Marzec Special 2013 Walentynki 2011 | страница 146
Mama i dziecko
spokojnie poczekała jak wypalą,
a w tym czasie Bobas zajęty był przez
grupę japońskich turystów, którzy
mówili do niego w swoim jezyku. I jak
widać chyba się dogadywali.Słońce
świeciło, momentami nawet parząc..
Bobas czyścił teren(jak zawodowy
odkurzacz) a Matka Polka poczuła,
że dawno tak jej miło nie było, nawet
jeśli siedziała w tym tłumie sama!
Szkoda tylko, że Bobas, którego
drugim imieniem powinno być
Tornado wylał caly sok i połwę
zupki na jej białą spódniczke i nogi.
Koncert trwał dwie godziny. Później
wieczność całą czekali na autobus,
który reklamują w mieście, że
jedzie co 10 minut.Chyba jakąś inną
drogą jedzie!Wreszcie nadjechał.
Kupując bilet Matka Polka usłyszała
polski głos. Okazało się ,że Kierowca
to Polak i nawet miło jej się zrobilo
bo Kierowca też był miły. Jechali
sobie tak jechali aż tu nagleautpbus
zaczął hamować. Tylko po to aby
wziąść jedynego pasażera by wziąść
jedynego pasażera, który chował się
za szybą przystanku. I tylko bystre
oko Kierowcy wyłowiło go zza tej
szyby.Okazało się, że chłopak nie
myśli podobnie a wyrazem tego
było krótkie „ Are you blind?”Zrobiło
się gorąco! Kierowca wyłączył silnik
i czekał jak się młodzieniec uspokoi.
Wszyscy chyba temu kibicowali
bo nikt nic nie mówił. Po dluższej
chwili z ust chłopięcia słychać było
obraźliwe epitety pod adresem
Kierowcy, jego managera i całego
świata. Matka Polka pomyślała jak i
pewnie wszyscy dookoła, że Kierowca
wstanie i wyrzuci zbuntowanego. Nic
bardziej mylnego. Nagle, ni stąd, ni
zowąd wyszperał jakoś swoje drobne,
146 Lejdiz
wydał bilet i ruszył. W Matce Polce
takie się uczucia wezbrały,że mogłaby
z powodzeniem na jakąś akcję ruszyć
ze słowami „Do atakuuu!”. I zajęta
obmyślaniem planu zauważyla w
ostatnim momencie ,że jej przystanek
już prawie za nimi. I zamiast:” Do
ataku!”, krzykneła „Stóóóóój!”. I tak oto
Kierowca cisnął znowu po hamulcach.
Wychodząc podziękowała i oznajmiła,
że przecież mógł wyrzucić młokosa.
Bo takie ma prawo i że jakby do
Londynu pojechał to by dopiero
zobaczył, co tam sie dzieje. A on
uśmiechnął się tylko i powiedział
„A tam...”. Tak to zaskoczyło Matkę
Polkę ,że już więcej się nie odezwała
.Wyszła z autobusu. Jedno jest
pewne. Kierowca był Aniołem!Matka
Polka postanowiła więc ćwiczyć
opanowanie i pić więcej melisy, by
w sytuacjach takich jak ta, zachować
zimną
krew.Wieczorem,
przy
herbacie przemyślała całą tą sytuację
i stwierdziła, że jak kiedyś spotka
owego Kierowcę to zaproponuje
mu opiekę nad Bobasem!Mógłby
sobie przecież dorabiać w wolnych
chwilach. No i Bobas by się pewnie
ucieszył!I
tak
minęła
letnia,
sierpniowa
Niedziela.
Felieton
w zasadzie sam się napisał.Tylko
Husbend się pyta, dlaczego go tu nie
ma. Przecież miało być o Bobasie
Matce Polce i o nim. Ale co zrobić jak
Huzbend właśnie wtedy pracował.
Wena była. Teraz poszła.I po sprawie.
Czy ja to wytrzymam?
Dziś Matka Polka od samego rana
jest maksymalnie jak to tylko można
sobie wyobrazić zajęta. Pranie,
prasowanie, sprzątanie, zakupy
w supermarkecie, przesadzanie
kwiatów.