23
W miejscowości Stanisławów, oddalonym
o 140 kilometrów od Lwowa, 4 grudnia 1884 roku przyszedł na świat Karol Franciszek Piórecki, syn Jana Pióreckiego i Karoliny
z domu Tyrnka. Edukację rozpoczął w szkole w Brzezianach, do której uczęszczał wraz ze swoimi wspaniałymi kolegami: Alfredem Bilikiem, późniejszym wojewodą lwowskim, oraz Edwardem Rydzem, który został
w przyszłości marszałkiem Rzeczpospolitej Polskiej oraz Naczelnym Wodzem. To właśnie przyjaźń Pióreckiego z Rydzem miała znaczący wpływ na historię młodego Karola. Wspólnie spędzone chwile ukształtowały w Karolu poczucie odpowiedzialności oraz spowodowały, że wstąpił on do wojska polskiego. Jak wynika
z wielu publikacji historycznych, Karol Piórecki trwał u boku Rydza-Śmigłego, którego kariera wojskowa z roku na rok pięła się do góry w szczeblach oficerskich.
Karol również poprzez swój upór
i pracowitość osiągał znakomite wyniki
w karierze wojskowej. Był bardzo lubianym oficerem, zarówno przez kolegów, jak również przez szeregowych żołnierzy. Wiadomo nadto, że miał rodzinę w Krakowie, gdzie dość często wyjeżdżał. Karol Piórecki już jako szef sztabu 20. Dywizji Piechoty ukończył w 1921 roku Kurs Wojenny Szkoły Sztabu Generalnego. W okresie tym urodził się też najstarszy syn Karola Andrzej. Matką jego, a żoną Karola Pióreckiego, była Irena Odyniec, prawdopodobnie córka generała dywizji Wincenta Odyńca. Kolejnym dzieckiem Karola był również syn, któremu dano na chrzcie świętym imię Leon.
Wkrótce nadeszła jednak chwila egzaminu
z lojalności i przyjaźni. Był rok 1926. Wódz Naczelny Józef Piłsudski, u którego boku stał już generał Rydz Śmigły, postanowił przeprowadzić reformę w armii. Wskutek podziału politycznego wśród kadry dowódczej, w tym generalicji i oficerów, powstał konflikt o charakterze sporu wewnętrznego. Mógł on zaowocować wojną domową, co przyniosłoby straty nie do przewidzenia w dopiero co wyzwolonej Polsce. Konflikt wewnątrz armii przerodził się w konflikt zbrojny, którego smutny epilog miał miejsce na ulicach Warszawy. Po obu stronach stanęli naprzeciw siebie jeszcze niedawno koledzy, generałowie i oficerowie oraz ich żołnierze. Padły strzały, byli zabici
i ranni. Major Karol Piórecki u boku Marszałka Piłsudskiego oraz Rydza Śmigłego wziął udział w tej bratobójczej walce. Jak wynika z zapisów wydarzeń majowych 1926 roku z kwatery wojskowej prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 14 maja 1926 roku:
Godzina 13,30 Odbywa się rozmowa hughesowa między ppłk SG Szafranowem
i por. Lutomskim a mjr SG Pióreckim ze Sztabu Generalnego na temat sytuacji
w Warszawie i na terenie OK. Z sytuacji
w Warszawie mjr SG Piórecki podaje
o zajęcie lotniska mokotowskiego, trzymaniu się jeszcze podchorążówki i Belwederu, wyraża niewiarę w pogłoski jakoby rząd Witosa uciekł samolotem na Zachód.
Należy w tym miejscu zaznaczyć, że Karol Piórecki był już wówczas mjr dypl. Oficerem wydziału III Sztabu Generalnego oraz Szefem Referatu II SG.
18 maja 1926 roku, zamilkły odgłosy wystrzałów, opadł kurz warszawskiej ulicy. Nadszedł dzień liczenia strat. Strat bardzo bolesnych, bo wśród zabitych i rannych byli dawni przyjaciele i koledzy. Karolowi przypadła okrutna misja zorganizowania pogrzebu poległych kolegów. Jak pisze Ryszard Zieliński w swej książce „Gry Majowe” ojciec autora tak wspominał tę chwilę:
„…majorowi Pióreckiemu przyszło organizować wielki pogrzeb. Chował poległych w Warszawie. Bardzo uroczyście pogrzebał grubo ponad dwustu żołnierzy,
w tym prawie trzydziestu oficerów, więc kolegów. Taki był koleżeński, a na to mu przyszło”.
Oficerów-przyjaciół, którzy za odmienną wizję Polski utracili życie i ich żołnierzy, którzy wierząc w idee swoich dowódców, poszli na te bratobójczą bitwę.
W 1928 roku Karol Piórecki wraz z rodziną przeniósł się do Grodna. Został oficerem sztabowym III Dowództwa Okręgu Korpusu
z siedzibą w tym mieście. Piórecki był oficerem, którego zgoda była wymagana przy organizowaniu wyrębu lasu na Wileńszczyźnie. Istniał w owym czasie przepis, zgodnie z którym wycinka drzew mogła nastąpić za zgodą odpowiedniego urzędu cywilnego, po wcześniejszym uzyskaniu pozwolenia od władz wojskowych. W tym przypadku zezwolenie podpisywał Karol Piórecki. Karol wewnętrznie rozdarty epilogiem Bitwy Warszawskiej zaczął szukać ukojenia w alkoholu. Jego błyskotliwa kariera powoli zaczęła się rozpadać. Nie mógł zapomnieć tych kilku warszawskich dni, gdzie koledzy stanęli naprzeciwko siebie i nie jak kiedyś, na polach Polesia, bawili się w żołnierzy, lecz trzymając w ręku karabin, strzelali do swoich kolegów, jeszcze niedawno przyjaciół. Losy Karola Pióreckiego oraz jego narastające problemy alkoholowe opisuje w swojej książce pt. „Pamiętniki” Jerzy Kirchmayer:
…Nie było żadnych przesłanek wojskowych do udzielania zezwoleń na wyrąb lasów.
W tej mętnej wodzie wyłowił sobie rzeczony Piórecki kilka nie najlichszych kiełbi… Do Pióreckiego wędrowały tędy „żubry wileńskie”, którym zawadzał ich las. Piórecki był zdolnym oficerem, ale beznadziejnym pijakiem. Żubry wyzyskiwały tę słabość ludzką, zapraszały i spijały Pióreckiego,
a reszta szła już łatwo. Zezwolenia sypały się z rękawa i pewnego poranka Sztab Generalny stwierdził, że całe powiaty wyłysiały na kochanej Wileńszczyźnie. Równolegle z tym mjr Piórecki rozpijał się coraz gruntowniej.
W miejscowości Stanisławów, oddalonym
o 140 kilometrów od Lwowa, 4 grudnia 1884 roku przyszedł na świat Karol Franciszek Piórecki, syn Jana Pióreckiego i Karoliny
z domu Tyrnka. Edukację rozpoczął w szkole w Brzezianach, do której uczęszczał wraz ze swoimi wspaniałymi kolegami: Alfredem Bilikiem, późniejszym wojewodą lwowskim, oraz Edwardem Rydzem, który został
w przyszłości marszałkiem Rzeczpospolitej Polskiej oraz Naczelnym Wodzem. To właśnie przyjaźń Pióreckiego z Rydzem miała znaczący wpływ na historię młodego Karola. Wspólnie spędzone chwile ukształtowały w Karolu poczucie odpowiedzialności oraz spowodowały, że wstąpił on do wojska polskiego. Jak wynika
z wielu publikacji historycznych, Karol Piórecki trwał u boku Rydza-Śmigłego, którego kariera wojskowa z roku na rok pięła się do góry w szczeblach oficerskich.
Karol również poprzez swój upór
i pracowitość osiągał znakomite wyniki
w karierze wojskowej. Był bardzo lubianym oficerem, zarówno przez kolegów, jak również przez szeregowych żołnierzy. Wiadomo nadto, że miał rodzinę w Krakowie, gdzie dość często wyjeżdżał. Karol Piórecki już jako szef sztabu 20. Dywizji Piechoty ukończył w 1921 roku Kurs Wojenny Szkoły Sztabu Generalnego. W okresie tym urodził się też najstarszy syn Karola Andrzej. Matką jego, a żoną Karola Pióreckiego, była Irena Odyniec, prawdopodobnie córka generała dywizji Wincenta Odyńca. Kolejnym dzieckiem Karola był również syn, któremu dano na chrzcie świętym imię Leon.
Wkrótce nadeszła jednak chwila egzaminu
z lojalności i przyjaźni. Był rok 1926. Wódz Naczelny Józef Piłsudski, u którego boku stał już generał Rydz Śmigły, postanowił przeprowadzić reformę w armii. Wskutek podziału politycznego wśród kadry dowódczej, w tym generalicji i oficerów, powstał konflikt o charakterze sporu wewnętrznego. Mógł on zaowocować wojną domową, co przyniosłoby straty nie do przewidzenia w dopiero co wyzwolonej Polsce. Konflikt wewnątrz armii przerodził się w konflikt zbrojny, którego smutny epilog miał miejsce na ulicach Warszawy. Po obu stronach stanęli naprzeciw siebie jeszcze niedawno koledzy, generałowie i oficerowie oraz ich żołnierze. Padły strzały, byli zabici
i ranni. Major Karol Piórecki u boku Marszałka Piłsudskiego oraz Rydza Śmigłego wziął udział w tej bratobójczej walce. Jak wynika z zapisów wydarzeń majowych 1926 roku z kwatery wojskowej prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 14 maja 1926 roku:
Godzina 13,30 Odbywa się rozmowa hughesowa między ppłk SG Szafranowem
i por. Lutomskim a mjr SG Pióreckim ze Sztabu Generalnego na temat sytuacji
w Warszawie i na terenie OK. Z sytuacji
w Warszawie mjr SG Piórecki podaje
o zajęcie lotniska mokotowskiego, trzymaniu się jeszcze podchorążówki i Belwederu, wyraża niewiarę w pogłoski jakoby rząd Witosa uciekł samolotem na Zachód.
Należy w tym miejscu zaznaczyć, że Karol Piórecki był już wówczas mjr dypl. Oficerem wydziału III Sztabu Generalnego oraz Szefem Referatu II SG.
18 maja 1926 roku, zamilkły odgłosy wystrzałów, opadł kurz warszawskiej ulicy. Nadszedł dzień liczenia strat. Strat bardzo bolesnych, bo wśród zabitych i rannych byli dawni przyjaciele i koledzy. Karolowi przypadła okrutna misja zorganizowania pogrzebu poległych kolegów. Jak pisze Ryszard Zieliński w swej książce „Gry Majowe” ojciec autora tak wspominał tę chwilę:
„…majorowi Pióreckiemu przyszło organizować wielki pogrzeb. Chował poległych w Warszawie. Bardzo uroczyście pogrzebał grubo ponad dwustu żołnierzy,
w tym prawie trzydziestu oficerów, więc kolegów. Taki był koleżeński, a na to mu przyszło”.
Oficerów-przyjaciół, którzy za odmienną wizję Polski utracili życie i ich żołnierzy, którzy wierząc w idee swoich dowódców, poszli na te bratobójczą bitwę.
W 1928 roku Karol Piórecki wraz z rodziną przeniósł się do Grodna. Został oficerem sztabowym III Dowództwa Okręgu Korpusu
z siedzibą w tym mieście. Piórecki był oficerem, którego zgoda była wymagana przy organizowaniu wyrębu lasu na Wileńszczyźnie. Istniał w owym czasie przepis, zgodnie z którym wycinka drzew mogła nastąpić za zgodą odpowiedniego urzędu cywilnego, po wcześniejszym uzyskaniu pozwolenia od władz wojskowych. W tym przypadku zezwolenie podpisywał Karol Piórecki. Karol wewnętrznie rozdarty epilogiem Bitwy Warszawskiej zaczął szukać ukojenia w alkoholu. Jego błyskotliwa kariera powoli zaczęła się rozpadać. Nie mógł zapomnieć tych kilku warszawskich dni, gdzie koledzy stanęli naprzeciwko siebie i nie jak kiedyś, na polach Polesia, bawili się w żołnierzy, lecz trzymając w ręku karabin, strzelali do swoich kolegów, jeszcze niedawno przyjaciół. Losy Karola Pióreckiego oraz jego narastające problemy alkoholowe opisuje w swojej książce pt. „Pamiętniki” Jerzy Kirchmayer:
…Nie było żadnych przesłanek wojskowych do udzielania zezwoleń na wyrąb lasów.
W tej mętnej wodzie wyłowił sobie rzeczony Piórecki kilka nie najlichszych kiełbi… Do Pióreckiego wędrowały tędy „żubry wileńskie”, którym zawadzał ich las. Piórecki był zdolnym oficerem, ale beznadziejnym pijakiem. Żubry wyzyskiwały tę słabość ludzką, zapraszały i spijały Pióreckiego,
a reszta szła już łatwo. Zezwolenia sypały się z rękawa i pewnego poranka Sztab Generalny stwierdził, że całe powiaty wyłysiały na kochanej Wileńszczyźnie. Równolegle z tym mjr Piórecki rozpijał się coraz gruntowniej.