Memoria [PL] Nr 100 | Page 20

Żydów, a także Polaków, Romów i Sinti, jeńców wojennych, osób

z niepełnosprawnościami oraz homoseksualistów. Właśnie tutaj ofiary były poddawane niezliczonym, dehumanizującym procedurom. Niektóre z nich, choć pierwotnie opracowane poza obozami w celach medycznych, zostały przez nazistów wykorzystane jako instrumenty eksterminacji. Oczywiście istnieją istotne różnice pomiędzy tym, co działo się

w Auschwitz, a tym, co ma miejsce na współczesnej sali operacyjnej – nie stawiam między nimi znaku równości. Najbardziej oczywistą różnicą jest fakt, że celem chirurgii jest leczenie, a nie odbieranie życia. Niemniej jednak, historyczny przykład Zagłady pokazuje wyraźnie, że brak etycznego zakotwiczenia w medycynie prowadzi do nadużyć. Współczesna chirurgia opiera się na etycznej zasadzie primum non nocere (po pierwsze, nie szkodzić), ale jest to niezwykle krucha podstawa. Wykorzystując ten historyczny punkt odniesienia, niniejszy artykuł ma na celu m.in. wskazanie, w jaki sposób rutynowe czynności wykonywane

w etycznej próżni mogą prowadzić do niewyobrażalnych cierpień. Chcę również zaproponować uzupełnienie zasad sformułowanych przez American College of Surgeons. Skupię się na trzech kluczowych elementach współczesnej chirurgii, które niosą ze sobą ryzyko nieumyślnego wyrządzenia szkody pacjentowi: 1) przygotowaniu pacjenta i jałowości pola operacyjnego; 2) rozwoju i poleganiu na pamięci proceduralnej; oraz 3) stosowaniu znieczulenia podczas zabiegów.

Przygotowanie pacjenta i jałowość pola operacyjnego

Większość ludzi uważa, że operacja zaczyna się od pierwszego nacięcia. Z perspektywy chirurga może to być prawda. Dla pacjenta jednak automatyczna i niezmienna sekwencja zdarzeń składająca się na operację zaczyna się natychmiast po wejściu na blok operacyjny. Najpierw pada prośba o podanie nazwiska oraz rodzaju planowanego zabiegu. Następnie personel prosi pacjenta, by położył się na stole operacyjnym – to ostatnia czynność, jaką świadomie wykonuje przed znieczuleniem, zwiotczeniem mięśni

i intubacją. Mimo że wielokrotnie byłem świadkiem tego procesu, wciąż uderza mnie rozbieżność w jego postrzeganiu przez pacjenta i personel. Dla pacjenta to zawsze doświadczenie wyjątkowe, a nawet graniczne. Dla personelu to rutyna tak zwyczajna, jak poranne włączenie komputera w biurze. Jako student medycyny na stażu

z kardiochirurgii włączałem się do pracy, gdy pacjent był już pod narkozą. Zdejmowałem

z niego koce i koszulę szpitalną, zsuwałem skarpety. Wprowadzałem cewnik do pęcherza moczowego. Następnie maszynką elektryczną goliłem klatkę piersiową, pachy, pachwiny

i nogi, co jakiś czas zbierając kępki włosów szerokim przylepcem. Po wszystkim przemywałem skórę gąbkami nasączonymi zimną wodą z mydłem. Osuszałem pacjenta jałowymi ręcznikami, a następnie nakładałem jałowe serwety, osłaniając go od stóp do głów. Wtedy wchodził chirurg i na podstawie punktów anatomicznych wyznaczał markerem przebieg planowanych nacięć. Proces przekształcenia przytomnego pacjenta

w zdezynfekowane, przygotowane do zabiegu ciało, zależne od respiratora i pokryte liniami, zajmuje średnio około godziny. Przez większość tego czasu pacjent jest nieprzytomny i całkowicie odsłonięty

– a wszystko to dzieje się przed pierwszym nacięciem.

Na sali operacyjnej pole jałowe jest świętością. Czynności rozbierania, golenia, mycia i okrywania pacjenta wydają się w swej istocie etyczne, gdyż służą ratowaniu życia poprzez zapobieganie zakażeniom. Działania te jednak nie zawsze są obojętne etycznie,

a ich szlachetnego kontekstu nie możemy brać za pewnik. Podobne praktyki składały się na procedurę odzierania z godności, jakiej esesmani poddawali podczas przyjmowania do obozu nowo przybyłych w Auschwitz

i innych obozach koncentracyjnych.

W obozowej rzeczywistości rzekome „dbanie o higienę” było w rzeczywistości narzędziem upodlenia. Wiele ocalonych kobiet, m.in. Marianne F., wspomina, że zanim pozwolono im wejść do „sauny”, musiały rozebrać się do naga na oczach esesmanów. Potem następowało golenie całego owłosienia

i tatuowanie numeru. Wszyscy przechodzili przez to samo, bez względu na wiek, płeć czy poczucie wstydu, zrównani w bezwzględnym mechanizmie odzierania z tożsamości. Miklós Nyiszli, lekarz i więzień Auschwtz zmuszony do pracy u boku Josefa Mengele, we wspomnieniach „Byłem asystentem doktora Mengele” również opisuje chwile

w pomieszczeniu oznaczonym jako „łaźnie

i dezynfekcja”. Po przymusowej kąpieli, odkażaniu żrącymi środkami i wytatuowaniu numeru zdał sobie sprawę ze swojej przemiany: „Dr Miklós Nyiszli przestał istnieć – stał się jedynie więźniem numer A-8450”.

Ta historia przypomina nam, że czynności takie jak rozbieranie, golenie i znakowanie ludzkiego ciała to nie tylko wymogi antyseptyki, ale także potencjalne narzędzia dehumanizacji. W chirurgii większości z tych kroków jest nieunikniona, gdyż są one niezbędne, by zapobiegać zakażeniom. Dopiero świadome przyjęcie perspektywy pacjenta i zrozumienie jego bezbronności pozwala chirurgom oraz całemu zespołowi zadbać o poszanowanie godności chorego. Dzięki empatii rutynowe czynności przestają być źródłem upokorzenia, a stają się częścią procesu leczenia.

Pamięć proceduralna

Już w drugim tygodniu stażu pewne czynności stały się częścią mojej pamięci proceduralnej. Ruchy, początkowo powolne i zamierzone, zyskały sprawność i szybkość – co zresztą jest głównym celem szkolenia chirurgicznego. Pojawił się jednak niezamierzony efekt uboczny: im bardziej automatycznie wykonywałem swoje zadania, tym rzadziej dostrzegałem historię stojącą za pacjentem. W niektóre dni wchodziłem na blok operacyjny tylko po to, by wykonać swoją część pracy i – niczym technik – wychodziłem zaraz po jej ukończeniu. Goliłem i myłem ciała pacjentów, nie znając nawet ich imion. Stawałem się coraz sprawniejszy i pewniejszy swoich umiejętności, ale nie potrafiłbym wyjaśnić, dlaczego dana operacja była konieczna w przypadku tej konkretnej osoby ani kim ona była, ponieważ nigdy nie poznałem człowieka, który leżał na stole. Zabieg stał się dla mnie jedynie ciągiem mechanicznych czynności. Niewątpliwie

w interesie pacjentów leży to, aby chirurdzy doskonalili swoją technikę. Niekiedy skuteczność lekarza w trudnej sytuacji zależy od jego zdolności do odłożenia na bok własnych emocji czy rozważań etycznych. Istnieje jednak zasadnicza różnica między świadomym wykorzystywaniem automatyzmu ruchowego do realizacji przemyślanych celów a bezrefleksyjnym stosowaniem go w każdej

18