Memoria [PL] Nr 47 (08/2021) - Page 14

Jak zostało wspomniane wyżej, w obozie również dołączył do organizacji podziemnej. Wątek obozowej działalności konspiracyjnej oraz osobistej znajomości i współpracy z Pileckim nie wiadomo dlaczego został w filmie niemal całkowicie pominięty (poza jedną krótką sceną, kiedy Teddy przekazuje leki więźniowie zatrudnionemu w szpitalu więźniarskim).

A przecież, jak relacjonuje sam Pietrzykowski jeśli boks na początku był głównym celem, tak

w późniejszych latach stał się tylko zasłoną, odskocznią od tego, co trzeba było robić naprawdę. "A tym, co trzeba było robić, to co

w każdym z nas kiełkowało, to działanie charytatywne na rzecz współkolegów więźniów, co w końcu doprowadziło do zorganizowania walki podziemnej w obozie". W ramach tej działalności Pietrzykowski nawiązał kontakty

z ludnością cywilną – sam wspomina kolejarzy oświęcimskich, za pośrednictwem których do obozu dostarczane były np. leki dla więźniów. Był również pośrednikiem w przekazywaniu informacji i rozkazów Pileckiego, przekazywał kosztowności organizowane przez więźniów mających dzięki swojej pracy dostęp do mienia ofiar masowej zagłady – pozyskane w ten sposób pieniądze, złoto i biżuteria były wykorzystywane do przekupywania esesmanów i zdobywania ich przychylności. Po otrzymaniu pracy

w ambulatorium SS i nawiązaniu bliższego kontaktu z Marią Stromberger (której uosobieniem w filmie jest postać Marii) Pietrzykowski wykradał medykamenty

i przekazywał je do szpitala więźniarskiego.

Obozowy życiorys Pietrzykowskiego wypełniony jest znajomościami z wieloma czynnymi uczestnikami konspiracji, ludźmi zasłużonymi na gruncie samopomocy więźniarskiej i nie tylko. Poza Pileckim byli to także bracia Kupcowie

z Poronina, Stanisław Barański (nr 132), Edward Pyś (nr 379), Bronisław Czech (349) i wielu innych, których nazwiska przywołuje wielokrotnie w swojej relacji, wskazując rolę, jaką odegrali oni w jego obozowym życiorysie.

W swojej relacji Pietrzykowski podkreśla, że to dzięki protekcji braci Kupców ("moich obozowych przyjaciół" – jak sam zaznacza) otrzymał przydział do dobrego, stosunkowo bezpiecznego komanda stolarzy, choć nie posiadał niezbędnych w tej pracy umiejętności ani wiedzy.

To obozowym kolegom, w tym Pileckiemu, zawdzięcza ocalenie, w czasie gdy chorował na tyfus. Kiedy leżał półprzytomny w gorączce ofiarnie opiekowali się nim zatrudnieni

w obozowym szpitalu więźniowie, m.in.: Stanisław Kłodziński, Stanisław Głowa, Jan Pierzchała i inni. W tamtym czasie w szpitalu więźniarskim przeprowadzane były regularne wybiórki, w czasie których więźniów uznanych za niezdolnych do pracy i źle rokujących skazywano na śmierć. Pietrzykowski ponownie uniknął wyroku dzięki łańcuchowi wsparcia ze strony obozowych kolegów. Dzień przed planowaną selekcją w szpitalu pojawił się Pilecki wraz

z braćmi Barańskimi. Wyprowadzili oni Pietrzykowskiego – wciąż jeszcze zbyt słabego, aby mógł iść o własnych siłach – ze szpitala

i ukryli na bloku. Załatwili mu także przeniesienie do pracy w ambulatorium SS, gdzie początkowo, w kluczowym okresie rekonwalescencji po tyfusie, pomagał przy pracach porządkowych, stopniowo wracając do pełni sił. To tylko kilka przykładów koleżeńskiej pomocy, której doświadczył w obozie Pietrzykowski i która bezpośrednio przełożyła się na fakt jego ocalenia z obozu.

Jedną z istotnych postaci w obozowym życiorysie Pietrzykowskiego był o. Maksymilian Kolbe,

z którym zetknął się wiosną 1941 r. i od tego czasu widywał dosyć regularnie. O tym również

w filmie nie ma nawet wzmianki.

W filmie Barczewskiego udział Pietrzykowskiego w sieciach relacji nie znajduje praktycznie żadnego odzwierciedlenia. Główny bohater wydaje się być zupełnie osamotniony. Nie utrzymuje praktycznie żadnych bliskich relacji

z nikim poza małoletnim więźniem Jankiem. Od nikogo nie otrzymuje bezpośredniego wsparcia, za to sam udziela pomocy dzieląc się hojnie wygranym w walkach pożywieniem. Ten wizerunek samotnego herosa jest zupełnie niezgodny nie tylko z autentyczną postacią, ale także sprzeczny z tym, jak w rzeczywistości wyglądały relacje społeczne wewnątrz lagru.

W wywiadzie dla portalu Trójmiasto.pl Barczewski stwierdza, że Mistrz jest obrazem, który łączy opowieść o niezwykłym człowieku

z refleksją na temat samotności przetrwania. Ów motyw samotnej walki Pietrzykowskiego o życie pojawia się nie tylko w wywiadach z reżyserem, ale też w rozmowach z Piotrem Głowackim, odtwórcą głównej roli. Jeżeli istotnie takie założenie przyświecało konstrukcji opowieści

o obozowym bokserze, to z przykrością należy uznać, że film został w całości zbudowany na błędnym założeniu. W obozie koncentracyjnym samotność odbierała szanse na przeżycie, a przetrwanie wiązało się ściśle z uczestnictwem w sieciach relacji społecznych i było wypadkową starań kolektywnych, efektem większego lub mniejszego zaangażowania współtowarzyszy i znalezienia się w łańcuchy samopomocy więźniarskiej. Oczywiście przymioty osobiste, jak odwaga, hart ducha, wytrzymałość i dobra kondycja ułatwiały przeżycie, ale same w sobie nie wystarczały. Jedynie współpraca, udział w wymianie dóbr materialnych (pożywienia, ciepłej odzieży) i usług (pomoc w dostaniu się do dobrego komanda, opieka w chorobie) oraz wartości symbolicznych (wsparcia psychicznego), dawała więźniowi realne szanse przetrwania, czego dobitnie dowodzą wspomnienia byłych więźniów. Każdy, kto przeżył pobyt w KL Auschwitz, zawdzięcza to szeroko pojętej pomocy otrzymanej w kryzysowych momentach od najbliższych współtowarzyszy. W obrazie Barczewskiego kwestia ta pozostaje zbagatelizowana, wręcz odrzucona i zastąpiona nierealistycznym archetypem samotnego wojownika.

Ukazane w filmie elementy biografii Tadeusza Pietrzykowskiego jedynie na najogólniejszym poziomie są zgodne z faktami. Wiele jego obozowych doświadczeń zostało przerysowanych lub wzbogaconych o epizody, których celem zapewne było nadanie im dynamiki lub podsycenie dramatyzmu, niestety często kosztem utraty ich autentyzmu.

Jednym kluczowych dla miejsc akcji w filmie jest kamieniołom, w którym w pierwszych dniach po uwięzieniu pracuje główny bohater. To tam widz styka się z obrazami zgodnymi ze stereotypem rzeczywistości obozowej, jak ciężka fizyczna praca, maltretowanie pracujących więźniów przez pilnujących ich kapo czy też widok wychudzonych zwłok leżących bezładnie gdzieś na uboczu. To właśnie na terenie owego kamieniołomu dochodzi do pierwszej walki bokserskiej Pietrzykowskiego z niemieckim funkcyjnym. Tymczasem w Oświęcimiu ani jego najbliższej okolicy nie ma żadnego kamieniołomu. Jest to element charakterystyczny dla doświadczenia więźniów Gross-Rosen czy Mauthausen-Gusen, ale z pewnością nie Auschwitz. Trudno wytłumaczyć również, dlaczego sceny w kamieniołomie rozgrywają się po zmroku. Wymarsz komand więźniarskich pracujących pod gołym niebem za bramę obozu następował dopiero po świcie, a ich powrót przed zmrokiem, aby uniemożliwić więźniom ucieczkę.

Kolejnym przekłamaniem jest niezrozumiała i trudna do uzasadnienia obecność głównego bohatera w ambulatorium SS po jednej z pierwszych walk (zatem w pierwszej połowie 1941 roku). Więźniowie w żadnym wypadku nie byli leczeni ani opatrywani w szpitalu dla esesmanów, a już z całą pewnością nie decydował o tym żaden kapo – bądź co bądź również tylko więzień obozu. Zatem scena, w której Walter po pierwszej walce odsyła Teddy’ego na opatrunek do siostry Marii, jest sprzeczna z realiami obozowymi. Pietrzykowski owszem, miał kontakt z personelem szpitala SS, ale nie jako pacjent, lecz jako zatrudniony tam od połowy 1942 roku. Trudno wytłumaczyć, dlaczego twórcy filmu zrezygnowali z wiarygodnego, zgodnego z faktami przedstawienia kontaktów Pietrzykowskiego z personelem ambulatorium SS na rzecz zbudowania narracji fałszującej realia obozowe.

Także sposób ukazania pracy Pietrzykowskiego w Landwirtschaft Tierpfleger znacząco zakłamuje obozową rzeczywistość. Jest to pod względem faktografii jeden z najsłabszych punktów filmu, a nieprawidłowości można by długo mnożyć. Po pierwsze, pomieszczenia te zlokalizowane były w innym miejscu, niż ukazano to na filmie, a Pietrzykowski zatrudniony był w oborze przeznaczonej dla krów i cieląt, a nie w stajni; nie sprawował opieki nad końmi i nad klaczą komendanta (z relacji Pietrzykowskiego wynika, że opiekował się nią Władysław Rzętkowski). Zdecydowanie poważniejszym błędem jest, iż z niewiadomych powodów ukazano Teddy’ego jako jedynego, samodzielnego i pozbawionego wszelkiej kontroli pracownika owych stajni, co jest oczywistą nieprawdą. Kommando Tierpflegerów, oprócz tego, że składało się z większej liczby zatrudnionych (nazwiska niektórych Pietrzykowski wymienia w swojej relacji), miało swoich vorarbeiterów, kapo (funkcję tę pełnił niemiecki więzień kryminalny nr 19 Johan Lechenich) oraz SS-Kommandoführera, dla którego, jak wynika z relacji Pietrzykowskiego, przeznaczono specjalnie wydzielone pomieszczenie.

Złożony system władzy więźniarskiej w filmie nie znajduje żadnego odzwierciedlenia i poza kilkoma ikonicznymi postaciami niemieckich kapo nie ma tam żadnych więźniów funkcyjnych niższego szczebla. Tym sposobem Pietrzykowski ponownie jawi się jako samotna wyspa, pozostając jakoby oderwanym nie tylko od społeczności więźniów, ale również od obozowych struktur formalnych.

Trudno wyjaśnić, skąd w obozowej stajni wzięły się dzieci, które Teddy częstuje chlebem i mlekiem. W rzeczywistości nie mogło ich tam być. Oczywiste jest, że scena ta jest zupełnie nieautentyczna. Więźniowie ukazani w filmie korzystają z dużej swobody, nie widać tutaj ścisłego planu dnia, w którym aktywność osadzonych podlegała niemal nieustannej kontroli. Przez cały okres pobytu w obozie Teddy nie uczestniczy w apelach, przemieszcza się zupełnie swobodnie i o każdej porze pomiędzy stajnią, szpitalem SS a szpitalem więźniarskim.