Memoria [PL] Nr 109 | Page 41

Wieczorem, już w hotelu, zauważyłem

w łazience małą kostkę mydła.

Pomyślałem o człowieku, który towarzyszył naszej grupie.

Pomyślałem o tym, co powiedział nam zaledwie kilka godzin wcześniej.

Wziąłem ją do ręki.

Pachniała różami.

Ten zapach wydał mi się niemal absurdalnie łagodny po dniu, który właśnie przeżyłem. Stałem i patrzyłem na ten mały, zwyczajny przedmiot, myśląc o starszym człowieku stojącym przed bramą Auschwitz.

Nigdy nie miałem zwyczaju zabierać mydełek z hoteli. Wielokrotnie nocowałem w hotelach i nigdy nie czułem najmniejszej potrzeby, by zabierać takie rzeczy do domu.

Ale tamtej nocy w Polsce to zrobiłem.

Następnego ranka schowałem je do walizki.

Później zdarzało mi się obracać tę historię

w ponury żart – może dlatego, że humor pozwalał mi przykryć to, co naprawdę czułem.

„Wiecie – mówiłem znajomym – byłem

w Polsce. Zwiedziłem Auschwitz.

I przywiozłem stamtąd kostkę mydła”.

Widziałem zdziwienie na ich twarzach

i dodawałem:

„Spokojnie. Jest z hotelu. Różane”.

Może się śmialiśmy.

Ale mydło zatrzymałem.

Mijały lata.

Nie zapomniałem tamtej wizyty, ale nie zawsze wiedziałem też, jak o niej mówić. Czasami łatwiej było zażartować niż wytłumaczyć, co ten przedmiot naprawdę dla mnie znaczy. Niektóre wspomnienia nie blakną. Po prostu zostają gdzieś w nas,

w miejscu, do którego trudno dotrzeć wprost.

Aż pewnego dnia, szukając matrioszki, którą chciałem pokazać uczniom, otworzyłem pudełko z pamiątkami z dawnych podróży. Stało w małej szafce w piwnicy, nietknięte od lat.

Zanim zobaczyłem mydło, poczułem jego zapach.

Róże.

Leżało pod kilkoma magnesami na lodówkę, ale dziwnym trafem to ono pierwsze dało

o sobie znać.

Wziąłem je w dłonie i wtedy coś stało się dla mnie jasne.

Spośród wszystkiego, co wiązało się z tamtym miejscem, zabrałem ze sobą właśnie to.

Nie obrazy.

Nie ciężar.

Nie pytania.

Tylko to.

Mały przedmiot, w którym nie było nic z tamtej grozy – a jednak jakimś sposobem była w nim cała.

Są rzeczy, których nie potrafimy unieść.

Nie dlatego, że nie chcemy.

Ale dlatego, że się w nas nie mieszczą.

Zabieramy więc coś innego.

Coś małego.

Coś, co jesteśmy w stanie udźwignąć.

Zapach.

Fragment.

Sposób, by powiedzieć: tyle potrafię w sobie pomieścić.

Być może właśnie tak udaje nam się przetrwać niektóre chwile – nie dzięki temu, że je rozumiemy, ale dlatego, że odsuwamy się od nich choćby o krok. Że znajdujemy coś na tyle małego, by móc to utrzymać i się nie rozpaść.

Mydło pachniało różami.

Przez lata myślałem, że to jedyna rzeczą, jaką stamtąd przywiozłem.

Teraz rozumiem:

było to po prostu jedyna rzecz, jaką mogłem unieść.

41