Podczas wizyty w Auschwitz towarzyszył nam starszy Żyd. Nie wiem, jak doszło do tego, że był z nami. Wtedy widziałem w nim po prostu kogoś, kto oprowadza nas po miejscu, które zwiedzamy.
W muzeum powoli przechodziłem z sali do sali, patrząc na przedmioty: buty, walizki, włosy. Rzeczy, które kiedyś należały do ludzi. Teraz leżały za szkłem – milczące, uporządkowane, niemal zwyczajne.
W którymś momencie dowiedziałem się, że ludzkie włosy wykorzystywano do produkcji przedmiotów codziennego użytku.
To utkwiło mi w pamięci.
Nie chodziło tylko o stratę. Chodziło o przemianę. O to, jak po cichu cząstka człowieka mogła zamienić się w coś, co nadaje się do użytku. Czymś odartym z własnej historii.
Pamiętam, jak przyglądałem się innym zwiedzającym. Niektórzy pochylali się bliżej szyby i w milczeniu czytali. Inni robili krok w tył, jakby z pewnej odległości łatwiej było to znieść. Nikt nie zatrzymywał się na długo. Szliśmy dalej, jakby coś w nas nie było w stanie znieść bezruchu.
W pewnej chwili zobaczyłem w szybie swoje odbicie – blade, rozmazane, nałożone na przedmioty za szkłem. Przez moment miałem wrażenie, że nie należę do ani teraźniejszości, ani do tamtej przeszłości. Że jestem tylko kimś, kto przechodzi przez coś, do czego nie sposób wejść ani czego nie sposób zrozumieć.
Próbowałem wyobrazić sobie życie ludzi, do których należały te przedmioty, ale nie potrafiłem. Było ich zbyt wielu. Wszystkiego było za dużo. Mój umysł nie był w stanie tego ogarnąć.
Pamiętam chwilę, w której się rozpłakałem. Przyszło to nagle, bez ostrzeżenia, jakby coś we mnie dotarło do granic wytrzymałości. Odszedłem na bok, nie chcąc, żeby ktoś mnie zobaczył, choć chyba i tak nikt nie zwracał na mnie uwagi. Każdy z obecnych zdawał się nieść w sobie coś niewidzialnego.
Przeszedłem obok krematorium. Nie będę go opisywał. Nie dlatego, że nie ma o nim nic do powiedzenia, lecz dlatego, że cokolwiek powiem będzie niewspółmierne do tego, czym ono jest.
Niektórych doświadczeń nie da się w sobie zatrzymać.
Są większe od nas.
Kiedy szedłem przez Auschwitz, wciąż wracała do mnie jedna myśl.
Jak nisko może upaść człowiek?
Myślałem o zwierzętach. Skrajne ludzkie okrucieństwo nazywamy czasem „zwierzęcym”, ale kiedy tam stałem, to porównanie wydało mi się niesprawiedliwe wobec zwierząt. Zwierzęta zabijają z konieczności – żeby się pożywić, żeby przetrwać. To, z czym się tam zetknąłem, było czymś innym: ludzie z rozmysłem poniżający, torturujący i niszczący innych ludzi. Okrucieństwo zorganizowane i przemienione w system.
A jednak chwila, która z tamtego dnia miała najgłębiej zapaść mi w pamięć, jeszcze nie nadeszła.
Zwiedzanie dobiegło końca.
Wyszliśmy za ogrodzenie Auschwitz
i czekaliśmy, żeby wsiąść do autobusu. Byłem przytłoczony obrazami, zapachami
i uczuciami, które wyniosłem z obozu.
Wtedy człowiek, który nam towarzyszył, powiedział nam coś, co zachował na sam koniec.
Powiedział, że przeżył Auschwitz.
Przez długie godziny ten starszy Żyd chodził
z nami po tych miejscach. Słuchałem, jak opowiadał o nich naszej grupie. Teraz zrozumiałem, że nie znał tej historii jedynie
z książek ani z cudzych opowieści.
On jej doświadczył.
Powiedział nam, że jako więzień był zmuszany do mycia się mydłem, o którym wówczas sądził, że zostało wyprodukowane z ludzkiego tłuszczu.
Spojrzałem na człowieka stojącego przede mną inaczej.
Przeraziło mnie to, co właśnie nam powiedział, ale poczułem też coś, co trudniej opisać – dziwny rodzaj podziwu.
Spędziłem w Auschwitz zaledwie kilka godzin i miałem wrażenie, że ledwie jestem w stanie unieść to, co zobaczyłem. Ten człowiek przez większość życia nosił w sobie pamięć o tym, co tam przeżył.
A mimo to zdecydował się tam wrócić.
Powiedział nam, że chce pomóc ocalić od zapomnienia to, co się tam wydarzyło.
Zostało to w mojej pamięci i w moim sercu.
Do dziś, kiedy ktoś mi mówi, że wybiera się do Polski, waham się. Po części uważam, że ludzie powinni zobaczyć Auschwitz.
A jednak prawie zawsze mówię: „Jeśli możesz... nie jedź”.
Nie dlatego, że nie powinniśmy pamiętać.
Tylko dlatego, że wiem, jak to jest stać w tym miejscu i zdać sobie sprawę, że nie jesteś
w stanie pomieścić w sobie tego, co widzisz.
Podczas wizyty w Auschwitz towarzyszył nam starszy Żyd. Nie wiem, jak doszło do tego, że był z nami. Wtedy widziałem w nim po prostu kogoś, kto oprowadza nas po miejscu, które zwiedzamy.
W muzeum powoli przechodziłem z sali do sali, patrząc na przedmioty: buty, walizki, włosy. Rzeczy, które kiedyś należały do ludzi. Teraz leżały za szkłem – milczące, uporządkowane, niemal zwyczajne.
W którymś momencie dowiedziałem się, że ludzkie włosy wykorzystywano do produkcji przedmiotów codziennego użytku.
To utkwiło mi w pamięci.
Nie chodziło tylko o stratę. Chodziło o przemianę. O to, jak po cichu cząstka człowieka mogła zamienić się w coś, co nadaje się do użytku. Czymś odartym z własnej historii.
Pamiętam, jak przyglądałem się innym zwiedzającym. Niektórzy pochylali się bliżej szyby i w milczeniu czytali. Inni robili krok w tył, jakby z pewnej odległości łatwiej było to znieść. Nikt nie zatrzymywał się na długo. Szliśmy dalej, jakby coś w nas nie było w stanie znieść bezruchu.
W pewnej chwili zobaczyłem w szybie swoje odbicie – blade, rozmazane, nałożone na przedmioty za szkłem. Przez moment miałem wrażenie, że nie należę do ani teraźniejszości, ani do tamtej przeszłości. Że jestem tylko kimś, kto przechodzi przez coś, do czego nie sposób wejść ani czego nie sposób zrozumieć.
Próbowałem wyobrazić sobie życie ludzi, do których należały te przedmioty, ale nie potrafiłem. Było ich zbyt wielu. Wszystkiego było za dużo. Mój umysł nie był w stanie tego ogarnąć.
Pamiętam chwilę, w której się rozpłakałem. Przyszło to nagle, bez ostrzeżenia, jakby coś we mnie dotarło do granic wytrzymałości. Odszedłem na bok, nie chcąc, żeby ktoś mnie zobaczył, choć chyba i tak nikt nie zwracał na mnie uwagi. Każdy z obecnych zdawał się nieść w sobie coś niewidzialnego.
Przeszedłem obok krematorium. Nie będę go opisywał. Nie dlatego, że nie ma o nim nic do powiedzenia, lecz dlatego, że cokolwiek powiem będzie niewspółmierne do tego, czym ono jest.
Niektórych doświadczeń nie da się w sobie zatrzymać.
Są większe od nas.
Kiedy szedłem przez Auschwitz, wciąż wracała do mnie jedna myśl.
Jak nisko może upaść człowiek?
Myślałem o zwierzętach. Skrajne ludzkie okrucieństwo nazywamy czasem „zwierzęcym”, ale kiedy tam stałem, to porównanie wydało mi się niesprawiedliwe wobec zwierząt. Zwierzęta zabijają z konieczności – żeby się pożywić, żeby przetrwać. To, z czym się tam zetknąłem, było czymś innym: ludzie z rozmysłem poniżający, torturujący i niszczący innych ludzi. Okrucieństwo zorganizowane i przemienione w system.
A jednak chwila, która z tamtego dnia miała najgłębiej zapaść mi w pamięć, jeszcze nie nadeszła.
Zwiedzanie dobiegło końca.
Wyszliśmy za ogrodzenie Auschwitz
i czekaliśmy, żeby wsiąść do autobusu. Byłem przytłoczony obrazami, zapachami
i uczuciami, które wyniosłem z obozu.
Wtedy człowiek, który nam towarzyszył, powiedział nam coś, co zachował na sam koniec.
Powiedział, że przeżył Auschwitz.
Przez długie godziny ten starszy Żyd chodził
z nami po tych miejscach. Słuchałem, jak opowiadał o nich naszej grupie. Teraz zrozumiałem, że nie znał tej historii jedynie
z książek ani z cudzych opowieści.
On jej doświadczył.
Powiedział nam, że jako więzień był zmuszany do mycia się mydłem, o którym wówczas sądził, że zostało wyprodukowane z ludzkiego tłuszczu.
Spojrzałem na człowieka stojącego przede mną inaczej.
Przeraziło mnie to, co właśnie nam powiedział, ale poczułem też coś, co trudniej opisać – dziwny rodzaj podziwu.
Spędziłem w Auschwitz zaledwie kilka godzin i miałem wrażenie, że ledwie jestem w stanie unieść to, co zobaczyłem. Ten człowiek przez większość życia nosił w sobie pamięć o tym, co tam przeżył.
A mimo to zdecydował się tam wrócić.
Powiedział nam, że chce pomóc ocalić od zapomnienia to, co się tam wydarzyło.
Zostało to w mojej pamięci i w moim sercu.
Do dziś, kiedy ktoś mi mówi, że wybiera się do Polski, waham się. Po części uważam, że ludzie powinni zobaczyć Auschwitz.
A jednak prawie zawsze mówię: „Jeśli możesz... nie jedź”.
Nie dlatego, że nie powinniśmy pamiętać.
Tylko dlatego, że wiem, jak to jest stać w tym miejscu i zdać sobie sprawę, że nie jesteś
w stanie pomieścić w sobie tego, co widzisz.
39