13
„Czy tylko patrzę, czy jestem świadkiem? Czy jestem współwinny, czy odważny?”
Podczas mojego pobytu jako stypendysty FASPE zacząłem zadawać sobie kilka pytań,
z którymi nigdy wcześniej nie spodziewałem się zmagać tak głęboko. Pytania pozostawały ze mną, podążały za mną i nie dawały mi spokoju, gdy podczas podróży obserwowałem udokumentowane zbrodnie. Jedno z nich brzmiało: czy tylko patrzę, czy jestem świadkiem?
Podróżowaliśmy przez Niemcy i Polskę, chodząc po miejscach, w których historia wciąż oddycha: po salach konferencyjnych, gdzie ludzie projektowali i komunikowali zło; po budynkach korporacyjnych, gdzie handlowano etyką; oraz po Auschwitz-Birkenau, gdzie samo człowieczeństwo zdawało się załamywać. Ta podróż nie pozostawiła mi jedynie wiedzy. Pozostawiła mnie z pytaniami. Niewygodnymi, przenikliwymi pytaniami, które nadal są we mnie obecne.
Od tamtej pory doszedłem do przekonania, że patrzenie jest bierne, oznacza stanie
z boku, podczas gdy życie się toczy. Bycie świadkiem niesie natomiast ciężar. Być świadkiem to być uwikłanym, uznać, wziąć odpowiedzialność za to, co zobaczyły moje oczy, niezależnie od możliwych konsekwencji.
A potem pojawia się trudniejsze pytanie: czy jestem współwinny, czy odważny? Podczas naszych sesji FASPE analizowaliśmy, w jaki sposób zwyczajni profesjonaliści, tacy jak prawnicy, lekarze i liderzy biznesu, racjonalizowali swój współudział w epoce nazistowskiej. Wykonywali swoją pracę, powoływali się na moralną neutralność
i pozwalali, by ambicja prowadziła ich po równi pochyłej. Wizyta w Auschwitz-
-Birkenau sprawiła, że ta historia stała się realna: przechodziłem przez sale pełne butów, okularów, tałesów, protez nóg, codziennych przedmiotów odebranych ludziom, zanim odebrano im życie. Myślałem nie tylko o ofiarach, lecz także o świadkach stojących z boku. O strażnikach.
O sympatykach. O tych, którzy wiedzieli i nic nie powiedzieli. Czy tylko patrzyli? Czy też byli świadkami, wybierając współudział? Co ja bym zrobił?
Ale wtedy przypominam sobie historię małej polskiej dziewczynki, która zakopywała jabłka, aby więźniowie mogli je znaleźć. Nie miała władzy, nie była uzbrojona, nie kontrolowała systemu. Ale była świadkiem. Była odważna. Jej działania nie obaliły nazistowskiego reżimu, ale mówiły: „Odmawiam pozwolenia, by moje człowieczeństwo zgasło”. Jest jeszcze kilka innych historii drobnych aktów sprzeciwu. Rzymskokatolicki biskup Münsteru, Clemens August Graf von Galen, który zwrócił uwagę świata na program T4, pozostaje jednym
z najbardziej przejmujących przykładów, jakie przychodzą mi do głowy.
Te historie pozostają ze mną, ponieważ każą inaczej spojrzeć na „efekt świadka”. Prowadzą mnie do pytań:
● Czy różnię się od tych, którzy wtedy wybrali milczenie, czy też sam jestem dziś zdolny do takiego samego zaniku moralnego?
● Co dzieje się z moim kompasem moralnym, jeśli wciąż widzę zło, a mimo to milczę?
● Skąd mam wiedzieć, kiedy racjonalizuję, zamiast rozumować?
Czy różnię się od tych, którzy wtedy wybrali milczenie, czy też sam jestem dziś zdolny do takiego samego zaniku moralnego?
Krótka odpowiedź? Nie jestem ulepiony
z lepszej gliny. I ta świadomość nie jest samooskarżeniem; jest pokorą, która nie pozwala mi zasnąć.
Historia mówi tu wprost. Zwyczajni ludzie, urzędnicy, pielęgniarki, sprzedawcy, osuwali się w uczestnictwo w zbrodniach nie dlatego, że urodzili się potworami, lecz dlatego, że byli posłuszni, dostosowywali się
i racjonalizowali. Hannah Arendt nazwała to
„Czy tylko patrzę, czy jestem świadkiem? Czy jestem współwinny, czy odważny?”
Podczas mojego pobytu jako stypendysty FASPE zacząłem zadawać sobie kilka pytań,
z którymi nigdy wcześniej nie spodziewałem się zmagać tak głęboko. Pytania pozostawały ze mną, podążały za mną i nie dawały mi spokoju, gdy podczas podróży obserwowałem udokumentowane zbrodnie. Jedno z nich brzmiało: czy tylko patrzę, czy jestem świadkiem?
Podróżowaliśmy przez Niemcy i Polskę, chodząc po miejscach, w których historia wciąż oddycha: po salach konferencyjnych, gdzie ludzie projektowali i komunikowali zło; po budynkach korporacyjnych, gdzie handlowano etyką; oraz po Auschwitz-Birkenau, gdzie samo człowieczeństwo zdawało się załamywać. Ta podróż nie pozostawiła mi jedynie wiedzy. Pozostawiła mnie z pytaniami. Niewygodnymi, przenikliwymi pytaniami, które nadal są we mnie obecne.
Od tamtej pory doszedłem do przekonania, że patrzenie jest bierne, oznacza stanie
z boku, podczas gdy życie się toczy. Bycie świadkiem niesie natomiast ciężar. Być świadkiem to być uwikłanym, uznać, wziąć odpowiedzialność za to, co zobaczyły moje oczy, niezależnie od możliwych konsekwencji.
A potem pojawia się trudniejsze pytanie: czy jestem współwinny, czy odważny? Podczas naszych sesji FASPE analizowaliśmy, w jaki sposób zwyczajni profesjonaliści, tacy jak prawnicy, lekarze i liderzy biznesu, racjonalizowali swój współudział w epoce nazistowskiej. Wykonywali swoją pracę, powoływali się na moralną neutralność
i pozwalali, by ambicja prowadziła ich po równi pochyłej. Wizyta w Auschwitz-
-Birkenau sprawiła, że ta historia stała się realna: przechodziłem przez sale pełne butów, okularów, tałesów, protez nóg, codziennych przedmiotów odebranych ludziom, zanim odebrano im życie. Myślałem nie tylko o ofiarach, lecz także o świadkach stojących z boku. O strażnikach.
O sympatykach. O tych, którzy wiedzieli i nic nie powiedzieli. Czy tylko patrzyli? Czy też byli świadkami, wybierając współudział? Co ja bym zrobił?
Ale wtedy przypominam sobie historię małej polskiej dziewczynki, która zakopywała jabłka, aby więźniowie mogli je znaleźć. Nie miała władzy, nie była uzbrojona, nie kontrolowała systemu. Ale była świadkiem. Była odważna. Jej działania nie obaliły nazistowskiego reżimu, ale mówiły: „Odmawiam pozwolenia, by moje człowieczeństwo zgasło”. Jest jeszcze kilka innych historii drobnych aktów sprzeciwu. Rzymskokatolicki biskup Münsteru, Clemens August Graf von Galen, który zwrócił uwagę świata na program T4, pozostaje jednym
z najbardziej przejmujących przykładów, jakie przychodzą mi do głowy.
Te historie pozostają ze mną, ponieważ każą inaczej spojrzeć na „efekt świadka”. Prowadzą mnie do pytań:
● Czy różnię się od tych, którzy wtedy wybrali milczenie, czy też sam jestem dziś zdolny do takiego samego zaniku moralnego?
● Co dzieje się z moim kompasem moralnym, jeśli wciąż widzę zło, a mimo to milczę?
● Skąd mam wiedzieć, kiedy racjonalizuję, zamiast rozumować?
Czy różnię się od tych, którzy wtedy wybrali milczenie, czy też sam jestem dziś zdolny do takiego samego zaniku moralnego?
Krótka odpowiedź? Nie jestem ulepiony
z lepszej gliny. I ta świadomość nie jest samooskarżeniem; jest pokorą, która nie pozwala mi zasnąć.
Historia mówi tu wprost. Zwyczajni ludzie, urzędnicy, pielęgniarki, sprzedawcy, osuwali się w uczestnictwo w zbrodniach nie dlatego, że urodzili się potworami, lecz dlatego, że byli posłuszni, dostosowywali się
i racjonalizowali. Hannah Arendt nazwała to