe, Elly Mayday oraz Laura Wells. W filmie
wypowiadają się także m.in. blogerki XL, fotografowie, redaktorzy magazynów modowych, psycholodzy, którzy
obnażają dyskryminujące wzorce funkcjonowania branży fashion I społeczeństwa wobec kobiet w większych
rozmiarach. premiera filmu zapowiadana jest na wiosnę 2015 roku.
Największy nacisk czuję ze strony społeczeństwa
i mediów. To one podpięły mi łatkę modelki plus
size. Ale czym właściwie jest plus size? – pyta
Crystal Renn, australijska modelka. Zaczynała
karierę w rozmiarze zero, czyli 34. Wiek: 15 lat.
Dzienna dawka kalorii: 600 kcal. Sport: do 8 godzin dziennie. Bilans: anoreksja i bulimia. Po latach walki z chorobą pisze w 2009 roku książkę
„Hungry”. Choć to właśnie krągła figura modelki
przynosi jej największą sławę, kilkakrotnie zmienia wagę, drastycznie się odchudzając. Obecnie
ponownie nosi rozmiar 36. Co zrobić, aby rozmiar zero przestał być normą?
Początkowo wydawało się, że 2011 rok będzie
przełomem, kiedy na okładce włoskiego wydania
magazynu „Vogue” pozowały modelki określane
mianem plus size: Tara Lynn, Candice Huffine
i Robyn Lawley. To ostatnie nazwisko powraca
w roku 2013 w kontekście sesji bieliźniarskiej dla
marki Chantelle. Rewolucja. Nowy kanon piękna.
Rzeczywiście, tylko dlaczego rozmiar 40/42 nazywany jest przez media i społeczeństwo plus size?
Wymiary Robyn Lawley: wzrost 183 cm, biust
91 cm, talia 79 cm, biodra 108 cm. Waga 76 kg.
Sama Robyn tak komentuje sytuację: Wolałabym,
żeby mówiono o nas po prostu modelki, a nie
modelki plus size. Jeśli już, to te chude powinny
być nazywane minus size – mówi w rozmowie
z magazynem „Guardian”.
ROZMIAR ROZMIAROWI
NIERÓWNY
Pojęcie „weightism” opisuje dyskryminację kobiet ze względu na wagę. W Kanadzie w 2013
roku powstał projekt „A Perfect 14”, który ma
temu zapobiegać. Główną i najważniejszą jego
częścią jest film, którego tytuł w polskim tłumaczeniu mógłby brzmieć „Doskonała w rozmiarze
14”. Przy czym rozmiar 14 – odpowiadający europejskiemu rozmiarowi odzieżowemu 44 – jest
24
tutaj symboliczny. Ma zachęcać do przekraczania
stereotypowego myślenia na temat standardów
piękna utrwalonego przez media i społeczeństwo. Jego ambasadorkami zostały krągłe modelki, m.in. Kanadyjka Ellen Mayday, która w 2005
roku zmagała się z chorobą nowotworową i pomimo niej pozostała twarzą firmy bieliźnianej,
australijska top modelka Laura Wells (znamy
ją z sesji dla marki Elomi na sezon AW 2011
oraz SS 2014) oraz Kerosene Deluxe – modelka
w rozmiarze XL, która doświadczyła przemocy
psychicznej ze względu na swoją wagę i otwarcie mówi o toksycznym dzieciństwie. Obecnie
też trwa w Stanach Zjednoczonych dyskusja nad
nadużywaniem określenia plus size w stosunku
do modelki i aktorki Kate Upton, która nosi rozmiar 40. Pojawiają się głosy, że takie nazewnictwo
sprzyja promocji anoreksji, bulimii oraz innych
zaburzeń odżywiania szczególnie wśród nastolatek i młodych kobiet. I choć zdjęcia wcześniej
wspomnianej modelki Candice Huffine pojawią
się w słynnym kalendarzu Pirelli na rok 2015, to
cały czas coraz więcej jest pytań o to, kto ustala
normę, że rozmiar 34 jest OK, a 42 już nie?
Jak podaje Joanna Bojańczyk, w USA najczęściej są kupowane ubrania w rozmiarze 14, a we
Francji ponad 40% kobiet nosi rozmiar powyżej 44. Przez ostatnie dwie dekady również
Niemki zrobiły się większe – także w biuście.
Przemysł odzieżowy zareagował na te zmiany,
zaniżając rozmiary ubrań i zamieniając rozmiar
40 na 38, bo okazało się, że kobiety chętniej go
kupują. Ta praktyka obowiązuje powszechnie
w branży mody.
Nic zatem dziwnego, że w tak delikatnej sferze,
jak kupno bielizny, kobiety są najczęściej zaskoczone, a czasem wręcz niechętne, kiedy słyszą
o swoich nowych rozmiarach biustonosza. Wolą
nosić miseczkę 95 D niż 80 H, bo dzięki temu
mają wrażenie, że ich piersi są mniejsze. Jak zasygnalizowała mi również Katarzyna Kulpa prowadząca bieliźnianego bloga „Stanikomania”,
pod recenzjami produktów przeznaczonych dla
krąglejszych osób, jak w przypadku marek Elomi
czy Sculptresse, znacznie mniej jest komentarzy
internautek niż w innych przypadkach. A przecież te marki proponują nam rozwiązania konstrukcyjne i materiały jeszcze lepiej dopasowane
do krągłych kształtów i dużego biustu. Wspólnie
zastanawiałyśmy się, jaka jest tego przyczyna?
Z jednej strony – rzeczywiście dostępność produktów tych marek jest mniejsza, z drugiej – być
może rozmiarowy „coming out”, czyli przyznanie
się do większego rozmiaru biustu i ciała, jest dla
kobiet trudniejszy?
IDĄ ZMIANY
Można to jednak zmienić. Jak? Pomimo że – jak
pisałam wcześniej – są elementy, które warto
zmieniać, m.in. standardy obsługi, to już teraz,
patrząc na polski rynek bielizny i świadomość
klientek w ostatniej dekadzie, zauważam, że tendencje są bardziej optymistyczne niż dwadzieścia
pięć lat temu, kiedy jako nastolatka kupowałam
dla siebie biustonosz.
Po pierwsze – uaktywniły się same marki, wprowadzając szeroką ofertę rozmiarową, organizując akcje brafittingowe i szkolenia dla salonów
bielizny. Po drugie – i to wydaje mi się najważniejsze – zmienia się świadomość samych kobiet. Odbyły się pierwsze Targi Size Plus, blogerki i modelki puszyste widzimy w mediach
oraz programach telewizji śniadaniowych, a na
temat własnych krągłości wypowiadają się też
znane Polki, m.in. Joanna Liszowska, Edyta Jungowska czy psychoterapeutka Katarzyna Miller.
Nowe inicjatywy są potrzebne. Okazuje się, że
społeczeństwo coraz bardziej gotowe jest na
przyjęcie nowych standardów piękna.
Kanony urody zmieniają się przez stulecia i dekady. Być może teraz nadchodzi czas krągłej
rewolucji? Czy się uda ją przeprowadzić? To
przede wszystkim zależy od samych kobiet, tak
jak stało się to w przypadku brafittingu. Wystarczyła dekad a, abyśmy miały większą wiedzę
w zakresie dopasowania bielizny, dostęp do odpowiednich produktów i świadomość, czego
wymagać od personelu sklepu. Może więc jest
to już ostatnia dekada dyskryminacji kobiecego
ciała? I nadejdą czasy, kiedy kobietę niezależnie
od rozmiaru – czy 36, czy 46 – społeczeństwo
uzna za piękną. Z pewnością jest to długotrwały proces, dlatego mówmy coraz śmielej i bardziej otwarcie o naszych ciałach. Trzymam za to
kciuki i mam nadzieję, że moja osobista historia
Wam w tym pomoże!
Katarzyna Sałata